poniedziałek, 16 czerwca 2014

Shaman King,cz.1:Więzienie,czy pułapka umysłu?

Cześć i czołem!
WDP:Siema!
Ha,a jednak w poniedziałek!Ale,ale,ja nie o tym.Oto nadchodzimy z kolejną serią one-shotów,tym razem Shaman King.Powiem tyle:ten pomysł od dawna chodzi mi po głowie.To jest takie:,,Co by było gdyby..."w takim sensie,co by było,gdyby rodzina Yoh tak naprawdę go wykorzystywała,a właściwie nim kierowała.Jak to zrobili?Tego się dowiecie z opowiadania.
Kyuu:Kto pomoże biednemu Yoh?
Naru:Czy są jakiekolwiek szanse,żeby się wydostał?
Sasuke:Tego się stąd właśnie dowiecie.Mamy nadzieję,że zainteresowaliśmy naszych drogich krytyków.
Sakura:A zatem,nie przedłużając już dłużej,zapraszamy do czytania.
----------------------------------------
Yoh szedł z przyjaciółmi po ulicach Dobie.Słońce szczodrze obdarzało szamanów swymi promieniami,przyjemnie ogrzewając twarze obecnych na ulicach osób.Co ja mówię,żar się z nieba leje,jak mało kiedy nawet na pustyni.Dlatego też wszyscy starali się spieszyć do domu po posiłku,żeby dać biednym nogom,głowom i innym częściom ciała odpocząć.Nawet Anna zrezygnowała z treningu,uznając,że w tym stanie nie przebiegną nawet sześćdziesięciu metrów.Yoh był już mocno zmęczony,że nawet nie zauważył pojawienia się Hao razem z jego świtą.
-Witaj,braciszku^^.
-Nie mam ochoty się teraz kłócić,Hao,więc proszę,daj spokój.
-Czemu sądzisz,że chcę się z tobą kłócić,Yoh?
-Nie żartuj sobie,każde spotkanie tak się kończy.Ech,zresztą,idę do domu.
Wtem starszy z bliźniaków już po raz kolejny w ciągu tego miesiąca zauważy jakże dziwne zjawisko.Otóż,wokół szyi,rąk i nóg Yoh widać było przez krótką chwilę skondensowaną energię duchową:czerwone wokół nadgarstków,niebieskie wokół kostek i złote wokół szyi.Hao zmarszczył brwi.Czuł,że coś jest nie tak,ale nie zamierzał się dzielić tymi spostrzeżeniami.Yoh w tym czasie zdążył już przejść obok grupy Hao i razem z przyjaciółmi powrócić do zajmowanego przez nich mieszkania.
-Mistrzu,coś nie tak?-spytała się Opacho.
Hao nagle się,,obudził''i przerwał swoje rozmyślania:
-Nic takiego,Opacho.Chodźmy już.
I wrócili do swojego obozu.
-------------------------------------------
Ten sam dzień,noc,godzina trzecia
Hao postanowił,że pójdzie zobaczyć,co jest nie tak z jego bratem.Zaciekawiło go to zjawisko,pojawiające się wokół niego.Stał już pod domem,niezauważony dzięki Duchowi Ognia,zmieniając siebie i swojego pana w powietrze(a co mi tam!XD).Kiedy już wszystkie światła się zgasiły,Hao odczekał jeszcze pół godziny,żeby być pewnym,że jego bliźniak zasnął.Po cichu wszedł do jego pokoju i,pchnięty przeczuciem,zajrzał do umysłu Yoh.Był zdziwiony.Jeszcze czegoś takiego w swoim długim życiu czegoś takiego nie widział.Umysł jego brata było więzieniem.Na końcu widać było jakieś kraty,ale nie widać było,co lub kto był w środku,z powodu panującego wokół mroku,oświetlany tylko dzięki wazom powieszonym na ścianach,w których palił się wieczny ogień.Jednak tych pochodni nie było w celi.Hao podszedł bliżej.I zobaczył coś,co go zbiło z tropu.A właściwie nie COŚ,tylko KOGOŚ.Był tam bowiem Yoh,ale nie ten,którego zna z codziennych widzeń na ulicy,ale osobę zgoła inną,chociaż na pewno nie wyglądem.Był ubrany cały na czarno:długi czarny płaszcz,czarny podkoszulek,czarne spodnie z zawieszonymi trzema srebrnymi łańcuszkami,czarna,długa rękawiczka bez palców,na drugiej dłoni miał trzy srebrne pierścienie i czarną,skórzaną braznoletę z ćwiekami.Włosy miał trochę dłuższe,niż w rzeczywistości,do karku(coś jakby mu odrastały),a z jednej strony ciągnął się warkocz,opadający do połowy klatki piersiowej,związany srebrnym pierścieniem z fantazyjnymi wzorami.W uszach miał kolczyki-kółka.Jego czarne oczy porażały głębią ich czerni i hipnotyzowały,były bardzo przenikliwe.Hao niemal nie miał wątpliwości,że Yoh umie czytać w myślach,nie używając reishi.
,,Albo to jest naprawdę Yoh,albo tak naprawdę mam jeszcze jednego brata...''-pomyślał długowłosy szaman.-,,Albo to jest pułapka.''
-O to się nie martw,jest nas tylko dwóch i nie jest to żadna pułapka.-roześmiał się cicho drugi szaman.
-Skąd wiedziałeś...?
-Nie trudno odczytać tego z twoich oczu,aniki.-uśmiechnął się lekko.
-Dobra,to już jest dziwne,nigdy mnie tak nie nazywałeś.Tak właściwie,to co ty tu robisz?Jesteś więźniem własnego umysłu,ale dlaczego?
-Ech,to trochę dłuższa historia...Widzisz,nie jestem taki,jaki jestem,,na zwenątrz''.Nie jestem przygłupem,który jest aż tak łatwowierny,żeby zaufać obcym ludziom,ba,nawet zadaję się ze swoimi przyjaciółmi,z których połowa chciała mnie zabić!Czyż to nie jest śmieszne?Dziwne?Ale,ale,ja nie o tym.Kiedy miałem 5 lat,ciągle gdzieś znikałem.Chodziłem do rodzinnej biblioteki,a nawet znalazłem Tajną Bibliotekę w tejże rodzinnej.Była ogromna.Coraz więcej zacząłem wciągać się w te księgi.Mimo to musiałem uważać,bo dziadek z jakiegoś powodu ciągle mnie obserwował,albo przynajmniej próbował mnie mieć zawsze na oku.Udawałem,że nie potrafię obronić się przed jego shikigami,ale ja już dawno na te jego treningi wysyłałem moje shikigami,które mogły zmienić się we mnie i udawać,że są mną z dużym powodzeniem.Ja wtedy schodziłem do Biblioteki,aby wertować coraz to nowe księgi.Nie znaczy to,że zaniedbałem trening fizyczny,bo biegałem po nocach.Jenak,kiedy znów wysłałem moje shikigami do dziadka,babcia mnie zauważyła.Nawet nie wiedziałem,kiedy wróciła.Doniosła to dziadkowi.Obawiając się,że prawdopodobnie w ich mniemaniu,wkrótce znajdę coś,co rzuci mi światło na to,co Asakurowie robią już od dwóch pięć setek lat.Że za każdym Turniejem Szamanów zabijał cię któryś z rodu i przejmował koronę,zdobywając ją po trupach.Chcieli mnie przekonać w odpowiednim czasie,że to jedyna słuszna opcja.Wiedzieli,że jak za wcześnie się tego dowiem,to się zbuntuję.BALI się,że już się dowiedziałem,więc nie tracili czasu.Tyle,że już dawno się wydali,nie chroniąc swoich myśli,więc od dawna o tym wiedziałem.Na początku pomyślałem,że ten pomysł jest bez sensu-zabijać ciebie za to,że chcesz ocalić naturę?Po co?Dla mnie to niepojęte.Choć dodałbym kilka małych korekt...Ale wracając,dlatego zamknęli mnie za tymi kratami i tak straciłem wolność.Tak jak widziałeś,wokół kończyn i szyi mam łańcuchy,które wyglądają dla ciebie jak sznury,bo Yohmei postarał się,żeby nikt ich nie zauważył,jednak zapomniał o tobie.Próbowali włamać się do mojego umysłu,ale zdążyłem większość wiedzy zapieczętować,co mnie praktycznie uratowało przed śmiercią.W końcu nie mieli sumienia,kiedy chcieli nas zabić,więc teraz pewnie też nie.Shikigami ukryłem w moim ubraniu,również zapieczętowane.Ale Yohmei i Kino mogą się czuć bezpiecznie z myślą,że zdołam się kiedykolwiek uwolnić.Jest to dla mnie niemożliwe.Bo klucze są powieszone tam.-ręką wskazał drugi koniec korytarza,gdzie faktycznie coś wisiało.-Nie sądzili,że ktokolwiek zechce wejść do mojego umysłu i zobaczyć moje więzienie.Byli tak zuchwali,że powiesili je tuż pod moim nosem,wiedząc,że ich nie sięgnę.Najgorsze jest jednak to,że zabrali mi mojego prawdziwego Ducha Stróża.Była to kobieta o długich,związanych w warkocz aż za łydki,czerwonych włosach,grzywka opadała jej na prawą stronę twarzy;miała złote kocie oczy,delikatne rysy twarzy,wysoką i wysportowaną sylwetkę,na plecach miała przewieszony łuk i topór,a katanę w pasie.Nosiła lekką zbroję zakończoną spódniczką.Była osobą bardzo cierpliwą,dyscyplinarną i surową,ganiła mnie,jak coś źle zrobiłem,ale później wskazywała,gdzie popełniłem błąd i kazała powtarzać,dopóki się nie udało,a potem dawała pochwały,że jest zadowolona,z czego się zawsze cieszyłem,że mogłem wywołać uśmiech na jej twarzy.Dla mnie nigdy nie było,a co tam,nadal nie ma dla mnie lepszej osoby na świecie,była dla mnie jak matka.Zawsze ją mile wspominam.Yohmei i Kino zabrali mi ją i zapieczętowali gdzieś w posiadłości.Bardzo mi jej brakuje.Ech...gdybym był tylko trochę ostrożniejszy...
