wtorek, 10 lutego 2015

Naruto, cz.2 – Misja: Powrót do Konohy!

Hello~!
WDP: Cze.
Nie chce mi się teraz tu pisać, więc zapraszam do czytania!
-----------------------------------------
Pięć lat później…
                -No czy ty sobie ze mnie żarty robisz?!
                Naruto właśnie wyżywał się na swoim pracodawcy. Chłopak wykłócał się z Kazeshinim o jego nową misję, którą uważał za uwłaszczającą jego dumie i poniżej jego godności.
                Chłopak zdecydowanie zmienił się przez te pięć lat. Potrafił zawalczyć o swoje, być pojętnym i świetnym uczniem, dzięki czemu Kazeshini bardzo szybko przekazał mu ¾ swojej wiedzy. Pozostałą część zostawił na nieco później, gdyż to były, jak to ujął sam Kazeshini: ,,Techniki mające daleko idące konsekwencje, które dają wykończenie nie tylko fizyczne, lecz również psychiczne”. Naruto nieraz próbował dyskutować z nim o tych technikach, żeby wziął je mu przekazał, lecz jego sensei zamknął definitywnie sprawę. Tak więc dał za wygraną, znając zaciętość Kazeshini’ego.
                Wracając jednak do jego dyskusji…
                -Ja NIE wrócę do Konohy, aby udawać jakiegoś kretyna! Uważasz mnie za idiotę, Kazeshini?!
                -Już ci mówiłem… –  Najwidoczniej był zmęczony krzykiem młodego Namikaze. – Brakuje nam ludzi, którzy daliby w ogóle radę wykonać te zadanie, poza tym niedługo egzamin na chunnina, na którym, jak się nasi szpiedzy dowiedzieli, ma być jinchuuriki Ichibi’ego. A ty musisz być wcześniej, aby wkręcić się w jedną drużynę genninów. Poza tym, jesteś jedynym, którego rocznik się zgadza oraz znasz Konohę jak własną kieszeń, dlatego ciebie wysyłam.
                -No ale żebym musiał udawać idiotę… Wiesz… – Marudził Naruto. – To jest chamskie.
                -Wiem, ale dzięki temu możesz na spokojnie poruszać się po wiosce i przeszukiwać archiwa Hokage, nie będąc nawet podejrzewanym o szpiegostwo.
                -Co właściwie musze zdobyć? – Westchnął i uznał wygraną Kazeshini’ego.
                -Przeszukaj akta Itachi’ego Uchihy. Jakoś nie wierzę w to, żeby od tak zamordował wszystkich krewnych oprócz brata. Za tym musi się coś kryć. Ponadto odszukaj akta Orochimaru i sprawdź, czy Konoha czegoś czasem nie wie o Akatsuki.
                -Niech ci będzie…I pewnie znowu mam używać nazwiska Uzumaki, nie? Jeżeli pokażę się jako Namikaze to może trochę namieszać…
                -Taa. Masz, tu są twoje sfałszowane akta, przeczytaj je, pozmieniaj nieco wspomnienia ludzi i wszystko ci pójdzie jak po maśle.
                -Masz przejebane, dzieciaku.
                -Pieprz się, cholerny Lisie.
                Tak, Naruto się zmienił. Nauczył się przekleństw od Kyuubi’ego. A sam Lis mówi, że został zdemoralizowany przez Kazeshini’ego…Zresztą nie ma się co dziwić, skoro zabierał dzieciaka na imprezy, ilekroć były organizowane w organizacji. Libacja alkoholowa była obowiązkowa, więc czasem i Naru próbował nieco wysokoprocentowych soczków.
                Naruto wyszedł z gabinetu szefa organizacji i przeszedł do swojego pokoju. Kiedy do niego wszedł skierował swe kroki do jego szafo-garderoby, gdzie przy stole rozwinął zwój i namalował okrąg, aby móc potem zapieczętować kilka sztuk ubrań. Namalował takie jeszcze trzy, w których umieści środki czystości, trochę pieniędzy oraz nieco osobistych rzeczy. Przeszedł do wieszaków i się namyślał:
                ,,Co by taki nadpobudliwy idiota by założył…Chyba coś jaskrawego.” – Wziął pomarańczowy dres. I jeszcze dwie koszulki – jedną czarną z symbolem wiru i drugą białą z symbolem Konohy. Wziął jeszcze pierwsze lepsze piżamy, okazało się, że w żaby. Przeszedł na drugą stronę i wziął dwie pary butów ninja.
                Podszedł z powrotem do stołu i zapieczętował wszystko do zwoju. Do drugiego kręgu zapieczętował środki czystości i kilka ręczników, a w ostatnim jakiś portfel i jakieś błahostki – wieczne pióro, które dostał od sensei’a, sygnet przypominający lisa od Hikari – jednej z dziewczyn będących w organizacji. Była to niebieskowłosa i złotooka dziewczyna uwielbiająca zwierzęta i Naruciaka. Czemu jego? Być może kiedyś się dowiecie. Wziął również niewielki czarny budzik. Zapieczętował wszystko i zwinął zwój. Włożył go do kieszeni w jego czarnych spodniach. Wychodząc z garderoby wziął po drodze czarny płaszcz z głębokim kapturem, w którym będzie podróżować. Wyszedł z pokoju, zakluczając go i poszedł do jadalni, gdyż była właśnie pora obiadowa.
                W pomieszczeniu była już Hikari i Kazeshini. Był również Shadow – brat bliźniak Hikari – a także kolejna dama w organizacji: Mary. Pod tym jakże niepozornym imieniem kryła się czerwonowłosa zabójczyni o zielonych oczach. Była ona niczym Armagedon, Anioł Śmierci, czy też Kyoyama Anna w wydaniu ninjowskim. Było jeszcze kilka osób, lecz nie będziemy zagłębiać się w szczegóły.
                Naruto usiadł między Hikari a Kazeshinim i zaczął jeść obiad.
                -Idziesz na misję, Naruto-kun? – zapytała się niebieskowłosa.
                -Niestety tak.
                -,,Niestety”? Zwykle cieszyłeś się, jak mogłeś iść na misję. – zdziwił się Shadow.
                -Taa, ale do tej pory nie musiałem udawać idioty w rodzinnej wiosce – załamał się do końca blondyn.
                -Uwierz nam, każdy to przechodził – zaczęła pocieszać go Hikari – My z Shadowem musieliśmy też wrócić do naszej wioski i udawać – o zgrozo – parę.
                -Wieczne poniżenie – wokół chłopaka zaczęła się tworzyć ponura aura, a on sam spuścił głowę. – Musiałem ją pocałować. Nie, żeby nie było miło, ale wiesz, to moja siostra. Mimo wszystko, nigdy więcej!
                -Kiedy wróciliśmy rzuciliśmy Kaze takie kazanie, że już więcej na taką misję nas nie wysłał.
                -Oł, mieliście nieźle przerąbane.
                -A żebyś wiedział. – odpowiedzieli bliźniacy, nieźle zsynchronizowani.
                Po zakończonym posiłku Naruto postanowił nie marnować więcej czasu i wyruszył w drogę.
-------------------------------------
Retrospekcja pierwsza.
                Naruto stał na środku hali organizacji. Był już po szkoleniu wstępnym, czyli opanował podstawy ninja. Kazeshini od razu nauczył go Kage Bunshin, gdyż wiedział, że zwykły na pewno mu nie wyjdzie ze względu na wzburzoną chakrę i jej ilość.
                Na halę wszedł sensei blondyna. Stanął przed nim i zaczął mówić:
                -Pierwszą techniką, jaką chcę cię nauczyć, jest technika Tenshi no jutsu – Czarne Skrzydła. Jest to technika charakterystyczna dla naszej organizacji. Kiedy się jej używa, mnóstwo chakry uwalnia się poza ciało i formuje się w skrzydła anioła, którymi można oczywiście latać, ale także atakować i czasem leczyć. Zazwyczaj używa się tej techniki w połączeniu z Tenshi no jutsu – Czarny płaszcz. W tej technice również ulatnia się chakra, jednak formuje się ona w Płaszcz, który dodaje szybkości. W obu przypadkach, jak już raz uwolnisz tę chakrę, to Skrzydła i Płaszcz nie będą pobierały jej z twojego układu, gdyż same są czystą chakrą. Co najwyżej możesz uzupełniać braki przesyłając ją tam. Ale najpierw nauczę cię Czarnych Skrzydeł. Niepotrzebne są tutaj żadne pieczęcie, tak samo jak w innych technikach rangi 0, więc ich znajomość nie jest konieczna, aczkolwiek lepiej je znać, aby móc używać innych technik z mniejszym polotem. Ale o tym kiedy indziej. Usiądź w pozycji kwiatu lotosu i powoli wypuszczaj chakrę, formując ją w skrzydła. Nie musisz wymawiać nazwy techniki, jednak Czarne Skrzydła są silniejsze i potężniejsze, kiedy jednak ją wymówisz, ale to na późniejsze lekcje. Wiesz, co masz zrobić?
                -Hai. – odpowiedział Naruto i wziął się do pracy.
-------------------------------------------
                Naruto wyszedł z organizacji i wyszeptał:
                -Tenshi no jutsu – Czarne Skrzydła. Tenshi no jutsu – Czarny płaszcz.
                Na plecach blondyna pojawiły się ogromne czarne skrzydła, a na nim samym czarny płaszcz, który wyglądał, jakby został zrobiony z czarnego ognia, niby delikatnie poruszającego się z wiatrem, mimo że nawet nie wiało. Kaptur Czarnego Płaszcza od razu zasłonił twarz Naruto, pozostawiając odkrytą jedynie małą część jego twarzy. Blondyn wzbił się w powietrze i zaczął lecieć w stronę Konohy.
--------------------------------------------
Retrospekcja druga.
                -Nasza organizacja wzięła nazwę od tych właśnie dwóch technik. – mówił Kazeshini, kiedy Naruto próbował uwolnić swoją chakrę. – Ponieważ każdy, kto użyje tych technik i je utrzymuje razem, to wygląda niczym Czarny Anioł na tle rozgwieżdżonego nieba.  Mimo, że te techniki są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, to jednak traktujemy je jako te najważniejsze. To właśnie dzięki nim powstała Organizacja KuroTenshi.
                Skończył mówić, po czym usiadł na pobliskim krześle, które przytargał ze sobą, wyjął książkę i zaczął czytać.
                -Założycielką i twórczynią tych technik była jedna z Namikaze. Nazywała się ona Himitsu – Tajemnica.  I rzeczywiście, dziewczyna ta była jedną wielką tajemnicą. Stworzyła ona wiele technik rangi 0. Żyła ona około 100 lat temu. Wiedziała, jakie brzemię będą nosili na sobie jinchuuriki, że ludzie będą ich nienawidzić, aby móc spokojnie zrzucić winę za wszystko złe, co się dzieje. Więc zanim jeszcze w życie weszła idea stworzenia sakryfikantów, Himitsu stworzyła naszą organizację, abyśmy zajmowali się właśnie jinchuuriki, szkolili ich, a także żebyśmy mogli zastępować im rodzinę. Pokazała wszystkim członkom różnicę pomiędzy jinchuurikim a zamkniętymi w nich demonami. I właśnie dzięki temu jesteś tutaj, a nie w wiosce, która cię szczerze nienawidzi. Gdzie musiałbyś wiele wycierpieć, zanim zostałbyś uznany jako jednego z nich. Gdzie przez długi czas byłbyś odrzucony.