Yoh spuścił wzrok i wyraźnie posmutniał.Hao zrobiło mu się jakby...żal.Owszem,on też stracił swojego pierwszego strażnika,ale nie w tak brutalny sposób,poza tym nie był więźniem własnego umysłu.Nagle poczuł ogromną złość.Jak rodzina mogła zrobić coś takiego?!Toż to nie do pomyślenia!Zresztą...Nie zostawi tego samemu sobie,bo,do ciężkiej cholery,Yoh tu siedzi już od dziewięciu lat,a siedziałby dłużej,gdyby nie zainterweniował.Złapał klucze wiszące na ścianie i podszedł do klamki,którą szybko otworzył.Drzwi celi zostały otwarte,po raz pierwszy od lat.Młodszy z braci podniósł głowę i zobaczył uśmiechającego się szeroko brata.
-Powiem tak...rodzinka już mnie wkurzyła i postanowiłem ci pomóc.Nie będziesz tu więcej siedział,wychodź!
Yoh patrzył się na Hao z wielkimi oczami.Potem łzy zgromadziły się w jego oczach i rzucił się na szyję brata,mówiąc:
-Dziękuję!Nawet nie wiesz,jak się cieszę!Dziewięć lat na to czekałem!Dziewięć długich lat!
I się rozpłakał.Długowłosy szaman uznał,że ma prawo do płaczu.Odwzajemnił uścisk.Chciał,nie wiadomo czemu,żeby Yoh wiedział,że ma wsparcie.
-Chwila,a co będzie,jak się obudzisz?Poza tym,nie wiem,jak tu czas płynie.
-O to się nie matrw,aniki.Czas tu płynie,jak w zewnętrznym świecie.I zawsze wiem,kiedy moi współlokatorzy się obudzą,zanim zdołają o tym pomyśleć.A co do pierwszego pytania...mój wygląd będzie taki,jak tutaj,nawet ubrania.No i...nie chcę przed nimi udawać,że jestem taki,jak tam.Nie po to tu tyle siedziałem i obserwowałem,co robię po to,żeby znów się ukrywać.Czy mógłbym...no wiesz...przyłączyć się do ciebie?-spytał,patrząc rozmówcy w oczy.
-Jasne,pomogę ci nawet odzyskać ducha stróża.-roześmiał się Hao.
Yoh uśmiechnął się szeroko.Jak dobrze mieć takiego dobrego brata!Wyszli z klatki,a wtem obraz umysłu gwałtownie się zmienił.Zniknęły jakiekolwiek ściany,za to było mnóstwo drzew.Kawałek dalej stało lazurowe jezioro,a niedaleko stał mały domek.Niebo było błękitne i bezchmurne.Hao rozumiał jednak,że teraz nie będzie mógł czytać mu w myślach,bo Yoh właśnie założył barierę wokół tego miejsca.Wyczuł,że był to ogień.Jego żywioł.Poczuł się dumny ze swojego brata,mimo,że przecież był drugą połową jego duszy.Ognisty szaman wycofał się z umysłu młodszego Asakury,po czym pojawił się w realnym świecie.Było jeszcze ciemno,a zegar wskazywał na godzinę piątą nad ranem.Po chwili wybudził się Yoh.Popatrzył przez chwilę na pokój i śpiących towarzyszy,po czym wyskoczył przez okno w ślad za Hao.Zgarnęli Ducha Ognia i pobiegli do obozu,tylko po to,żeby zawiadomić uczniów o szczęśliwej wiadomości,że Yoh będzie od teraz z nimi.Tak właściwie,zastali obóz stojący na nogach.Wyglądali,jakby czegoś szukali,albo raczej kogoś,sądząc po hałasie,jaki robili naokoło.
-Tu jesteś,mistrzu!-wykrzyknęła mała Opacho.
Hao się uśmiechnął.Nie sądził,że jego uczniowie o piątej piętnaście rano będą go szukać.
-Czy coś się stało,Opacho?-spytał Asakura,uśmiechając się.
-Był tutaj Marco,razem z X-Laws,znowu czegoś od ciebie chciał,mistrzu.I chieli,żebyśmy się do nich przyłączyli,do pokonania,,największego zła tego świata''.-z każdym słowem cytatu,wypowiadanego przez Marco,kiwała głową na lewo i prawo,a potem przewróciła oczami-Ale my nie chcieliśmy o tym nawet słyszeć!...A co tutaj robi Yoh?-spytała.
Wtedy reszta także zauważyła niezwykłą obecność młodszego Asakury i wlepili w niego swoje oczy(chciałam napisać,,ślepia''ale się powstrzymałam^^").
-Właśnie,co on tutaj robi?-spytały Hanagumi.
Hao spojrzał na swoich uczniów z błyszczącymi i śmiejącymi się oczami.
-Jak to co?Dołączył do nas,tak jak wam mówiłem!-wykrzyknął,uradowany.-Ale musimy jeszcze coś zrobić,więc może nas nie być przez kilka dni.W razie co,Luchist ma mnie zastąpić.A w walce...Zang-Ching,gdybym nie zdążył wrócić razem z Yoh.Jakby co,to wyjechałem na parę dni,żeby odpocząć od Marco.I nie ma ze mną Yoh czy coś takiego.To ma być niespodzianka dla Dobie^^.A więc,do zobaczenia,wierni uczniowie!
Złapał Yoh i za pomocą ognia przeteleportował ich na posiadłość w Izumo.Schowali się w krzakach,obserwując rezydencję.Pozostało im już tylko czekać...
----------------------------------------
-Wstawać!Jeżeli nie będzie was tu za pięć minut,nie dostaniecie śniadania!-przywitała na dzień dobry,jak zwykle,Anna
Wszyscy już po dwóch minutach byli na dole.Minęły kolejne trzy.I nie ma nigdzie Yoh.