-----------------------------------------
                Naruto wylądował około kilometra od Konohy i zdezaktywował techniki. Chakra wróciła z powrotem do Naruto, jednak dużo czasu spędził na opracowaniu tej sztuki. Czarny płaszcz, który wziął z pokoju, teraz narzucił na siebie i założył kaptur.
                -Wyluzuj dzieciaku, nie masz się co spieszyć, przecież nikt cię nie śledzi, a pewnie sam Kazeshini nie sądzi, że od razu wejdziesz do wioski i weźmiesz się do roboty.
                -No niby racja…Dzięki Kyuu, ty to masz głowę.
                -Gdybym jej nie miał, to już dawno byś padł martwy gdzieś w uliczce Konohy. Ale nie trać tego czasu bezsensownie, poćwicz nieco kontrolę chakry.
                -Kto jak kto, Kyuu, ale ty powinieneś doskonale wiedzieć, że u mnie dobra kontrola chakry jest niemal niemożliwa.
                -Właśnie: niemal. Po prostu u ciebie kontrolę trzeba ćwiczyć nieco w inny sposób, niż u reszty. Tamci jadą najczęściej przy medic-jutsu jak się uczą i powoli to opanowują, w jakieś kilka lat mają idealną kontrolę chakry. U ciebie to inna bajka: Ty musisz wyćwiczyć zmienianie biegu chakry w ciele. Raz w jedną stronę, raz w drugą, później w obie strony i zanim mi powiesz, żebym się leczył w psychiatryku, to daj mi dokończyć. Otóż żyły chakry, że tak to ujmę, są okrągłe, grube, ale jednocześnie ich ,,wnętrze’’ jest puste, więc chakra może przepływać swobodnie. Ta rurka jest na tyle szeroka, że możesz spokojnie kierować chakrę w dwie strony na raz – jeden strumień będzie po prostu wyżej, a drugi niżej. I uwierz mi – mimo to, że jest to bardzo trudne, to jest jeszcze kilka trudniejszych ćwiczeń, ale to kiedy indziej. Ćwiczenie to zabiera mnóstwo sił, ale dzięki temu możesz mieć świetną kontrolę nawet w rok.
                -Dobra, spróbuję. Ale tylko przez dwie godziny, bo jak będę się dłużej ociągał to Kazeshini tak mnie zjedzie, że chyba będę musiał się powiesić.
                -Hah, spoko dzieciaku.
                Lis się wyłączył, a Naru usiadł w pozycji kwiatu lotosu i zaczął trenować.
---------------------------------------------
                Dwie godziny później…
                -Dzieciaku! Budź się, jakieś cholerne typy spod czarnej gwiazdy tu lecą!
                -To,, spod czarnej gwiazdy” jest nieco nieadekwatne, choćby ze względu na to, gdzie należymy, ale wiem o co ci chodzi. – powiedział blondyn po czym zaśmiał się na zgłupiałą minę Lisa w jego podświadomości.
                -Nie łap mnie za słówka, dzieciaku, i bierz się do roboty.
                -Już, już.
                Naru przestał się droczyć z Lisem i postanowił się ogarnąć i zobaczyć, kogóż to los przywiał mu na spotkanie.
-------------------------------------------
                -I co, było się stawiać?
                Naruto stał przed trzema związanymi typami. Przeciwnicy go poważnie nie docenili, przez co o mało nie skończyli jako danie z grilla. Którego ogień zasponsorował pewien Lis…
                -Po jaką cholerę mnie atakowaliście?   
                -Ha! I myślisz, że ci powiemy, kretynem jesteś, czy co?!
                Na czole blondyna pojawiła się żyłka, lecz uśmiechnął się do nich ,,miło”. Sami związani wzdrygnęli się na ten uśmiech, mimo że wyglądał nawet uroczo.
                -Nigdy mnie nie nazywaj kretynem, skoro to wy rzuciliście się na mnie jak idioci, wrzeszcząc przy tym jak popaprańcy i nawet nie oceniając właściwie moich szans. Na ile lat wam wyglądam?
                -Około dwanaście, a co? – odpowiedział półolbrzym. – Oł…
                -Doskonała dedukcja, Sherlocku…Puszczę was wolno, ale pod jednym warunkiem: jeżeli cokolwiek ciekawego dowiecie się, a mogłoby zainteresować to każdego kage, to macie mi tę informację podać, zrozumiano? I lepiej wtedy nie oszukujcie, bo i tak się dowiem.
                -Ta jest!
                -No więc się dogadaliśmy. – uśmiechnął się nieco przerażająco, po czym jednym ruchem kunai’a rozciął krępujące ich więzy, po czym sięgnął do kabury i wyjął z niego mały czarny zwój. – Przekazywać będziecie mi wszystko, po prostu pisząc w tym zwoju. Nikt nie może go dostać ani się o nim dowiedzieć, jasne?
                -Daję okejkę.
                -Spoko.
                -Sprawy nie ma.
                -A teraz wynoście się stąd, zanim się rozmyślę.
                Trzech panów w trybie ekspresowym opuściło blondyna, a on sam ponownie ruszył w drogę, jednak tym razem na pieszo.
----------------------------------
Retrospekcja trzecia.
                Blondyn leżał na macie do ćwiczeń i czytał książkę, czekając na swojego sensei. Kyuu uznał, że dzieciak musi przeczytać Sherlocka Holmesa, aby wreszcie ogarnął, o co chodzi Lisowi, kiedy mówi o doskonałej dedukcji Watsona.
                Akurat kiedy kończył zdanie, na halę dotarł Kazeshini. Chyba był pijany, bo chodził niezbyt postolinijnie.
                -Znowu się upiłeś, Kazeshini? – zapytał Naruto, nie odrywając przy tym wzroku od książki.
                -Nie, Hikari mi przyłożyła. Jak ty to robisz, że do ciebie tak się łasi, a mnie bije przy każdej nadającej się okazji?
                -No cóż, najwidoczniej zadziałał na nią mój urok osobisty, hah. – zaśmiał się lekko, uśmiechając się szelmowsko.
                -Ty i urok osobisty? W takim razie ja jestem królową Anglii.
                -Witaj, wasza wysokość, czy wasza wysokość dobrze się czuje?
                -Nie drażnij mnie, Namikaze!
                -Whatever, lepiej naucz mnie nowej techniki.
                -I co ja tu z tobą mam, cholerny dzieciaku…Dobra, tym razem nauczysz się zmieniać wspomnienia.
                Naruto nagle się zainteresował i schował książkę, siadając na macie i uważnie wsłuchując się w nauczyciela.
                -Nazwa techniki brzmi: Tenshi no jutsu –  Nowymi stare wspomnienia zamień. Nieco długa, ale to już nie moja wina. Technika ta, jak już mówiłem, zmienia wspomnienia. W zależności od tego, jak wielu osobom chcesz zmienić wspomnienia, tak dużo musisz wykorzystać chakry. Technika jest bardzo trudna do opanowania, zajmuje to miesiące, lecz jest bardzo użyteczna, kiedy musisz się gdzieś wkręcić. Musisz naznaczyć chakrą osobę lub osoby, którym wspomnienia chcesz zmienić, po czym na wszystkich zaraz użyć techniki razem ze zmienionymi wspomnieniami. Masz sporo czasu, aby to opanować, więc się nie spiesz, a opanuj technikę dokładnie.
                -Ta jes. – odpowiedział i wziął się do roboty.
----------------------------------------
                Naruto wszedł do Konohy bez żadnych problemów. Obserwował otoczenie i naznaczał wszystkie napotkane osoby swoją chakrą. Wszedł na chwilę do biura Hokage i bardzo szybko zaznaczył wszystkich, po czym natychmiast się wyniósł. Poszedł do miejsca, gdzie niegdyś było jego mieszkanie.
                Kiedy już był na miejscu, wejrzał do mieszkania przez okno, aby zobaczyć, czy kogoś czasem tam nie ma. Nie zauważając żadnego śladu inteligentnego życia, ostrożnie otworzył okno używając klona i wszedł do środka. Każdy kąt miał na sobie grubą warstwę kurzu, co oznaczało, że Sarutobi nie oddał nikomu dawnego mieszkania blondyna.
                ,,Kochany ojii-san…” – pomyślał Naruto z uśmiechem, po czym wziął się szybko za porządki.
                Kiedy już skończył, Naruto położył się w łóżku przebrany w piżamę i postanowił wreszcie aktywować technikę.
                -Tenshi no jutsu – Nowymi stare wspomnienia zamień.
                Po czym Naruto od razu zasnął z wycieńczenia, marnując cały zapas swojej chakry.
----------------------------------------
Dobra, koniec na dzisiaj. Mam nadzieję, że się wam spodobało.
Hao: Czy ty chcesz wykończyć fizycznie Naru?
…Może XD

Hao: Whatever -.-
Oj tam, oj tam! Was gorzej męczyłam!
Yoh: Może i tak, ale czujemy z nim potrzebę solidarności koleżeńskiej.
Dajta mi już spokój. Dzisiaj byłam na wycieczce do Torunia na łyżwy. Wyrżnęłam się tylko raz, ale to przez kolegę, bo on się spektakularnie wyrżnął i się zagapiłam oraz przestraszyłam i sama na kolana poleciałam -.-
Dobra, mail na anglika sam się nie napisze, więc kończę.
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia

niedziela, 1 lutego 2015

Naruto cz.1-Organizacja KuroTenshi.

O~ha~yo~!
WDP: Siemson!
A oto i pierwsza część ,,Naruto”! Cieszycie się? I tak wiem, że tak ~^o^~!
Hao: Od razu sobie wyjaśnijmy: jeżeli ktoś nie wie, co oznacza zwrot Kuro Tenshi, niech najpierw leci na samiusieński dół i się tego dowie.
Yoh: W następnych częściach (?) zostanie wyjaśnione, dlaczego ta organizacja się tak nazwała.
Ren: A teraz nie przedłużając, zapraszamy do czytania.
----------------------------
Naruto leżał w łóżku. Nie spał. Znów go pobili, gdy wracał do mieszkania, bo tego domem nie można nazwać. Nie prawdziwym.
                ,,Co ja im zrobiłem?”-zastanawiał się.
                Maluch nie był jeszcze ninja, ma dopiero siedem lat. Jednak był zdecydowanie bardziej dojrzały niż jego rówieśnicy. Był sierotą. Nie było nikogo, kto by go kochał czy chronił. Co prawda był staruszek Hokage, jednak to nie było to samo, zwłaszcza, że Sarutobi miał inne zajęcia niż zajmowanie się dziećmi-wszak był Hokage.
                Nagle otworzyło się okno, jak zwykle to bywało podczas huraganu.
                ,,Chwila, przecież dzisiaj nie ma nawet wiatru…”-pomyślał Naruto, zamykając okno i marszcząc brwi.
                -Masz rację, dzieciaku.-odpowiedział jakiś głos.
                Naruto odwrócił się gwałtownie w stronę źródła głosu. Na środku pokoju stał wysoki mężczyzna, ubrany w czarne spodnie, czarne buty ninja i czarny podkoszulek. Na rękach miał założone czarne rękawiczki bez palców, a za plecami widać było przewieszoną katanę. Jego włosy miały intensywnie niebieski kolor, a jego oczy były czarne jak smoła.
                Stał ze skrzyżowanymi rękami na piersi, a na twarzy widniał lekki uśmiech.
                -Witaj, jestem Kazeshini. Wiem, kim jesteś, Naruto, więc nie musisz się przedstawiać.-uprzedził blondyna.
                -Czemu tu jesteś i po co?