-Yoh,ty leniu,za karę będziesz miał dodatkowe okrążenia!!!
I Anna poszła do pokoju swojego narzeczonego.Jednak spotkała się z pustym łóżkiem.Poszła zapukać drzwi do łazienki.Nic.Weszła.Nikogo nie ma.Wróciła do pokoju i zauważyła,że słuchawki i naszyjnik leżą na szafce.Coś tu jej wyraźnie nie grało.
-Ren!Widziałeś może Yoh?-spytała Anna,kiedy już zeszła na dół.
-Hmmm...Jak się tak zastanawiam,to nie.
-Jak mogłeś nie zauważyć jego braku,krótkomajtku?!?!?!
-Zamknij się,śnieżynko!W porównaniu do ciebie,Yoh zachowuje się cicho!!!
-Co żeś powiedział?!
Lecz kiedy miało dojść do rękoczynów,zatrzymała ich Anna i Pilika.
-Może zamiast się kłócić,byście poszli z resztą szukać Yoh po Dobie,a my pójdziemy do Rady im to zgłosić,co?-powiedziała Pilika.
-Nie,,może''tylko tak zrobimy.Na co jeszcze czekacie?Jazda szukać Yoh!
I tak,z całym zapałem(zwłaszcza Ryu)zaczęli szukać narzeczonego Anny.Przeszukali każdy zakamarek Patch,oprócz...
-Został nam tylko obóz Hao.-powiedziała Jun.
-O cholera...nie mów,że on może tam być?-spytał HoroHoro.
-Nie wiem,ale z własnej woli na pewno tam nie jest.
I tak poszli do miejcsa,które było ostatnie na liście,gdzie chcieliby się kiedykolwiek znaleźć bądź nie.Kiedy już doszli,zobaczyli uczniów Hao.Podeszli do nich,a Anna szła pierwsza.Opacho i reszta nie wyczuli zabójczych intencji(nawet jeśli HoroHoro się aż wyrywał do walki),więc postanowili dać spokój walce,która i tak nie miałaby sensu.
-Mamy pytanie:Wiecie,gdzie jest Yoh?
Hanagumi spojrzały się po sobie,a Mari odpowiedziała:
-Nie,nie było go tu.
Wtedy Ryu wyskoczył z kolejnym pytaniem,którego się nie spodziewali:
-A gdzie jest Hao,tak w ogóle?
-Opacho powie!Mistrz Hao wyjechał na kilka dni z Dobie,bo od Marco dostawał migreny i musi od niego odpocząć!
Wszyscy się roześmiali.Nie tylko ognisty szaman ma go dość.Cierpliwość ,,przyjaciół''Yoh też powoli osiągał zenitu.Tylko zasady powstrzymywały ich od ataku,zbombardowani,czy,jak to woli,najazdu na chatę X-Laws i wyrzuceniu Marco do Nilu.W końcu,nie wszyscy są takimi psychopatami,jak ten okularnik.Drużyna wyszła z obozu,a uczniowie Hao westchnęli z ulgą.Udało im się nie wygadać,choć pokusa była silna.
-Właśnie!Dzięki,Opacho,tak realistycznie odegrałaś rolę!
-Dla mistrza Hao?Wszystko!
Teraz zostało im tylko czekać na powrót bliźniaków.
----------------------------------------
Izumo.godzina 17.00
Bliźniacy siedzieli w krzakach już od paru godzin i powoli cierpliwość im się kończyła.No bo ile można siedzieć samemu w domu?Yohmei,jako jedyny,na stałe mieszkał w posiadłości.Keiko była w świątyni,babcia w Ozoresan,a Mikihisa w górach.Według Hao dziadek już dawno powinien wyjść z domu,skoro jest taka piękna pogoda.Yoh tylko westchnął na to stwierdzenie.Bo Yohmei faktycznie już dawno powinien wyjść,a ciągle siedzi w domu!Aktualnie kręcił się w kuchni.Po kolejnych dwóch godzinach Hao nie wytrzymał i postanowił,że odwróci uwagę Yohmei'a,za pomocą ognistego klona.Kazał SoF(Spirit of Fire),żeby poszedł za klonem.Yohmei złapał przynętę,nawet mówił,że spodziewał się wizyty wnuka!Klon oddalał dziadka od posiadłości,a w tym czasie Hao i Yoh weszli do domu i zeszli do podziemia.Yoh zabrał po drodze broń,która wisiała,jakby nigdy nic,na ścianie:łuk i topór przewiesił sobie na plecy,a katana wisiała u jego pasa.Chwilę potem znaleźli odpowiednią celę.Duch Stróż snuł się smętnie po pokoju,ze smutną miną.Po chwili usłyszała łamaną pieczęć,cichy krzyk jej imienia,,Lulien!" i silny uścisk wychowanka.Oczy jej się rozjaśniły i odwzajemniła uścisk.Jak bardo za nim tęskniła!
-Yoh-san...
Jednak po chwili długowłosy się zapytał:
-Yoh,a co z Amidamaru?
Młodszy Asakura zmarszczył brwi,a potem odpowiedział:
-Amidamaru od zawsze wiedział,że jestem więziony.Powiedział,że zostanie ze mną,dopóki Lulien nie będzie ponownie walczyć u mego boku.Teraz już przeniósł się na drugą stronę,do Domu.
-Rozumiem,a teraz wracajmy,bo Yohmei zaraz tu będzie.Duchu Ognia!Przenieś nas do lasu,na jakąś polanę daleko od posiadłości,zostaniemy tam na noc.
SoF zrobił tak,jak prosił go o to jego pan.W samą porę,bo Yohmei już wrócił do posiadłości i zaczął ją w całości przeszukiwać.Nie zauważył żadnych ubytków.Lecz zapomniał o przeszukaniu podziemia.Więc z pełnym spokojem poszedł na spacer,w końcu jest taka piękna pogoda!
Hao i Yoh zdołali rozłożyć obóz i po chwili ognisko przyjemnie ich ogrzewało.Yoh i Lulien odbijali stracone lata,kiedy byli w niewoli.Długowłosy patrzył na nich z lekkim uśmiechem.Nie sądził,że zrobienie czegoś takiego tak bardzo go zadowoli.Czuł się wspaniale.
Zrobiło się ciemno.Bliźniacy patrzyli się w ogień,zafascynowani jego pięknem.Co jakiś czas dorzucali opału w postaci lekkich i małych gałązek.Nie wiedzieli,ile czasu tak przesiedzieli,ale powoli zaczynało robić im się sennie(no co?Nawet tysiącletni szaman może czuć się zmęczony!).Weszli do namiotu,Yoh zdjął swój rynksztubek i poszli spać.Na czatach stała Lulien i Duch Ognia,zabawiając się rozmowami(to,że SoF nie umie mówić,w żadnym stopniu nie przeszkadzało Lulien,bo duchy potrafią różnie się ze sobą porozumiewać,nie tylko przez mowę).I tak minął dzień i pierwsza noc urlopu Hao^^.
------------------------------------
Dobra,wystarczy wam na razie!Mam nadzieję,że się wam spodobało.
Kyuu:Ludzie przedstawiają Yoh jako dobrego anioła,który jest uosobieniem dobra i miłości.Darka-san postanowiła zrobić to troszkę inaczej.Yohmei-zły dziadek,Kino-zła babcia,Keiko i Mikihisa-nic nie wiedzący rodzice,reszta-nieświadomi prawdziwej natury Yoh.
Sasuke:Trzeba stwarzać nowe ścieżki,choć na Fungafufu już coś takiego było.Ale dziadkowie nie więzili Yoh!
Yoh:Darka-san,dlaczego mi to robisz?
Oj tam,daj spokój,nie jest w końcu tak źle,prawda?
Hao:No,ale przez dziewięć lat więzić go w swoim własnym umyśle?
Aj tam,dajcie mi spokój!*rzuca poduszką w Hao i Yoh*
Yoh&Hao:Hej!*oddają*
*odrzuca z powrotem do bliźniaków*
Itd.itd.
Kyuu:Szybko tego nie skończą...ała!*oberwał poduszką**oddaje*
Naru:Co ty nie powiesz.Hej!*również oberwał*
*po chwili już wszyscy bili się na poduszki*
*Darka,krztusząc się poduszkami*
Pozdrawiamy was i niech moc będzie z...*odrzuca poduszkę do Sasuke*...wami!!!
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia
*dwie godziny później...*
WDP:*Padają prawie nieżywi**Darka nie lepsza*
No pięknie...wszyscy są w pierzu.
WDP:Yhym.
Trzeba się oskubać.
WDP:Yhym.
Ale później,teraz nie mam siły.
WDP:Yhym.
Hej,która godzina?
WDP:Yhym.
Wiedziałam,że nie kontaktują=.=

niedziela, 15 czerwca 2014

Aye!

Siemanko,jak tam pogoda?
Sasuke:U nas słonecznie bardzo^^.
Ale odstawmy sprawy pogody.Khem,khem,będę przemawiać:
Otóż wszem i wobec oświadczam wam,iż następny one-shot będzie o braciach Asakura!
WDP:*fanfary i konfetti*
Wiem,że się cieszycie.Ja też^^.Pomysł od jakiego czasu po łbie mi chodził,no i cóż,pierwsza część już napisana,opublikuję we wtorek:)
Kyuu:Czemu we wtorek dopiero?Gdyż nie da rady w poniedziałek,ze względu na ograniczony czas siedzenia na kompie w tym dniu.
Do zobaczenia we wtorek!
Pozdrawiamy:
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia

wtorek, 10 czerwca 2014

D.Gray-Man,cz.4-Koniec misji i powrót do domu.

Witajcie,kochani czytelnicy!Oto prezentuję wam ostatnią już część D.Gray-Mana.
Kyuu:Przepraszamy za długą nieobecność,ale...
...Wena pojechała na wakacje do Krainy Podziemia i musiałam po nią pójść,bo coś się tam zasiedziała u znajomych.
Sasuke:Tak więc,kiedy Darka-san przyprowadziła Wenę z powrotem*pokazuje związaną łańcuchem dziewczynę*,to wpadła na pomysł ostatniej części.O czym będzie?
Naru:Tego za chwilę się dowiecie.I powiem wam jeszcze coś:jest jeszcze jeden powód długiej nieobecności,ale to na końcu.A teraz,zapraszamy do czytania.
------------------------------------------------
Darka i Kanda trzymali swoją broń.Oboje mieli poszarpane ubranie i zakrwawione ciała.Z pozostałymi wcale nie jest lepiej.Tworzyli pary i jedną trójkę tak,aby osłaniać swoje plecy.
-Jak się to do cholery stało...?-zapytał się po cichu Hao,opierając się o plecy Sasuke.
------------------------------------------------
Retrospekcja
Dziewczyna razem z Yuu kręcili się po Sali Balowej w poszukiwaniu Innocence.Jak się można było spodziewać,wiele kobiet legło do Kandy,jednak Darka dość skutecznie je przepędzała.Widziała,że ciemnowłosy jest na skraju wytrzymałości.Wtem zauważyła jakieś dziwne wibracje,a także oddalanie się demonów od pewnego miejsca,co nie powinno mieć miejsca.Oznaczało to tylko jedno:Innocence gdzieś jest w pobliżu.Dźgnęła lekko w bok chłopaka i pokazała głową stary zegar.To właśnie stamtąd Darka wyczuwała niepokojące drgania.Yuu natychmiast zrozumiał,i udając,że zaprasza Darkę do tańca,poprowadził ją do tegoż mebla(sorki,brak synonimów T.T).
-Muszę przyznać,że taniec nieźle ci idzie.Kto cię uczył?-spytała ciemnowłosa.
-Tak właściwie to sam się nauczyłem.Przez przypadek zauważyłem,jak Moyashi prowadził jakąś czerwonowłosą panienkę na parkiet i zaczął tańczyć.Pomyślałem,że to może się przydać,gdybym musiał iść na bal z powodu misji.Zbyt bardzo się nie pomyliłem.
-A może nie chciałeś być gorszy od Allena?-zapytała wyzywająco.
-N-nie!-wykrzyknął chłopak.
-Ta,jaaasne...-Darka puściła oczko.-Nieważne.Patrz,o wilku mowa!
Allen razem z Mari i Ichigo lecieli do Kandy i Darki.Wyglądali na wystraszonych:
-Darka!Jest źle!Moje lewe oko jest zablokowane i nie mogę go używać!
-Uspokuj się i po kolei.
Allen wziął kilka głębokich wdechów i zaczął mówić:
-Kiedy szukaliśmy Innocence razem z chłopakami,chciałem sprawdzić,czy z moim okiem jest wszystko w porządku,bo to aż niemożliwe,że nie ma tu nawet jednej Akumy.Zdjąłem jedną soczewkę tak,żeby nikt nie zobaczył i spróbowałem aktywować oko,ale nic to nie dało.-skończył.
-Cholera,to nie dobrze.Dajcie mi chwilę,dzwonie do Kyuu.Kyuu?!Słyszysz mnie?!Tak,znaleźliśmy.Chodź tu z Naru,bo być może będziemy potrzebować pomocy,to prawdopodobnie pułapka!
Kyuu:Jesteśmy razem z Hao i Sasuke,zabezpieczymy teren,później do was dołączymy.
-Dobra,macie pół godziny.
Kyuu:Wyzwanie?Stoi.
I się rozłączył.Darka schowała telefon i w tym momencie słychać było darcie materiału.
-Cholera,wiedziałam!
Wszyscy goście,jacy byli w środku,zrzuciły przebrania i zobaczyć się dało Akumy pierwszego i drugiego poziomu.Było ich trochę,tak na oko z trzysta.Allen i Kanda aktywowali swoje Innocence,Mari odsunął się,żeby nie przeszkadzać,a Ichigo wyjął Zangetsu.Kiedy Yuu spojrzał na podwójne Zanpakuto Kurosaki'ego,zrobił duże oczy,ale po chwili się opanował i przyległ plecami do najbliższej osoby.Była to Darka.Allen,Mari i Ichigo osłaniali nawzajem swoje tyły.Po jakiś dziesięciu minutach kompletnego bezruchu,dołączyli Hao,Sasuke,Naruto i Kyuubi.Zrobili to samo,co pozostali,czyli przygnęli do siebie plecami:Naru z Kyuu,a Sasuke z Hao.W ten sposób cała grupa utworzyła coś w rodzaju czworokąta.Darka zdarła część sukienki,uznając,że będzie tylko przeszkadzać(bez zboczeń,moi drodzy,bez zboczeń).Wyjęła Guan-Dao i rzuciła w pierwszą lepszą Akumę.I zaczęła się bitwa:,,Dziewięć na Trzystu".
----------------------------------------
Minęła godzina.Wiele Akum już poległo,ale nadal zostawało ich tak na oko stu siedemdziesięciu.Jednak dziewiątka powoli się męczyła.Hao odgrodził ich ogniem niczym kopułą,aby mogli chwilę odpocząć.Cała grupa była zakrwawiona,ubrania były w strzępach.Mari miał sporą ranę na nodze,co już zaczął leczyć Kyuubi swoją czakrą.Darka i Yuu legli na ziemię,nawet nie odsuwając się od siebie,uznając to za stratę energii.Dziewczyna wywaliła już cały swój arsenał,który wzięła ze sobą,którą pragnę wyliczyć:Guan-Dao,parę szabli,dziesięć sztyletów,dwanaście noży do rzucania,cztery katany,trzydzieści shurikenów,dwadzieścia kunai,tuzin kulek wystrzelonych za pomocą procy,wystrzeliła dwa magazynki z podwójnych pistoletów,a nawet zniszczyła swój kiścień.Zostały jej jeszcze kastety,których nie będzie używać,bo nie chce ich stracić i Innocence.Przy drugiej rundzie właśnie jego użyje.Hao leży na wznak na plecach po środku,Allen,Ichigo,Sasuke i Naruto siedzieli oparci o siebie,ciężko dysząc.