         -Od razu przechodzisz do konkretów, co?                           
                -Skoro wiesz, kim jestem, to powinieneś też wiedzieć, dlaczego jestem oszczędny w słowach.
                -Punkt dla ciebie, dzieciaku.-powiedział niebieskowłosy.-Mam pytanie: Czy chcesz mieć rodzinę?
 ------------------------------------------
                Dziwne by było, gdyby Naruto się nie zgodził. Kiedy już to zrobił, Kazeshini powiedział mu, że jest z organizacji KuroTenshi. O jej celu nie powiedział nic, uznając, że lepiej będzie, jeżeli nikt z Konohy nie będzie o tym wiedział. Wiadomo, przypadkowy człowiek, który akurat przechodził i usłyszał rozmowę. To, że cała społeczność się o tym dowie gwarantowana. A tego raczej nikt nie chciał…
                -A tak w ogóle to dlaczego mi to zaproponowałeś?-zapytał się blondyn.
                -Dowiesz się, jak będziemy w bazie, dzieciaku.-powiedział Kazeshini i wziął Naruto na ręce.-Teraz przeniosę nas tam za pomocą jednej ze starych technik-Przeniesienie Cieniem. Ty również się tego u nas nauczysz, Naruto.-uśmiechnął się lekko i nie czekając na odpowiedź przeniósł ich do siedziby organizacji KuroTenshi.
--------------------------------------------
                Znaleźli się w jakimś niewielkim pokoju, prawdopodobnie gabinecie. Wskazywało na to wyglądające na masywne biurko pod oknem, które było naprzeciwko drewnianych drzwi, przy biurku stały dwa drewniane krzesła z wszytymi zielonymi poduszkami, pod lewą ścianą stoi mały regał z książkami, a obok drugi i większy-ze zwojami. Pod ścianą naprzeciwko stała mała skórzana kanapa, dwa fotele po obu stronach i po środku ciemny niewielki stolik. W jednym kącie gabinetu stała duża roślina-wyglądała na rosiczkę.
                Kazeshini podszedł do biurka i usiadł z drugiej strony, po czym wyjął zwój i pędzelek i zaczął pisać. Kiedy już skończył, podsunął zwój Naruto.
                -Podpisz się, a staniesz się pełnoprawnym członkiem organizacji.-wyjaśnił.
                Naruto podszedł do biurka i przeczytał:
                Ja, niżej podpisany, obiecuję nie ujawniać tajemnic Organizacji KuroTenshi, jednocześnie uświadamiając sobie, że ujawnienie jakiejkolwiek z nich może się skończyć moją śmiercią. Obiecuję również wytrwale trenować pod okiem Senbonzakury Kazeshini na ninja.
                Naruto wziął od Kazeshini pędzelek i podpisał się w prawym dolnym rogu, a wtedy zwój zajaśniał i zniknął.
                -No, to teraz jesteśmy związani.-odparł wesoło Kazeshini.-Chodź, oprowadzę cię i wszystko ci wyjaśnię.

 -------------------------------------
-Czy wiesz, co to są techniki rangi 0?
Blondyn i jego nauczyciel właśnie przechodzili przez długi korytarz z wieloma posągami. Posągi te przedstawiały anioły w czarnych szatach i czarnych skrzydłach. Jedynie ich twarze, ledwo widoczne przez nasunięty kaptur, były białe.
                -Rangi 0? Nigdy o takich nie słyszałem.-odparł.
                -Są to techniki tak zakazane i tak potężne, że nawet kage nie wiedzą, że istnieją. Bo jeżeli się użyje tych technik bez odpowiedniego przeszkolenia i potężnych rezerw chakry, można zostać zwęglonym, rozerwanym, poszatkowanym, uduszonym, zgniecionym i umrzeć jeszcze kilkoma brutalnymi i bolesnymi śmierciami.-mówił bez ogródek.
                -A wasza organizacja takowymi się właśnie posługuje i uczy kolejne osoby, jak się z nimi obchodzić.-dopowiedział Naruto.
                -Niezłe podsumowanie, dzieciaku. Tak, to prawda, lecz nasza organizacja ma jeszcze inny cel: szukanie i szkolenie jinchuuriki. Dzięki temu sakryfikanci będą mogli się bronić przed Akatsuki-organizacją, która szuka biju, aby stworzyć poronioną wizję pokoju.-powiedział Kazeshini.
                -Czemu mi mówisz o jin…Jinchuu…
                -Jinchuurikich. Choćby z tego powodu, że sam należysz do tej grupy osób.
                -I to dlatego ludzie mnie nienawidzą?-zapytał retorycznie blondyn.-Zresztą nieważne. Nie mam zamiaru nikogo winić.
                -Haa?
                -Moim zdaniem życie jest za krótkie, żeby zwalać na wszystkich winę i samemu nawet nie próbować zmienić choć w drobnym stopniu swojego życia. Miałem zamiar to zrobić, kiedy w końcu zdam Akademię i stanę się ninja.
                ,,Biedaczek, doszedł do tego wniosku tak szybko, podczas gdy innym zajmuje to kilkanaście lat. Za szybko dojrzał, zdecydowanie za szybko.”-pomyślał niebieskowłosy.
                -Chodźmy do twojego nowego pokoju.-powiedział czarnooki i poszedł przodem, a mały Naruto tuż za nim.
                Doszli do drzwi, na których było napisane:
,,Jinchuuriki Kyuubi’ego, Namikaze Naruto”
                -Ale ja nie nazywam się Namikaze.-zaprotestował blondyn.
                -Teraz już tak.-powiedział Kazeshini i otworzył drzwi.
                Oczom blondyna ukazała się duża sypialnia utrzymana w brązie, czerwieni, beżu i czerni. Ściany były czerwono-czarne, a sufit był beżowy. Duże łóżko stojące na lewo od drzwi wejściowych miało czarną pościel, a mebel wykonany był z mahoniowego drzewa. Reszta mebli również była wykonana z tego drewna. Szafa naprzeciwko łóżka była wbudowana w ścianę, a kiedy Naruto podszedł do niej i ją otworzył, jego oczom ukazała się duża garderoba z wieloma ubraniami-od wszelkich bluz i spodni, przez ubrania kamuflujące do ubrań codziennych. Na szafkach stały różne buty.
                Na końcu garderoby zostało wbudowane na całą ścianę lustro, a przed nim stał długi stół z perukami, chustami, rękawiczkami i innymi przydatnymi rzeczami do przebierania, aby nie marnować chakry każdorazowo na Henge no jutsu.
                Naruto wyszedł z garderoby. Koło łóżka, czego wcześniej nie zauważył, stała szafka nocna z małą lampką. Niedaleko szafki stał regał z książkami. Koło drzwi do garderoby, które wyglądały bardziej na szafę, znajdowały się kolejne drzwi. Blondyn otworzył je i wszedł do środka.
                Ujrzał niewielką acz przytulną łazienkę:
                Wyłożona była ona białymi i niebieskimi kafelkami, z prysznicem i wanną narożnikową oraz pozostałymi rzeczami przydatnymi w łazience.
                -No i co, dzieciaku, podoba ci się?
                -Nie wiem.
                -Jak to nie wiesz?-zdziwił się mężczyzna.
                -No bo w końcu Konoha była mimo wszystko długo moim domem i nawet się przyzwyczaiłem do mojego mieszkania.-odpowiedział.
                -Rozumiem…
                Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy, którą przerwał czarnooki:
                -Trening zaczynamy jutro o ósmej.-powiedział-Przyjdę po ciebie i pójdziemy na salę treningową. Zacznij się już powoli przyzwyczajać, bo spędzisz tu lwią część czasu.-zakończył, wychodząc z pokoju i machając na pożegnanie, nawet się nie odwracając.
                Naruto usiadł na łóżku. Po chwili się położył. To wszystko działo się tak szybko, że nie mógł tego ogarnąć. Nagle do jego mieszkania przychodzi jakiś facet, który proponuje mu nowy dom i rodzinę, przenosi go do jakiegoś ogromnego budynku, podpisał umowę o milczeniu na temat organizacji, po czym dostaje pokój większy od jego mieszkania i zostaje sam.
                Pod natłokiem tego wszystkiego Naruto jakimś cudem zasnął.
                Zobaczył długi korytarz. Był on zalany po kostki wodą. W ścianach było kilka drzwi, numerowane malejąco od siódemki. Na końcu korytarza były jakieś ogromne drzwi. Naruto powoli podszedł do nich i pchnął delikatnie. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu drzwi się otworzyły bez żadnych przeszkód. Wszedł do środka.
                Wmurowało go, kiedy zobaczył ogromną salę zalaną po kostki wodą, a na jej końcu widniały kraty. Szybko się ogarnął i podszedł bliżej. Wtedy go zobaczył. Ogromnego lisa gapiącego się na blondyna czerwonymi ślepiami i szczerzącego ostre jak brzytwa zęby.
                -Witaj, dzieciaku.
                -Ty jesteś Kyuubi, prawda?
                -Doskonała dedukcja, Watsonie.
                -…Kto to Watson?
                Lis zaliczył przysłowiowego face palma.
                -Tak to jest, kiedy się dzieciakowi nie opowiada o Sherlocku Holmesie…To niemalże podstawa! Czego to się dzisiaj dzieci uczy…Nieważne. Wiesz, czemu tu jesteś?
                -Taak, oczywiście że wiem.-odparł z sarkazmem.-Do cholery, nie wiem, gdzie się znajduję, z jakiej racji tu jestem, a mam wiedzieć, co ja tu robię?!
                -Heh, wybuchowy jak matka. Ale odziedziczyłeś też trochę po ojcu. Przynajmniej zadajesz mądre pytania, gaki. Wytłumaczę ci to. Jesteś w swoim umyśle, konkretnie w miejscu, gdzie jest pieczęć mnie wiążąca. A jesteś tutaj, bo postanowiłem ci się ujawnić, skoro już wiesz, że jesteś jinchuuriki…-zrobił gest podobny do wzruszenia ramion.
                -Dziwne…Dlaczego odnosisz się do mnie tak…Przyjaźnie? W końcu jestem, że tak to ujmę, więzieniem.
                -Ze względu na to, co powiedziałeś. Że nie masz zamiaru nikogo winić. Nieco to dziwne, ale Uzumaki zawsze potrafią ludzi zaskoczyć. A w połączeniu z Namikaze to nie wiesz, czy jest ten ktoś wiatrem czy demonem. Cholernie to skomplikowane. Kiedy indziej ci powiem.-rzekł Lis widząc pytającą minę Naruto.-Uzgodnijmy coś.
                -Zawsze wiedziałem, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.-mruknął blondyn, ale Kyuubi i tak go usłyszał.
                -Nie chodzi mi o pieniądze.-zaśmiał się.- Zawrzyjmy układ: Ja nauczę cię kilku pożytecznych jutsu, a ty będziesz tu częściej przychodził. Nudzi mi się.-powiedział, napotykając pytający wzrok Naruto.-Nudzi mi się jak cholera.
                -I wszystko jasne. Nie ma sprawy.-odpowiedział Naruto, na co Lis się wyszczerzył.
                -I bardzo dobrze. Chyba to będzie wreszcie koniec cichych dni!
                -Tak, jasne, a teraz powiedz mi jedno.
                -???
                -Jak, do choinki jasnej, mam stąd wyjść?
----------------------------------------
Kuro Tenshi-Czarny Anioł.
Z jakiejś racji pomysł na tego one-shota przyszedł akurat wtedy, kiedy pisałam rozdział do Akademii Niezwykłości. Wena chyba zaczęła pracować jak nigdy!