-Hej,nie wytrzymam już długo-powiedział Hao.
-Ile?
-Pięć minut góra.
-Łeee,to kupa czasu.-powiedział Naru.
-Zawsze tak mówisz,ale tym razem masz rację,mamy mnóstwo czasu.
Szybko się ogarnęli,tj.wytarli krew,żeby im nie przeszkadzała,a chłopacy wywalili górne części garderoby,bo im przeszkadzały i tak więcej było odsłonięte aniżeli zasłonięte.Naru wbił w Tryb Mędrca i połączył siły z Kyuubi'm,który wszedł z powrotem do pieczęci,a Ichigo aktywował Bankai.I wtedy minęło pięć minut.Wszyscy utworzyli mur wokół wykończonego Hao,który teraz siedział i zbierał siły.Darka wyjęła swoją tajną broń,której rzadko używała:duży,srebrny dysk na łańcuchu,z wysuwanymi ostrzami.
-Innocence aktywacja:Shinoshi!
Łańcuch oplótł Darkę wokół ramienia i stał się czarny,a Innocence rozłożyło się na trzy dyski lecące nad sobą,co dawało większą precyzję i prawdopodobieństwo trafienia.Z miejsca zlikwidowała dyszkę.
-Czemu wcześniej tego nie wjęłaś?!-wykrzyknął Naru,rozwalając gigantyczną łapą czterech wrogów.
-No bo to trochę ciężkie jest i niezbyt wygodne,dlatego.Poza tym,to jest dopiero pierwsza część tego Innocence.
-Pierwsza?-spytał Allen,rozwalając dwie akumy.
W tej chwili na oczach Darki pojawiły się wirtualne okulary,dające lepszą celność.
-To jest właśnie część druga.
Dziewczyna zakręciła dyskami nad głową i obracając się,szybko przeliczyła miejsce,gdzie jest najwięcej akum i je zdjęła.Zostało już pięćdziesiąt.
-Chwila,jak to pięćdziesiąt?
-Sporo z nich wlatywało na moją kopułę,chcąc nas dopaść.
-No to wszystko wyjaśnia...Akumy są kretynami.Innocence:100%!!!-wykrzyknęła Darka.
Wtedy broń zaczęła zmieiać swój kształt.Dziewczyna wyskoczyła poza krąg i wskoczyła na jakiś zachowany stół.W dłoni trzymała karabin maszynowy,a na oczach nadal miała wirtualne okulary.
-Uwaga,wszyscy padnij!
Ledwo jej towarzysze zdążyli paść,a już zaczęła strzelać.Ze względu,że miała Innocence,to nie musiała się przejmować nabojami.Po pierwszej serii pozostało już trzydzieści potworów.W tej chwili wstał Kanda i Allen ze swoimi mieczami,gdyż Walker podczas leżenia aktywował 100%.Dali reszcie odpocząć,gdyż zaczęli prawdziwą rzeź.Kanda wziął tych po prawej,a Brytyjczyk:po lewej.Jakby się dogadali w bezsłownym porozumieniu.Po dziesięciu minutach było po wszystkim.Drużyna ledwo sapała,no ale ktoś musiał pójść po Innocence.Padło na Mari,który i tak nie brał udziału w walce i jako jedyny jeszcze się trzyma na nogach.Wszedł na drabinę,którą Bóg-wie-skąd-ją-wytrzasnął i wyjął z zegara przedmiot misji.Jednak kiedy wrócił,zastał tylko śpiących kompanów:Allen i Kanda opierali się o siebie,a Darka spała na ich kolanach,Kyuu wyszedł z pieczęci i służył za poduszkę dla Naru,Sasuke,Hao i Ichigo.Mari tylko wzruszył ramionami i wysłał wiadomość przez golema do Komui'ego o powodzeniu misji i prośbę o pomoc w dostarczaniu osób poszkodowanych.Wszystko poszło z górki,rzeczy wojowników(o wolność i ojczyznę!!!)zostały zabrane z ich apartamentu i przeniesieniu do Black Order.Oni sami zostali wyniesieni do Skrzydła Szpitalnego,z którego nie wyszli przez tydzień.I nadszedł czas pożegnania.
Darka pakowała swoje rzeczy do dużej walizki.Wtem do pokoju wszedł Allen:
-Musisz wyjeżdżać?
-Muszę,taka już kolej rzeczy,muszę wrócić do domu,zanim reszta mi go doszczętnie rozniesie.-uśmiechnęła się lekko.-O,cześć Yuu!Przyszedłeś się pożegnać?
-Raczej pogratulować,że wytrzymałaś dłużej niż trzy dni obok mojego pokoju.
-Na pewno.Dobra,reszta,czas już iść.Pożyczyłam od Mikołaja ze Strażników Marzeń magiczną kulkę i możemy bez problemu się przenieść do domu.Ale zanim wyruszymy...
Darka podeszłą do Allena i Kandy,którzy stali wyjątkowo obok siebie,nie kłócąc się,i ich przytuliła.
-Żebyście mi nie rozwalili Kwatery beze mnie i wyślijcie pocztówkę z pokonanym Grubasem(Milenijny)!
Allen odwzajemnił uścisk,czego nie można powiedzieć o Kandzie,który stał tak zszokowany,że zupełnie znieruchomiał.Darka puściła chłopaków,potrząsnęła kulką,która ukazała jej domek i rzuciła ją na podłogę,po czym razem z WDP wskoczyła do portalu.Yuu i Allen zostali sami.
-Nie ważne,czy ją lubiłeś czy nie,Kanda,ale musisz przyznać:potrafi postawić na swoim.
-Taa...czekaj,co miała na myśli:,,Nie rozwalcie Kwatery beze mnie"?
-Prawdopodobnie jeszcze tu wróci.I chyba będzie wściekła na coś.Na przykład na Komui'a-san.
-Chyba tak...
-Dobra,nie ma co tak stać,lepiej wyjdźmy,bo ktoś jeszcze pomyśli,że coś z nami nie tak.Chwila,powiedziała,że mamy jej wysłać pocztówkę,co nie?
-Taaa...i co z tego?
-Chyba pocztą nie damy rady,co nie?Trzeba będzie przeszukać jej pokój,bo inaczej...
-Znalazłem coś na biurku,list do nas:
Kanda,Allen,
Nie chcę,żebyście szukali tego po całym pokoju,bo nie warte to wysiłku.
Wszystko,co potrzebne do przesyłania listów jest tutaj.
Lecz lepiej nie próbujcie z czymś żywym,bo może zdechnąć.
Do przyszłego zobaczenia!
Darka
W kopercie były jeszcze dwie kartki z tytułem:,,Jak stworzyć własną Pocztę Międzywymiarową''.Każdy wziął po jednej i wrócili do swoich pokoi.
W tym czasie u Darki...
-No pięknie,trzeba zrobić generalny remont...Naru,ściągnij tu Yamato,bo nie poradzimy sobie bez niego!Reszta:za narzędzia i do roboty,dom ma stać,a nie leżeć!
I taki był koniec tej podróży.
-----------------------------------------------
Ha,koniec!Tęskniliście za mną choć troszkę?
Kyuu:Darki-san nie było przez cztery dni,co znacznie utrudniło skończenie i wstawienie ostatniej części.
Wybaczcie mi,byłam w Krakowie i okolicach.Było całkiem miło^^.I jeszcze raz przepraszam za długą nieobecność.
Naru:Dobra,koniec marudzenia,musisz się scenariusza na koniec roku nauczyć.
Tiaa...Do zobaczenia!
Pozdrawiamy:
Darka3363 i Wesołą Drużyna Pierścienia

czwartek, 22 maja 2014

D.Gray-Man,cz.3-Przygotowanie do...balu?

Sieeeeeemanko,drodzy czytelnicy!Tęskniliście za mną?
Kyuu:Nie łudź się.
No wiesz,potrafisz zepsuć humor >.< No,ale nie ważne to!To już kolejna część tejże serii one-shotów.
Naru:Chyba się nimi nie znudziliście,co?
Sasuke:Uznajmy,że taka,że tak to ujmę,mina,to świdrujące spojrzenie:,,@.@''
Mam dziś coś taki dobry humor,wiecie?Ale,ale,bez zbędnego gadania,zapraszam do czytania.
---------------------------------------
Darka razem z chłopakami poszli do jej pokoju,aby omówić coś w rodzaju zarysu planu:
-Dobra,a więc,za niedługo wyruszam na misję do Tokio,wy macie być wtedy na miejscu.Pomożecie nam,czyli mnie,Allenowi i Kandzie,znaleźć Innocence.Szukajcie dziwnych anomalii czy czegoś tam dziwnego.Wszystko jasne?
-Jak słońce,Darka-san.-powiedział Sasuke.
-Świetnie,mamy jechać za jakieś...sześć godzin.To ja zacznę pakować moją broń,a wy już ruszajcie!A,Kyuu,załóż soczewki,wystraszysz całą Japonię.
-HAI!
I już ich nie było.Wzięła szybki prysznic,po czym dziewczyna podeszła do szafy i zmieniła ubranie na bardziej adekwatne.Bo do tej pory miała założone czarne,materiałowe rybaczki i białą luźną koszulkę.Na nogach miała krótkie białe skarpetki i czerwone trampki z białymi sznurówkami.Zmieniła to ubranie na czarne długie spodnie,czarne pirackie kozaki na lekkim podwyższeniu z czerwoną podeszwą,czarną koszulkę na ramiączka,swój ulubiony czarny płaszcz bez rękawów do kolan,mundur Czarnego Zakonu i złote kółka na uszy.Do plecaka wrzuciła kilka ubrań na zmianę,coś do picia i kilka kanapek do jedzenia.Położyła plecak na starannie pościelonym łóżku,a sama ciemnowłosa włączyła muzykę na komórce i słuchała jej na słuchawkach,głównie ,,Futatsu no Kodou to Akai Tsumi'' zespołu On/Off i,,Still Doll'' Kanon Wakeshimy(coś dla fanów Vampire Knight^^).Po jakiś trzech godzinach zrezygnowała z tego zajęcia na rzecz pójścia do Jerry'ego na posiłek.Zjadła pierogi,które jakimś niebywałym cudem były w zapasach kucharza i wróciła do pokoju i odesłała Shiro i Kuro do domu,spojrzała na zegarek,który wskazywał 20.45.
,,Mam jeszcze sporo czasu.No i co ja będę robić?"-myślała ciemnowłosa,a po chwili jej wzrok padł na szafkę,na której była książka,którą czytała milion razy:,,Pojedynki Wampirów".
,,No to ją przeczytam po raz milion pierwszy^^".-po czym podeszła do szafki,wzięła książkę i położyła się na łóżku,zagłębiając się w lekturze.
------------------------------------------
Allen,wchodząc do pokoju,myślał tylko o tym,że czekają go spore wydatki na nowe ubrania.Przede wszystkim:wymiana spodni,absolutna konieczność.Niektóre koszulki,które wcześniej były za luźne,teraz pasują jak ulał,więc jest nieźle z górną częścią garderoby.Butów na szczęście nie musiał wymieniać.Ale i tak pozostają spodnie.
,,No cóż,załatwię sobie coś w Tokio,po misji,a może nawet w trakcie,podczas wolnego czasu?"-pomyślał białowłosy.
Poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic,po czym wyjął małą walizkę,do której spakował kilka koszul i koszulek,zostawiając miejsce na te pary spodni,które zakupi w mieście.Włosy związał czerwoną wstąszką,którą zwykle nosił związaną na szyi,kiedy nosił koszule.Wyszedł z pokoju razem z walizką oraz Timcanpy'm i skierował swe kroki na strych.Wiedział,że znajduje się tam stary fortepian,ale zachowany w bardzo dobrym stanie.Spędził tam czas aż do za dwadzieścia 21.Zszedł do stołówki,zjadł szybki posiłek i wyszedł z Kwatery.Pozostało teraz tylko czekać przez te piętnaście minut.
------------------------------------------
Kanda,tak jak reszta,wrócił do pokoju i wziął prysznic.Założył nowe ciuchy i spakował walizkę.Wziął Mugena i zaczął go ostrzyć,ale zajęło mu to raptem 15 minut,bo nie miał jakiś niedociągnięć.Yuu zdecydował się do czasu zbiórki pomedytować,żeby czasem nie zaczął ciąć Kiełka Fasoli,albo,co gorsze,dziewczyny z piekła rodem(nie przesadzaj,Kanda,aż tak zła nie jestem przecież,inaczej moja drużyna już dawno by ode mnie zwiała^^).Wolał nie myśleć,co się może z nim stać.Potrząsnął szybko głową,zaczął oczyszczać umysł,wyciszać się i zaczął medytować.Po dziesięciu minutach Yuu niemal przestał oddychać,bo klatka piersiowa poruszała się baaardzo powoli i płytko,ale taki mały defekt przy medytacji.Kiedy skończył,zegar ścienny pokazywał godzinę 21.
,,Trzeba się zbierać.''-pomyślał.Zjadł kanapki,które leżały na małym stoliku i wyszedł przed Kwaterę,gdzie czekał już Allen.Zostało im czekać tylko na Darkę.
-------------------------------------
Jakieś pięć minut przed czasem zza nowych drzwi Kwatery wyszła Darka,niosąca swój plecak na jednym ramieniu.Kiwnęła do chłopaków,po czym poszli nad rzekę(chyba mają takie coś,skoro płyną łódką,co nie?) i po chwili weszli do łódki,gdzie czekał już na nich poszukiwacz.Okazał się nim być Mari(tak,dobry znajomy Yuu:3).Uśmiechnął się do grupy,która przyszła i skłonił lekko głowę przed Darką,co ta odwzajemniła.
,,Nawet Mari?Co to za kobieta,przecież on nigdy nie pochylił przed kimkolwiek głowy!"-zacne myśli Yuu.Jednak dopóki Kanda nie wda się w pogawędkę ze swoim sumieniem,Darka nie dowie się o jego myślach.
,,Przynajmniej mam święty spokój,narratorze,nie to co Hao."-żyłka zapulsowała Darce na skroni.
Oj tam,nie zajmuj się mną,tylko podróżą do Japonii.Ech,nieważne.Darka,odłóż ten kiścień,bo ludzie się na ciebie gapią.
Darka:*Chowa nadąsana i ze wściekłą miną kiścień*.
Z nich wszystkich tylko Allen wiedział,o co chodzi,bo poznał dar Darki i uśmiechnął się współczująco do bliżej nieokreślonej dla niego osoby,bo w tamtą stronę patrzyła dziewczyna.Zobaczył,jak Darka chowa narzędzie i posłał do mnie spojrzenie mówiące,,Lepiej z nią nie zadzieraj,bo to może się źle skończyć...dla ciebie.".Cholera,muszę powiedzieć,że Allen ma rację.
Darka:Narratorze!Ty nie masz opisywać swoich rozterek,tylko to,co się dzieje wokół nas,do ciężkiej cholery!
Co?Ach,tak,przepraszam,Darka.
Bohaterowie tejże misji już wysiedli z łodzi,po czym skierowali się do pobliskiego miasta,gdzie zakupili bilety i wsiedli do pociągu.Czeka ich całonocna podróż.Allen usiadł obok ciemnowłosej dziewczyny,a Kanda obok Mari'ego po przeciwnej stronie.Białowłosy po chwili zasnął i opadł na ramię Darki,ale ta nawet nie zwróciła na to uwagi,zaczytana w pierwszej części ,,Harry'ego Pottera",ze słuchawkami w uszach.Mari zdziwił się trochę,a Kanda już się przyzwyczaił do dziwnej osoby towarzyszącej im kobiety.No bo trzeba sobie jakoś radzić,co nie?Tim leżał sobie na fotelu obok białowłosego.Jechali całą noc,a jedyna dziewczyna w zespole przeczytała po raz setny wszystkie części ,,Harry'ego Pottera".Kiedy dojechali do Tokio,była siedemnasta godzina.Darka wyjęła dziwne dla jej towarzyszy urządzenie i po chwili przyłożyła je do ucha.To urządzenie okazało się być telefonem komórkowym.
-Hej,Kyuu,gdzie jesteście?
-Przy bramkach na stacji,pospieszcie się,bo strażnik dziwnie się na nas gapi.
-Dobra,zaraz będziemy.
I się rozłączyła.Schowała komórkę z powrotem do kieszeni,złapała Kandę i Allena i poszli do bramek.Faktycznie tam już stali ludzie ciemnowłosej.
-Cześć,Darka-san.Załatwiliśmy mały apartament,bo chyba nam się wydaje,że nie chcesz mieć zniszczeń,poza tym pokoje na dłuższą metę są nieopłacalne.W środku są pokoje dwuosobowe,ale ty będziesz miała sama.-powiedział starszy bliźniak.
-Zgoda.No to na co czekamy?Chodźmy!
I poszli do pobliskiego...eee...hotelu?Tak mi się wydaje.Weszli na odpowiednie piętro i oczom podróżników ukazał się skromny,ale wygodny apartament.Mały salonik z beżową kanapą i fotelami w tym samym kolorze,mały przeszklony stolik,kolorowy dywan,na ścianach wisiały obrazy.Była też mała kuchnia,a z każdego pokoju przylegała łazienka.W środku miał pięć pokoi.
-Już się podzieliliśmy:Naru ze mną,Sasuke z Hao,Ichigo na razie był sam,ale teraz będzie z Allenem,Kanda będzie więc z poszukiwaczem,Mari,prawda?A Darka-san będzie miała osobny pokój.
-Świetnie,więc pokarzcie mi,gdzie tymczasowo mieszkam.
Hao wskazał pokój,a Darka zaraz do niego weszła.Kanda,Mari i Allen też znaleźli swoje pokoje i po chwili cała czwórka wyszła do salonu.
-Darka-san,były pewne anomalie w jednym z budynków,ale non stop trwają tam bale,więc nie można wygodnie powęszyć.Jeżeli chcemy się czegokolwiek dowiedzieć,trzeba wbić na imprezę.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.Nie przewidziana sytuacja.
-No pięknie.Załatwienie strojów nie będzie trudne,ale co z tymi trzema?Musimy się przebrać,bo Milenijny nie śpi,wbrew pozorom.
-O co ci chodzi?-spytał podejrzliwie Kanda.
-O to,że nie jestem pewna,czy potraficie się zachować jak nie wy.Czyli,Kanda musiałby być miły,Allen zmienić fryzurę i kolor oczu,i zasłonić bliznę,a Mari załatwić sobie włosy.
-Ale jak mam zmienić kolor oczu i włosów i zasłonić jeszcze bliznę?
-O to się nie martw,jestem z XXI wieku,już dawno wymyślono soczewki barwiące.-wskazała właśnie na Kyuu,który takie soczewki właśnie miał założone-A peruki były jeszcze w antyku,jeżeli się nie mylę.Barwienie twarzy z resztą też,więc nie masz sięczym przejmować.To nie jest trudne.Jest coś,co jest dużo trudniejsze...Nauczyć Kandę zwrotów grzecznościowych i bycia miłym.
WDP&Allen:O.O
Kanda:@.@Nawet się nie waż.
-Mój drogi,jeszcze zrobię z ciebie dżentelmena,ale nie takiego,jak z piosenki PSY:Gentelman,bo to poroniony typ tegoż mężczyzny(dżentelmena,ja tam samego gościa lubię^^).
Kanda popatrzył przez chwilę Darce w oczy i zrozumiał,że ta nie żartuje i mówi poważnie.Zrobił wielkie oczy,kręcił głową i powoli,jakby nie chciał,żeby ktokolwiek zauważył,stawiał ostrożnie kroki do tyłu,kierując się do swojego pokoju,cały czas utrzymując kontakt wzrokowy z dziewczyną.
,,Ona nie żartuje...Trzeba uciekać,póki mam jeszcze szansę."
-Nie uciekniesz,Yuu i ty dobrze o tym wiesz.-uśmiechnęła się delikatnie i niewinnie jedyna dziewczyna w pokoju.
Kanda stanął jak sparaliżowany,jeszcze szerzej otworzył oczy(o ile to było jeszcze możliwe) i nadal patrzył w błękitne z daleka oczy dziewczyny(bo moje oczy to taki fenomen,że z bliska są żółto-niebiesko-zielone,a z daleka są błękitne).Nawet nie miał odwagi wyciągnąć przeciw niej Mugena za to,że nazwała go po imieniu.I wtedy zrozumiał,w czym tkwi jej siła:nie po sposobi walki,siły uderzeń itp.itp.,tylko po tym,jak potrafi sparaliżować człowieka samym spojrzeniem i uśmiechem,który przecież nie zapowiadał czegoś strasznego.Przez chwilę widział Demona w ludzkiej postaci dziewczyny,nawet wydawało mu się,że błękitne z pozoru oczy stały się na sekundę ciemno-czerwone.Ciarki przeszły mu po plecach.
,,Jeżeli każda kobieta tak potrafi,to już zawsze będę kawalerem..."-pomyślał śmiertelnie przerażony Azjata.
WDP nic sobie z tego nie robiła i poszli zrobić coś do jedzenia dla wszystkich.Kanda walczył ze sobą,żeby się poruszyć i uciec od ciemnowłosej jak najdalej od niej.Allen przyglądał się temu w milczeniu,nie chcąc psuć sobie zabawy.Tim też patrzy się w nich jak w obrazek,nie chcąc przegapić żadnego szczegółu,aby później puszczać w nieskończoność Allenowi,bądź także Crossowi,jeżeli w ogóle się znajdzie i wróci.Yuu mierzył się z Darką na spojrzenia.Po chwili jednak chłopak się poddał woli dziewczyny i teraz jest zdany na jej łaskę i niełaskę.Po chwili Yuu uczył się pod czujnym okiem Darki,jak być osobą miłą i jak powiedzieć dziewczynie,że nie chce już jej słuchać,nie urażając jej uczuć.Tego drugiego przysłuchiwał się również Allen,bo coś tam wiedział od Mariana,ale jak każdy wie,lepsze są informacje z pierwszej ręki.Po jakichś dwóch godzinach Hao zawołał wszystkich na posiłek,a Yuu wyglądał na tak zmęczonego,jakby go ciągnięto przez osiem kontynentów(liczymy Atlantydę,ludzie^^).Po zjedzeniu posiłku nasi bohaterowie poszli spać ze względu na nieprzespaną noc przez kilkoro z nich i potrzeba odpoczynku przed jutrzejszym balem.
---------------------------------
Następny dzień,dwunasta w południe(taaa...bo kiedy może ono być,co-.-?)
Cała grupa już stała na nogach po posiłku zaserwowanym przez Naru,co,okazało się,było bardzo smacznym jedzeniem,które przygotował.Pognali na miasto,żeby kupić sobie jakieś garnitury,a Darka-sukienkę.No i jakieś odpowiednie buty.Weszli do dość sporego sklepu i rozeszli się na różne strony.Jedyna dziewczyna w grupie czekała na nich pod drzwiami już po pół godzinie.
,,I mówią,że to kobiety są niezdecydowane i potrzebują dużo czasu."-pomyślała.
Czekała jeszcze przez pół godziny,aż wreszcie chłopacy raczyli się ruszyć i przyjść na miejsce spotkania.Allen kupił sobie przy okazji kilka par nowych spodni.Wrócili do mieszkania i zorganizowali sobie jakiś obiad.Trochę pogadali,Darka maltretowała Kandę dobrymi manierami,Allen i Tim patrzyli na to jak na piękny obrazek,a reszta gerała w karty.Naru kosił wszystkich,dopóki Allen nie dołączył do gry.Jednak po którejś rundzie z kolei jedyna dziewczyna w pokoju dziewczyna kazała im przestać grać i zarządziła przygotowania do balu.Chłopacy szybko przebrali się w garnitury,tylko Darka nie założyła swojego stroju.Panowie różnili się tylko kolorami krawatów i ewentualnych dodatków.Allen i Kyuu założyli soczewki,teraz demon miał soczyście zielone oczy,a białowłosy ciemno-niebieskie,niczym chmurne niebo przed burzą.Darka zaplotła Kandzie warkocz,żeby trudniej było go rozpoznać w tłumie.Trzeba było też trochę rozjaśnić skórę,żeby jak najmniej Yuu przypominał Kandę.Allen założył brązową perukę w takim samym odcieniu,kiedy był jeszcze mały,miała też odpowiednią długość.Chłopak ,,oplótł''swoje białe włosy tymi sztucznymi i związał czerwoną wstążką,którą zwykle nosił na szyi.Udało się także bardzo dobrze zamaskować bliznę na twarzy.Mari też założył perukę,ale była ona krótka ze względu na przyzwyczajenie do braku włosów(sorry...ale nie zauważyłam,żeby akurat on miał jakiekolwiek włosy=.=).Reszta męskiej części nie musiała się jakoś specjalnie charakteryzować,ponieważ i tak nikt ich nie znał.I nareszcie Darka mogła pójść się przebrać.Kiedy wyszła z pokoju po jakiś piętnastu minutach,dziewczyna miała na sobie krwisto-czerwoną suknię do ziemi(niestety,trzeba zachować niektóre wymogi epoki...)z czarną koronką przy talii,opadająca na sukni niczym taka druga sukienka,na dekoldzie(w sensie,że taki jakby kołnierzyk),na rękawach(powiedzmy,że przy nadgarstkach) i na zakończeniach sukni.Na szyi miała srebrny wisiorek,w uszach srebrne kolczyki przypominające pióra,a na dłoni dwa srebrne pierścienie.Nic nie zrobiła z włosami,ze względu na to,że były naprawdę krótkie.Wyglądała,jakby naprawdę szła na bal,żeby tańczyć,rozmawiać i robić inne duperele.Lecz chłopacy nie dali się zwieść i czuli,że ta dziewczyna ma przy sobie mnóstwo broni,nawet jeśli jej nie widać.Dziewczyna spojrzała na chłopaków ustawionych przed nią,sprawdzając,czy są jakiekolwiek niedociągnięcia.Kiedy niczego takiego nie zauważyła,wyglądała na zadowoloną z efektu.Uśmiechnęła się lekko i powiedziała:
-No to jak,idziemy?
-Idziemy!
------------------------------------------
Godzina dwudziesta,Dwór Hrabii Tremblanc
Drużyna Pierścienia,Allen,Kanda i Mari doszli przed dwór,gdzie ma się odbyć bal.Darka trzymała pod rękę Yuu i białowłosego,żeby ten pierwszy nie uciekł,a drugi nie zabił czarnowłosego(tak było w mandze,ale bardziej wygląda na granat...)egzrocysty przy bliżej nadającej się ku temu okazji.
Postanowili udawać,że srebrnooki,teraz niebieskooki będzie udawał brata dziewczyny,Allena Kuronohoshi,Kyuu i Naru mają być jej kuzynami,Kurama i Naruto Kitsune,Hao-przyjacielem jej brata,ze swoim nazwiskiem Asakura,Sasuke ma być dalekim krewniakiem Hao,którzy mimo to dobrze się dogadują,ciemnowłosy również zachował swoje nazwisko.Mari ma być wujem Yuu,a Kanda ma być,o zgrozo,partnerem Darki.Ale żeby nie było:Darka nie chce,żeby przez przypadek jakaś panienka zakochała się we fałszywej osobie,nie znając nawet jego prawdziwej natury.Oszczędza więc bólu tym dziewczynom^^.Czarnooki miał w oczach coś jakby wiadomość:,,Kto ją w jakikolwiek niepokojący sposób dotknie,pożałuje tego''.I ma rację,w końcu dziewczyna ma sporo broni przy sobie...Ichigo ma być starszym bratem czarnookiego.
Weszli do środka i od razu spotkali się z ogromną ilością zapachów perfum,jedzenia itp.Kyuu i Naru ledwie wytrzymali,żeby nie zwymiotować,w końcu mają bardziej wyczulone nosy od reszty.
-Rozdzielamy się,moi drodzy.
Chłopacy kiwnęli głowami i poszli w następujący sposób:Naru i Kyuu,Sasuke i Hao,Allen,Mari i Ichigo,oraz Darka i Yuu.Dlaczego tak?Bo tylko dziewczyna miała wystarczające nerwy,żeby wytrzymać Kandę,no i w końcu ma być jego partnerką,do cholery!
Darka:Narratorze,bez unoszenia się,dobrze?jo8igkfrf
Ech...muszę wziąć jakiś długoterminowy urlop.
Darka:Nie martw się,mam kilka osób na wymianę,żebyś mógł odpocząć^^.
Taa...Daj ty mi spokój,bo Kanda się gapi na ciebie tak,jakbyś właśnie zwariowała.A tak przynajmniej mi się wydaje,bo nie umiem czytać z jego twarzy.I nie wyjmuj broni!Dobra,nieważne.Rozdzielili się i każdy poszedł w inną stronę:Naru i Kyuu do ogrodu(z wiadomych przyczyn...),Yuu i Darka w głąb sali,Ichigo i spółka w stronę bawialni(takie boczne pomieszczenie,żeby odpocząć od tańca,zapalić itp.),a Sasuke i Hao wybrali się na wycieczkę po dworze.
-Czas zacząć przedstawienie...-mruknęła Darka,odganiając jakieś kobiety od Yuu.
Kanda prychnął i rozpoczęli poszukiwanie Innocence na sali balowej.
----------------------------------
No,wystarczy na dziś.Podobało wam się?
Kyuu:Matko,omal nie zemdlałem,kiedy wszedłem do środka.
Naru:Nie ty jeden.
Ichigo:Ja z dusznego pomieszczenia wszedłem z Hao do palarni,tylko tak to pomieszczenie mogę nazwać.Ledwo otworzyliśmy drzwi,a wyleciał na nas dym tytoniowy tak,że zwalił nas z nóg.
Allen:Uwierzcie mi,naprawdę tam śmierdziało,a jestem przyzwyczajony do miejsc zadymionych(głównie przez mistrza,ale to szczegół)...
Hao:My za to zostaliśmy narażeni na przeziębienie...apsik!
Na zdrowie!
Sasuke:Taaa...Hao,tylko mi się nie rozłóż...apsik!
Hao:Przyganiał kocioł garnkowi.
Oj,nie kłócić mi się tu!Żegnamy się!
Pozdrawiamy i niech imprezy będą z wami(pod warunkiem,że je lubicie)!
Darka3363,Wesoła Drużyna Pierścienia i Allen.

Yuu:*Wbiega do środka cały w strzępach i zdyszany*
Yuu,co ci się stało?
Yuu:Aaach...Dopadły mnie...ledwo uszedłem z życiem!
Ale uszedłeś,więc jest dobrze,prawda?
Yuu:Tsk.
Tak myślałam^^.No błagam cię,nie boisz się długiej i bolesnej śmierci,walki z Akumami i Noah,ale bali i kobiet,które na nich są już tak?Serio?
Yuu:Serio.
Czy ty w ogóle starałeś się dać do zrozumienia,że nie chcesz z nimi się umówić czy coś tam i naściemniać,że masz już kobietę swego życia?
Yuu:Serio?*ironia*
Serio,serio.Uwierz mi,jeżeli powiesz,że ta osoba to najwspanialsza dziewczyna,jaką spotkałeś i umie się posługiwać bazooką,takewondo,karate,kung-fu i wszelką bronią palną,to nie powinny wtedy nawet do ciebie podchodzić,uznając,że to może być niebezpieczne.
Yuu:Następnym razem wypróbuję.*wychodzi*
No,a teraz ja wreszcie mogę pójść zrobić sobie herbatę!*również wychodzi*