Wena: Dokładnie! Milion pomysłów na minutę~!
Ale nie koniecznie tutaj -.-
Wena: Też fakt -.-
Shiki: Nic to! Pomysły jednak są!
Dobrze gada, polać mu!
Wena: Ale wódka twój wróg, lej wroga w mordę.
Też fakt…Tawariszci, chcesz może sake?
Shiki: Zadowolę się cappuccino ^^”
Też dobre!
Wena: Ano dobre ^^
Wenuś…Hjuston, mamy problem. Zaczynamy bredzić od rzeczy.
Wena: Tu Hjuston. Ty, racja…Jak teraz to zakończymy?
Shiki: Urwiemy w połowie.
Ty mój geniuszu, cośmy bez ciebie zrobili?*Tuli Shiki’ego*
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia

piątek, 30 stycznia 2015

Temat kolejnego one-shotu.

No siemaneczko, kochani~!
WDP: Hee~yo~
Pragnę was poinformować, że następny one-shot będzie o...
Ren:*Bębenki*
Hao:*Fanfary*
NARUTO!
WDP:*Wiwat*
W Wizji Tamary macie mały fragment pierwszej części, która niedługo powinna się pojawić.
Niech moc będzie z wami!
Pozdrawiamy:
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia

wtorek, 27 stycznia 2015

Oni demolują wnętrze mojej duszy…Czyli poprawka do odcinka 235. Bleacha.

Siemaneczko, ludzie! Jak po tytule widać, postanowiłam lekko ,,poprawić’’ odcinek 235.
Kyuu: Dotyczy to scen związanych z pojedynkiem w duszy Ichigo między Hollowem a Muramasą, zmaterializowanym Zanpakuto.
Hao: Poprawka dotyczyła kilku reakcji Ichigo, dorzucono dodatkowy pojedynek, a opowiadane jest to z dwóch stron-Ichigo i Hichigo.
UWAGA! Jeżeli ktoś nie toleruje przekleństw, to niech sobie odpuści czytanie. Co prawda można byłoby zastąpić innym słownictwem, mniej wulgarnym, jednak sądzę, że przekleństwa wyrażają czasem więcej, niż można to pojąć, co jest w tym przypadku. Zwłaszcza przy dość wybuchowym temperamencie Icchy’ego.
Enjoy~!
 --------------------------------
Narrator pierwszoosobowy, Ichigo.
Najpierw Muramasa bez jakiegokolwiek pozwolenia wtargnął do wnętrza mojej duszy. Mój wewnętrzny Pusty rozpoczął z nim walkę. Oni demolują wnętrze mojej duszy…Muramasa użył shikai, aby związać Pustego, przez co nie może nawet drgnąć…Demolują wnętrze MOJEJ duszy…! I wtedy to zauważyłem. W odbiciu mogę ujrzeć, że Hollow został związany linami, które powstały z shikai. Normalnie bym ich nie zobaczył, ale dzięki odbiciu nie jest to problemem. Sięgnąłem po Zangestu, mając na celu oswobodzenie Pustego. Ale najważniejsze jednak jest to, że ONI DEMOLUJĄ WNĘTRZE MOJEJ DUSZY!!!
-Getsuga Tenshou!
Getsuga przecięła te ,,liny” ,które wyszły z shikai i wiązały Pustego.
-CZY WAS COŚ KURWA POPIERDOLIŁO?!
Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Zaraz mnie kurwa szlag jasny trafi…
-To, że Muramasa może nie wiedzieć, o co mi chodzi jest zrozumiałe, jednak…Czy ty do jasnej cholery wiesz, co się stanie, jeżeli zdemolujecie to miejsce?!
                Moja, że tak to ujmę, druga część , najpierw wyglądała na zdziwioną, potem jednak przyszło do niego zrozumienie. No nareszcie! Już zacząłem myśleć, że mam jakiegoś jełopa w duszy!
Być może przesadzam, faktem jest jednak, że jestem wkurzony i nie muszę myśleć do końca racjonalnie.
                -Dobra. Nie powiem, że jego zniknięcie-wskazałem na Hollowa.-Byłoby dla mnie niezwykle korzystne. Jednak to ty jesteś tu intruzem, którego trzeba się natychmiast pozbyć. Więc albo wyjdziesz stąd po dobroci, albo własnoręcznie cię stąd wywalimy.
                -Hej! A kto niby powiedział, że ci pomogę, c…
                Zamknął się, kiedy na mnie spojrzał. Chyba wyglądałem strasznie, bo już nic nie powiedział i grzecznie stanął obok, przyjmując pozycję do ataku. Dobrze zrobił, bo jestem tak wkurzony, że najchętniej zrównałbym coś z ziemią bądź skopał kogoś na kwaśne jabłko.
                -Mamy robotę do wykonania. Chyba wiesz, o co mi chodzi?
Hollow kiwnął tylko głową.
                Zaatakowaliśmy.
----------------------------
                Narrator pierwszoosobowy, Hichigo.
                Ichigo walnął Gestugą i nagle mogłem się znowu poruszać z własnej woli. Jednak to, co zrobił następnie wybiło mnie z partykuły:
                - CZY WAS COŚ KURWA POPIERDOLIŁO?!
                Król zwykle jest rozważny, spokojny. On myślenie uważa za nadrzędne, ja-instynkt. Więc kiedy nagle wybuchnął, niezmiernie mnie to zdziwiło. Owszem, król jest dosyć nerwowym człowiekiem, ale tego nie okazuje na zewnątrz, więc kiedy zobaczyłem, że wygląda jak uosobienie Furii, cholernie mnie zdziwiło.
                - To, że Muramasa może nie wiedzieć, o co mi chodzi jest zrozumiałe, jednak…Czy ty do jasnej cholery wiesz, co się stanie, jeżeli zdemolujecie to miejsce?!
Pomyślałem przez chwilę. Walka=Demolka=Porządne straty w wyglądzie tego miejsca=Większe wkurwienie Ichigo=Wyżyje się na mnie w pojedynku. Widząc go w takim stanie wolałbym z nim raczej nie walczyć. Mógłbym przegrać z kretesem i dochodzić do siebie przez następne pół roku.
-Dobra. Nie powiem, że jego zniknięcie-pokazał tu na mnie.-Byłoby dla mnie niezwykle korzystne. Jednak to ty jesteś tu intruzem, którego trzeba się natychmiast pozbyć. Więc albo wyjdziesz stąd po dobroci, albo własnoręcznie cię stąd wywalimy.
- Hej! A kto niby powiedział, że ci pomogę, c…
Kiedy spojrzałem na Ichigo zamknąłem się. Wyglądał tak, jakby właśnie chciał zrównać coś z ziemią lub zabić z kilka tysięcy osób. Wyglądał strasznie, przyznaję. Do tego jego reiatsu szalało, jakby chciało się gwałtownie uwolnić. Nie zapowiadało to niczego dobrego, wolałem więc dać sobie spokój z kłótnią i jej ewentualnymi konsekwencjami. Na kłótnie zawsze jest czas. Stanąłem obok niego i przygotowałem się do ataku. Chyba się tym zadowolił, bo powiedział:
                -Mamy robotę do wykonania. Chyba wiesz, o co mi chodzi?
Kiwnąłem głową. Robota była prosta-wszelkimi sposobami wywalić stąd Muramasę, najlepiej bez większych szkód.
Zaatakowaliśmy.
                Ja pobiegłem z lewej, a on z prawej. Jednocześnie unieśliśmy klingi i zaczęliśmy cięcie. Ichigo celował w kark, a ja w brzuch. Jednak Muramasa wykonał unik i szybko się oddalił. Chwyciłem za bandaż miecza i zacząłem wywijać młynki, by nadać większą siłę w następne uderzenie. W tym czasie król podbiegł do Muramasy i przypuścił uderzenie, na co intruz wyskoczył w górę. Wtedy ja wypuściłem miecz w jego stronę i złapałem dopiero końcówkę bandaża. Ichigo nie czekając natychmiast wyskoczył za Muramasę, więc kiedy moja klinga minęła go o włos, król wykonał pchnięcie, czego wróg nie mógł za żadne skarby ominąć. Miecz przebił jego bok pod żebrami.
                Król wyciągnął klingę z ciała Muramasy, a ten spadł na ziemię, a właściwie okna. Jednak niemal natychmiast się podniósł, odskoczył ode mnie jak najdalej się da i jego miecz znów rozpłynął się w powietrze. Ichigo nagle przestał się ruszać i upadł. Już miałem użyć Getsugi, żeby, tak jak on to zrobił w moim przypadku, go uwolnić, jednak w pewnym sensie nie zdążyłem. Z króla zaczęło nagle wypływać czarne reiatsu. Utworzyło jakieś dziwne liny między nim a Muramasą, po czym nagle eksplodowały.
                -Niesamowite.-powiedział intruz.-Chcesz mnie wypchnąć samą siłą woli, Kurosaki Ichigo…Ponadto chronisz swoje moce Pustego. Niecodzienny widok. Nie potrafię pojąć związku, który mógłby łączyć Shinigami i Pustego.
                -Muramasa, czy kimkolwiek tam jesteś…-zaczął Ichigo-Umknął ci ważny szczegół. A nawet dwa. Po pierwsze: być może on na początku był Pustym, teraz jednak jest częścią mnie.
                Prychnąłem.
                -Wkurzasz mnie niemiłosiernie.-powiedziałem.
                -A po drugie-ciągnął, ignorując całkowicie moją wypowiedź.-Ciągle zwracasz się do mnie per ,,Shinigami”, a ja jestem człowiekiem!
                Kiedy to powiedział, zaatakował Muramasę z frontu. Ten oczywiście zablokował atak, jednak król zaczął wydzielać reiatsu.
                -Atakujesz mnie, kierując się czystą siłą woli?! Wzbudzasz we mnie podziw, Kurosaki Ichigo.
                Po czym nagle zniknął w zielonym świetle.
                I król po chwili również.              
                A ja się jedynie ucieszyłem, że nie muszę już ich oglądać i w spokoju się gdzieś położyć i cieszyć się, że król raczej nie rozwali mnie w drobny mak.
------------------------------
                Oka, takie krótkie, lecz myślę, że gdyby w tym zestawie fillerów zastosować właśnie taki zabieg przy tym pojedynku, wyglądałby on o wiele ciekawiej. Co prawda to, co jest aktualnie jest niezłe, jednak czegoś mi w tym zabrakło. Myślę, że właśnie dodatkowy pojedynek dwa na jednego mógłby zaspokoić mój lekki niedosyt, jednak dzięki temu mogłam napisać właśnie o coś takiego.
                Shiki: Nee~ Darka-san!
                Co?
                Shiki: Czy ty nie miałaś właśnie ściągać pewnych zdjęć?
                Haa? Aj, no tak, zapomniałabym, dzięki^^”.
                Shiki: Drobiazg.
                Kyuu: Gdzie ja posiałem te niewykorzystane jeszcze dialogi…
                Naru: Ja je mam, bo wiedziałem, że je prędzej czy później zgubisz.
                Kyuu: O, dziękuję.
                Yoh: Gdzie się ta gumka podziała…? O dobra, nieważne.
                Shiki: Coś wyjątkowo ożywiony ruch tutaj.
                Bo przygotowują się do moich kolejnych wymysłów, a o czym będą, tego być może wkrótce się dowiedzie…
                A teraz się żegnamy!
                Pozdrawiamy:

                Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia