piątek, 18 sierpnia 2017

Kyuu w krainie Undertale, cz.4 — Podziemie czy inne tam lochy

Kyuu nie mógł wprost uwierzyć w swoją głupotę.
Zamiast chodzić, jak jakiś głupi śmiertelnik bez nawet krztyny chakry w żyłach, Kurama przecież może się teleportować! A teleportacja jest szybsza od chodzenia! I basta. Nikt na tym świecie nie przetłumaczy mu inaczej. Nikt. Zwłaszcza kiedy był wkurzony. Ot co.
Co prawda nie działały, by móc wydostać się na zewnątrz, co zapewne było działaniem bariery, ale są doskonałe do poruszania się wewnątrz.
Za dużo czasu spędziłem w towarzystwie Naru, teraz jego kretynizm mnie się udzielił — pomyślał z zażenowaniem Lis. Gdyby Shukaku tylko to zobaczył… Kyuu już prędzej pociąłby się mydłem w płynie o zapachu gumy do żucia niż miałby żyć ze wstydem.
Niemal natychmiast zaczął korzystać z jednej ze swoich ulubionych technik: Teleportacji Ognia.
Dzięki temu, że Lis miał niemalże nieskończone pokłady chakry, to mógł podróżować tak przez całe Podziemie i nawet się nie spocić. Technika ta zabierała tak mało jego energii, że nawet Sakura mogłaby teleportować się tak z Konohy do Suny i się nie spocić. Chyba. Sakura miała zaskakująco małe pokłady chakry, ale za to kontrola jej jest na niebywałym poziomie.
                W pewnym momencie jednak coś mu stanęło na drodze. A może ktoś? Cuś? Nad nazywaniem robotów o niezidentyfikowanej płci i jeszcze ciągotami do tanswestycji jeszcze popracuje.
                — Mettaton…
                — Ach, pamiętasz mnie, darling!
                — Oczywiście, że cię pamiętam, próbowałeś dopiero co mnie zabić, pamiętasz?
                — Właśnie w tej sprawie cię zatrzymuję, człowieku.
                Kyuu zajęczał głośno.
                — Nie jestem cholernym człowiekiem! Jestem DEMONEM! Czy mam to przeliterować? Nie ma sprawy! D-E-M-O-N. Jestem demonem, do jasnej cholery!
                Kurama chętnie by użył mocniejszych słów, ale jakby Artemis dowiedział się, że ich używał to by chyba go oskórował. A bynajmniej oskórowałby jego lisią postać, chłopakowi jakoś nie widzi się krzywdzenie ludzi. Kyuu solennie sobie poprzysiągł, razem z Weną oczywiście, że nad tym jeszcze popracują. A jak biedaka będą chcieli zgwałcić i on się nie obroni, bo nie chce skrzywdzić innych?
                A skoro o brutalności mowa…
                — Ałć, darling! Za co?!
                Lisowi przypomniało się, że miał przyłożyć Mettatonowi. Dla jego własnego dobra oczywiście.
                Tylko i wyłącznie dla jego dobra. A przynajmniej tak wmawiał sobie Kyuubi.
                — Słuchaj no mnie, panie. Ale słuchaj bardzo uważnie. Lepiej dla ciebie, jeżeli nie będziesz od tak wyjawiał czyichś tajemnic, a zwłaszcza kobiet. Bo możesz przez przypadek obudzić prawdziwego Diabła… — Kyuu zapatrzył się w przestrzeń niewidzącymi oczami.
                Kiedyś ktoś zdradził tajemnicę pierwszej jego jinchuuriki. Jakiś facet, już nawet nie pamiętał kto to był. Nawet bez używania jego mocy zdołała…
                Nie. Nie ma zamiaru sobie tego przypominać. Nadal straszy go to po nocach i tyle mu wystarczy. I wtedy to właśnie nauczył się, żeby nie zadzierać ze wściekłą kobietą. Dla niego i reszty otoczenia lepiej jest, jeżeli po cichu się wycofa. Tak też jest łatwiej. I przy okazji wyjdzie z zasięgu rzeczy rzucanych przez kobietę. Tak na wszelki wypadek. Dla jego własnego bezpieczeństwa i dobra.
                — Stary, poważnie mówię, nie rób tego. Po prostu nie — chwycił za ramiona Mettatona. — Tak jest lepiej dla wszystkich, rozumiesz? A zwłaszcza dla ciebie lepiej — zaczął nim potrząsać. — Obiecaj mi, że tego nie zrobisz więcej!
                — Człowieku, puść mnie! Posądzę cię o tykalność mojej nietykalnej osoby, darling!
                — NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM DO CHOLERY! — Wykrzyknął Kyuu, pokazując przy tym wszystkie swoje kły, a oczy błysnęły z wściekłością.
                Mettaton natychmiast umilkł, kiedy tylko wyczuł zabójczą intencję u Lisa. Sensory jego wariowały od dziwnych wytycznych pochodzących z tego otoczenia, ale wiadomość Kuramy dotarła do niego jasno: nie wkurzaj mnie więcej, bo to źle się dla ciebie skończy.
                — Skoro nie jesteś człowiekiem, to niby kim?
                — Zapytaj Alphys jak już ją przeprosisz, to się dowiesz. Poza tym już mówiłem kim jestem, musisz sobie chyba pamięć wymienić skoro już nie pamiętasz. Nie. Mam. Czasu. Z drogi!
                I Kyuu zaczął teleportować się dalej, zostawiając oszołomionego Mettatona za sobą.
                Zostało mu zaledwie pięćdziesiąt minut do obiadu i miał sporą obsówkę. Musiał się pospieszyć, jeżeli pragnie jeszcze żyć.
                Szczerze mówiąc to do teraz nie pamiętał, jakim cudem dostał się tak szybko do pałacu zamkowego. Teleportacja miała mimo wszystko wady — jeżeli za często jej używasz, to otoczenie zaczyna ci się zlewać ze sobą, nawet jeśli jesteś jednym z najpotężniejszych demonów żyjących na tej Ziemi.
                I musiał przyznać, że miał niezłego pecha, że akurat tutaj trafił na Sansa.
                — Człowieku…
                Kyuu nie miał nic do tego gościa, poważnie, nawet jeżeli jego suchary są przynajmniej dziwne, serio. Ale Kyuubi’emu skończyła się już odstawiona na ciężkie czasy cierpliwość. Najwyższy czas pokazać, że jest tym cholernym demonem, a nie człowiekiem.
                Zaczął składać bardzo szybko znaki, a po chwili przebił kłem kciuk i trochę krwi skapło na posadzkę.
            — Hej, kolego, co ty robisz?
                — Biorę cię na wycieczkę. I nie masz nic do gadania, gaki — chwilę później Kyuu przejechał kciukiem po czole Sansa, a ten upadł na posadzkę.
                Szkielet znalazł się w… dziwnym miejscu. Wszędzie było mnóstwo wody, a wokół niego było dużo drzwi. Przez chwilę wydawało mu się, że jest w jakimś dziwnym szpitalu prosto z horroru.
                — Chodź za moim głosem, gaki.
                Z jednej strony Sans nie miał ochoty słuchać tego głosu, ale z drugiej strony brzmiał on dziwnie podobnie do Kyuu… Odpalił swoje glaster blaster (na wszelki wypadek) i powoli przemieścił się do źródła głosu. Po chwili stanął przed czerwonymi drzwiami.
                — Na co czekasz? Wejdź do środka.
                Sans pchnął drzwi i wszedł do środka. Zobaczył ogromne stalowe kraty, otwarte. Cokolwiek miało być tam zamknięte, już nie było, a ciemność otaczała tamo miejsce. A w tej ciemności majaczyły się czerwone, złowrogo błyszczące oczy. Po chwili poczuł na twarzy podmuch ciepłego powietrza.
                Ale czy na pewno powietrza?
                Sans wystrzelił jeden laser w górę, dzięki czemu zobaczył, co się majaczy w ciemności. Była to ogromna postać szczerzącego się Lisa, leżącego na całej tej wodzie. Dziewięć rudych ogonów wirowało nad jego postacią.
                Szkielet niemalże podskoczył, kiedy go zobaczył. Kyuubi zaśmiał się w głos.
                — Nie masz się czego obawiać, gaki. Tak bardzo chciałeś widzieć we mnie człowieka więc co ty na to powiesz? Może w końcu wbije ci się do twojej twardogłowej czaszki fakt, że jestem demonem!
                Po chwili Sans ujrzał błysk światła i po chwili z ciemności wyszła ludzka postać Kuramy, który wciąż się szczerzył.
                — Uwierz mi, jeszcze trzy lata temu zajebałbym was wszystkich na miejscu za to, że choćbyście myśleli o tym, że jestem człowiekiem. No ale wiesz, czasy się zmieniają, podobnie jak moi jinchuuriki i ich szefowie, przez co musiałem się nauczyć cierpliwości. Co za ból w tyłku.
                Kyuu podszedł do Sansa i poklepał go po głowie.
            — Gdzie my jesteśmy?
                — W duszy mojego jinchuuriki. Jestem w nim aktualnie zapieczętowany. Może, ale tylko może byłbyś w stanie mnie tutaj poważniej zranić. O zabiciu nie ma mowy, bo nie mam w tym miejscu ciała, a jedynie jego projekcję. Duszy w ogóle nie mam. A i nie strzelaj więcej tutaj laserami, Naruto potem ma okropne bóle głowy przez to.
                — Rasengan!
                I w tym momencie Kyuu dostał techniką w tył głowy.
                — Naru! Za co?!
                — Za chęć do życia i miłość do ojczyzny! Gdzie ty się podziewasz, do jasnej cholery co?! Wszyscy cię szukają!
                — A uwierzyłbyś mi, gdybym ci odpowiedział, że sam nie wiem, gdzie jestem? W jakimś Podziemiu, to na pewno. Chyba gdzieś pod Tybetem, ale łba za to nie dam.
                — Pojechałeś do Tybetu beze mnie?!
                Kyuu poklepał się po uszach, marszcząc przy tym brwiami. Widać, że głowa go zabolała od krzyku Uzumaki’ego.
                Oczywiście to też mogło mieć też związek z przyjęciem rasengana na główkę, ale to kompletnie inna sprawa.
                — Na pewno nie z własnej woli, pracuję nad wydostaniem się stamtąd.
                — No ja myślę. Przekażę Darce-san, że jesteś gdzieś pod Tybetem w jakichś podziemiach czy innych tam lochach i przylecimy cię pewnie odebrać.
                — Spoko, tylko pamiętaj, że mają jakąś chrzanioną barierę.
                — E tam, pewnie nic, czego by dobrze umiejscowiony rasengan by nie rozwiązał. Albo Rasenshuriken, ta technika rozedrze wszystko.
                — Oj tak, bolało jak cholera, kiedy nim oberwałem.
                Przez chwilę kontemplowali tak, jinchuuriki i biju, nad pięknem i śmiercionośnością tej cudownej techniki, jak również myśleli nad ich pojedynkiem sprzed laty.
                Ach, piękne czasy, wtedy Kyuu mógł spokojnie palić żywcem duchy bez obawy o ból głowy.
                A skoro o duchach mowa…
                — Ej, przy okazji, jak będziecie po mnie lecieć, to weźcie jakiego egzorcystę ze sobą, dwa duchy za mną non stop latają, a do tego chyba słonecznik jest opętany.
                — Słonecznik? — spytał Naruto niepewnie, marszcząc przy tym brwi.
                — Naprawdę nie chcesz wiedzieć — zadeklarował Kurama.
                Naruto westchnął, po czym dopiero teraz uświadomił sobie, że jest ktoś jeszcze w jego umyśle.
                Przyjrzał mu się.
                Szkielet w niebieskiej bluzie i różowych kapciach?
                Heh, pewnie spodobałby się tej różowej małpeczce, Yachiru.
                — Kurama, co tu do cholery robi ten szkielet? — Rzekł Naruto, przygotowując się do epickiej walki o swoją duszę.
                — Uznałem, że ktoś powinien w końcu zauważyć, że jestem pieprzonym demonem. Co prawda Alphys domyśliła się sama, kochana, choć irytująca istota, ale reszta jakby nie chce się słuchać.
                — Typowe. Też mnie nie słuchali, kiedy mówiłem, że zostanę bohaterem Konohy i co? Jestem teraz bohaterem wojennym wszystkich nacji i jedną z najpotężniejszych osób w tamtym uniwersum!
                — Heh, nie musisz mi tego mówić. Dobra, zmywam się, mam króla do spotkania i barierę do rozwalenia.
                — Pod warunkiem, że my nie rozwalimy jej pierwsi — powiedział Naruto na odchodne i zniknął.
                Zapadła chwila ciszy.
                — Technika, która rozedrze wszystko? — powiedził Sans.
                — Ano. Rasenshuriken rozwala nerwy bodajże na poziomie atomowym czy coś takiego wieloma precyzyjnymi jak cholera atakami małych igieł. Ciało niby pozostaje w miarę całe po tym wszystkim, ale  regeneracja po tym zajmuję dłuższą chwilkę. O ile ją w ogóle przeżyjesz — powiedział Kyuubi mrocznie.
                — A-ach — to jedyne co Sans mógł powiedzieć.
                Być może i jego Gaster Blaster potrafiły zrobić z kogoś przystawkę na grilla, ale nie były one w stanie rozwalać nerwów na tak małym poziomie, nie mówiąc o zachowaniu przy tym ciała.
                Wow. Po prostu… Wow.
                — Dobra Sans, wynosimy się stąd, bo być może i Naruto przekaże szefowej, gdzie jestem, to i tak wolę być na miejscu, kiedy ona przybędzie pod barierę.
                Szkielet nie zdążył nic powiedzieć, kiedy Kurama pstryknął palcami i wszystko po raz kolejny zniknęło.
               
                Kyuu szedł do króla razem z Sansem.
                Czy też raczej, Kyuu szedł do króla ciągnąc za sobą ten leniwy szkielet. Lepiej mieć przy sobie kogoś, kto wiedział, że nie jest człowiekiem i najwidoczniej ma wolny dostęp do pałacu królewskiego. To musiało znaczyć coś dużego, w końcu nie zaprasza się prawie że obcych do chodzenia jak się chce po zamku.
                Ale w każdym razie nie jest to ważne.
                Kurama pogadał z Królem, potem znowu przesiedział ataki, aż w końcu król się znudził.
                Ale Kyuu i tak był pod wrażeniem, bowiem ten potwór był zdecydowanie potężniejszy od reszty. U tamtych ataki były mocnymi łaskotkami, a te ataki były raczej drapnięciami niż łaskotkami, co ustawia się po stronie plusów.
                Co prawda niewiele one zdały się na Kyuubi’ego, ale Kyuubi to Kyuubi, na niego działały tylko techniki zaprzężone w chakrę i brutalna siła, chociaż to drugie i tak było podchwytliwe z tą jego regeneracją.
                Potem przylazł Flowey.
                Zaczął coś chrzanić, standardowa gadka szmatka głównego złoczyńcy przy finałowym stage’u.
                A potem, potem ktoś zawołał poprzez barierę:
                — Halo! Każdy po drugiej stronie niech odsunie się od tych cholernych drzwi, rozwalamy je na drobny mak za dokładnie minutę!
                Kyuu momentalnie rozpoznał głos Darki, z czego się ucieszył, jednakże chwilę potem zbladł, kiedy tylko usłyszał komunikat.
                Szybko chwycił Flowey’a i odsunął się od bariery, a kiedy pociągnął słonecznika, pociągnął za sobą również resztę potworów.
                — Uwaga, Naruto zaraz przywali nie jednym, lecz dwoma Rasenshurikenami w tę barierę! Odliczam! 10, 9, 8… A, walić to, Naru, wal!
                I walnął tak mocno, że aż huknęło.
                I nagle bariera zniknęła.
                — No, była bariera, ni ma bariery — to był jedyny komentarz ze strony Kuramy.
                — Kura-chan~! — nagle na biednego demona rzuciła się kuzynka Weny, Silene.
                Silene była demonicą o czarno-białych włosach i brązowych oczach, która za cel swego życia ustanowiła wyjść na Kuramę i mieć z nim gromadkę dzieci.
                — No nie! Po co ją tu przywlekliście?!
                — Twoja kara za nie pomyślenie wcześniej, że możesz dotrzeć do nas przez Naruto —  powiedziała Darka. —  Swoją drogą, Ichigo, weź załatw te duchy i opętanego słonecznika.
                — Przecież nie jestem egzorcystą.
                —  Ale jesteś shinigami, prawie na jedno wychodzi. No już, bierz się do roboty!
                Ichigo westchnął cierpiętniczo, ale chwycił za Zangetsu i odesłał dwa duchy do zaświatów.
                — Hmm… Osoba w tym słoneczniku powinna być martwa już od lat, a jednak żyje. Ciekawa sprawa, Kurotsuchi by się zainteresował.
                — Ichigo, co ci mówiliśmy o okrucieństwie wobec innych? — powiedział Yoh Asakura, czytając przy tym mangę.
                W tym właśnie rozdziale mangi Ao no Exorcist  Rin zostaje przyjęty do Akademii Prawdziwego Krzyża i miał się nauczyć, jak korzystać z jego nowoodkrytych mocy oraz zostać egzorcystą jak jego brat bliźniak i przybrany ojciec. Zapowiadało się ciekawie, nie ma co.
                — Ta, ta, spokojnie, nie oddam go tam. Ale i tak muszę go przeciąć, bo inaczej ten potworek w życiu spokoju nie zazna — rozejrzał się po osobach w pomieszczeniu i spojrzał na Toriel i Asgore’a — On jest chyba waszym szczylem i pewnie nawet nie mieliście o tym pojęcia. Poważnie, eksperymenty na duszach powinny zostać zabronione. No cóż, żegnam — i Ichigo wysłał świadomość Asriela do Zaświatów, kiedy król i królowa przeżywali ciężki szok.
                — Wiecie, w sumie o ciekawe, że z jakiejś racji wy, potwory, myśleliście, że siedem dusz ludzkich dzieci niewinnych jak małe kociaki (w większości przynajmniej) pozwolą wam wydostać się z Podziemia — zaczęła mówić Darka. — Anna, ty tu masz wiedzę na chyba wszystko, powiedz mi, na czym polegała ta bariera.
                — Jest to ten typ bariery, która jest dostosowywana do wierzeń ludu. Jeżeli potwory myślałyby, że są to zwykłe drzwi, to mogliby wyjść już dawno temu, jednakże skoro uznali, że potrzebnych jest siedem dusz ludzkich, to bariera się do tego dostosowała — odpowiedziała szybko Anna.
                — Hmm, ciekawe. Dobra, koniec tego dobrego, ferajna, idziemy do domu! — Zawołała szefowa i Kyuubi chyba nie mógł być bardziej zadowolony.
                Gdyby tylko Silene się od niego odczepiła, to byłoby już totalnie cudnie.
                ---------------------------------------------
                Koniec! At last XD
                A więc, nie mam wymówki na niepisanie. Poza zapomnieniem o blogu, kiedy odkryłam prawdziwe piękno AO3 i ff.net.
                Ach, czytanie kilka fanfiction na tydzień jest doprawdy cudnym uczuciem :’)
                Nie wiem, kiedy coś następnego dodam. Wiem tylko, że pracuję nad kolejną aranżacją UT, tyle że nie parodię i (mam nadzieję) trochę mroczniejszą. Czy coś z tego wyjdzie? Nie mam pojęcia!
                Coś z tego pomysłu możecie zobaczyć na moim dA, gdyż dodałam tam coś w stylu połowy strony niby komiksu. Co prawda to będzie normalny fanfic, o ile go napiszę, ale jakoś tak fajnie mi tamto wyszło, że uznałam, że opublikuję.
                Mam też kilka szkiców Sansa i Friska (bo w tym AU jest on chłopakiem), które będą opublikowane w ciągu kilku następnych kilku dni. Głównie ekspresje twarzy i jedną część ubrania ( Frisk – płaszcz,  Sans – nowy golf), ale zawsze coś.
                W każdym razie powiem tyle jeszcze – zdałam maturę i dostałam się na studia ^^ idę na informatykę, bójcie się XD
                Dobrze, wystarczy już tego ględzenia. Życzę wam miłego wieczoru ^^.
                Pozdrawiamy!
                Dawno niewidziana Darka3363 i jeszcze dłużej nie widziana Wesoła Drużyna Pierścienia



                Kiedy tylko Kyuu zdołał się uwolnić od Silene i przedrzeć się przez hordę potworów kontemplujących piękno świata, zaczepiła go Toriel.
                — Drogie dziecię…
                Kyuu miał tego serdecznie dość.
                — Do cholery jasnej! NIE JESTEM DZIECKIEM I NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM, TYLKO DEMONEM, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY!
                Darka tylko spojrzała na niego ze zmartwionym wzrokiem.

                — Biedny Kura-chan, chyba miał ciężkie ostatnich parę godzin. Ach, nic to, idziemy na obiad! Dzisiaj mamy schabowe! — i szczęśliwa dziewczyna jako pierwsza ruszyła w stronę otwartego portalu prowadzącego do domu.

niedziela, 5 marca 2017

Hetalia — Spotkanie międzynarodowe, cz.2

Wróciłam do żywych!
Kyuu: Ale nie z tym, co trzeba -.-„
Shut up, wiem >.>
W każdym razie! To poniżej to coś w stylu one-shota podzielonego na półtorej drabble i ostatnie na podwójne drabble.
Hao: Dla niewtajemniczonych, drabble to krótka forma składająca się ze stu słów.
Ale ja nie potrafiłam się zmieścić w stu, więc zrobiłam na sto pięćdziesiąt i dwieście słów ^^
No ale dość już nas, zapraszamy do czytania!
UWAGA!
OPARTE BEZWSTYDNIE NA STEREOTYPACH, WIĘC SKORO JESTEŚCIE WYCZULENI NA TO ORAZ POPRAWNOŚĆ POLITYCZNĄ I UOGÓLNIANIE WSZELAKIE, TO PROSZĘ WCISNĄĆ TEN CZERWONY KRZYŻ ZAWIŚCI U GÓRY PO PRAWEJ! RESZCIE ŻYCZYMY MIŁEGO CZYTANIA!
Postanowienie drugie, podpunkt szósty regulaminu dobrego pisania*


Polen
Feliks Łukasiewicz odłożył kieliszek z wódką, który był w połowie drogi do ust (Ivan nie był zadowolony ani trochę, gdyż on sam też musiał wtedy odłożyć kieliszek, bo sam pić nie będzie) i spojrzał na Ludwiga zaciekawiony niezmiernie.
— Od dawna się nad tym zastanawiałem, ale dlaczego nigdy nie zapraszasz innych na te swoje popijawy oprócz nas? Myślałem że kto jak kto, ale twoim motto jest ,,im więcej tym weselej"?
— Niemcy. Mój słodki, naiwny kolego. Padło ci już kompletnie na mózg? — Feliks spojrzał na niego znad kieliszka z ponurą miną. — Myślałem, że ci przeszło po drugiej wojnie światowej, szczerze mówiąc.
Jednakże nie tylko Niemcy się nad tym zastanawiał, zarówno Węgry, czyli Elizabeta Héderváry, Rosja, czyli Ivan Braginski jak i Litwa, czyli Toris Laurinaitis, również się nad tym zastanawiali od jakiegoś czasu i pochylili się nad stołem w kierunku Feliksa, ciekawi wyjaśnienia.
Feliks westchnął.
— No dobra, niech już wam będzie. Powiem.


                Gdyby ktoś w tej chwili wszedł do jadalni w Wersalu, to by musiał przetrzeć oczy ze zdziwienia, gdyż nie często się zdarza, żeby zastać Feliksa Łukasiewicza, personifikację Polski i najlepszych różnych cech tego narodu europejskiego,  siedzącego na drogim żyrandolu i trzymającego się go kurczowo, próbując przy tym kopnąć Francisa Bonnefoy’a, personifikację Francji, kolejnego dużego europejskiego kraju.
                — No dalej, Pologne, chodź się do mnie przytuuuuliiić!
                — Spadaj Francis! Ja nie mam totalnie nic do biseksualnych, ale masz trzymać swoje łapy z dala ode mnie, zwłaszcza, że jesteś pijany!
                W końcu Polsce jakoś się udało jednak kopnąć Francję tak, by stracił przytomność i wtedy Feliks mógł spokojnie zejść z żyrandola i cichaczem się wymknąć z pałacu, by wrócić do stolicy swego kraju.
                — Nigdy więcej picia z Francją, nawet jeśli ma mnie to życie kosztować, za szybko się, cholera, upija… — tak marudząc pod nosem Łukasiewicz położył się do łóżka, zgasił lampkę nocną i zasnął.


                Kiedy Feliks został zaproszony na picie przez Alfreda F. Jonesa, personifikację Ameryki, nie zdołał w porę sobie przypomnieć, dlaczego zazwyczaj nie chciał z nim pić. Jednak kiedy sobie przypomniał, było już za późno —Feliks leciał już samolotem do Białego Domu.
                Otóż, Ameryka miał dużo mocniejszą głowę od Francji (większość krajów ma), jednakże miał wtedy od tendencje do namawiania Polski do rozpoczęcia wojny z Rosją.
                Fakt, Feliks nie bał się Ivana, bo z jakiej racji miałby się go bać, tyle tylko, że Łukasiewicz nie był głupi — po pierwsze bez sprzymierzeńca go nie pokona, a po drugie to tylko pijackie bajanie Alfreda. Gdyby miało dojść co do czego, to Ameryka za Chiny nawet mu nie pomoże.
                Poza tym Ameryka potem gada o podboju Wszechświata używając armii kotów i żywieniu ludzkości wyłącznie hamburgerami.
                Ten poziom bredni to za wiele dla Feliksa, więc kiedy tylko znalazł okazję, to się zwinął z powrotem do Warszawy.


                Pił z Grecją, Heraclesem Karpusi,  może raz czy dwa już wcześniej, Łatwo było zapomnieć jednak, że Grecja miał bardzo słabą głowę (porównywalnie słabą do Francji) i że pije tylko i wyłącznie drogie wina.
                Polska już wcześniej pił greckie wina i musiał przyznać, że są bardzo dobre, no ale żeby aż się upić po zaledwie trzech butelkach? Hercules miał szczęście, że pił teraz z Polską a nie z Rosją, kto wie, co by ten Sowiet zrobił biednej pijanej Grecji…
                Pewnie zabrał by kawałek terytorium lub dwa.
                Polska westchnął i zaniósł śpiącego Karpusi’ego do pokoju do łóżka i przykrył go kocem.
                — Dzięki, Polonia — mruknął Hercules w krótkiej chwili przytomności.
                — Nie ma sprawy i pamiętaj, nie pij z Ivanem, jeszcze coś ci zrobi.
                — Etsi Polonia. — I po tym Grecja już definitywnie zasnął.
                Feliks tylko pokręcił z politowaniem głową, szybko pozbył się butelek po winie i opuścił Pałac Królewski w Atenach, wracając do domu.


                Picie z Anglią nigdy nie należało do przyjemnych życzeń, ale od czasu do czasu niestety trzeba, jak to uznaje Arthur Kirkland: ,,Do podtrzymywania dobrych stosunków pomiędzy nimi”. Cholerna Anglia i jego formalności oraz poprawność polityczna, Feliks nie lubił z nim pić?
                A to dlaczego?
                Po pierwsze, Arthur nalegał wręcz na wymienianie się formalnymi uprzejmościami. Polska nie miałby nic do tego, gdyby one nie ciągnęły się przez godzinę. Potem zazwyczaj tematy schodziły na politykę.
                Poprawka.
                Zawsze schodziły na politykę.
                Felek nie po to pije, żeby gadać o polityce, do diabła starego!
                Ale najgorsze ze wszystkiego, przez co Feliks ma ochotę się popłakać jest fakt, iż Arthur zapija swoją whiskey herbatą.
                Feliks zwyczajnie nie ma nerwów na picie z Anglią. Dlatego opracował plan.
                Kiedy przychodzi jego kolej na nalewanie, to daje Anglii po kryjomu więcej niż sobie (Arthur o tym nie wie), a potem jest wolny i może się ewakuować do domu.


Feliks pił z Japonią tylko raz w życiu. Uznał, że musi spróbować chociaż raz sake, które w jakimś stopniu było inszą odmianą wódki, robionej z ryżu, więc można by spróbować, przecież go to nie zaboli.
Jak się okazało nie zabolało fizycznie, ale psychicznie.
Honda Kiku ma dziwne przyzwyczajenia jeżeli chodzi o picie.
Nie może Feliks marudzić na picie z czegoś, co wygląda na małe talerzyki, ponieważ sam nalegał na picie wódki z kieliszków, jednakże Japonia po pijaku… Był po prostu straszy.
Feliks Łukasiewicz nie mógł wręcz uwierzyć, że dobry,  skromny, miły Honda, personifikacja Japonii, może mieć aż taką mroczną stronę.
Kiedy Japonia zaproponował, ażeby obejrzeć jakieś anime, Polska nie miał nic przeciwko, kilka już oglądał i były całkiem fajne, tylko że Japonia włączył… Hentai.
A Polska nie ogląda takich rzeczy.
Dlatego wtedy, kiedy miał okazję ogłuszył Kiku, położył go do łóżka i zmył się z Pałacu Cesarskiego z prędkością światła.


— I to dlatego piję tylko z wami. Wasza tolerancja na alkohol jest mniej więcej równa mojej i nie jesteście zboczonymi dupkami po pijaku, więc daje się was tolerować. — Polska zakończył opowieść, po czym wypił trzy kieliszki wódki na raz. Teraz to miał zamiar wypić ile może i się upić, gdyż nie chce nawet pamiętać o piciu z Japonią. To przynosi złą aurę i atmosferę do otoczenia.
Polska zdecydowanie nie lubi być ponury podczas picia.
Ludwig pokiwał głową zadowolony z wyjaśnień.
— To wyjaśnia, dlaczego pijesz z Russland, pomimo że go nie cierpisz ze wzajemnością od 1610 roku. — Powiedział spokojnie, zaplatając ramiona na torsie.
Feliks coś burknął pod nosem, podczas gdy Ivan nalewał kolejną kolejkę do kieliszków. Węgry i Toris nie mieli pojęcia co robić, śmiać się z opowieści Polski, czy też raczej mu współczuć.
— Ech, nieważne w każdym razie — Feliks machnął ręką. — Złe rzeczy kazałeś mi sobie przypomnieć Niemcy, a miało być miło. Za karę pijesz podwójnie pięć następnych kolejek! — Wykrzyknął na końcu.
Was?! Nie ma mowy!
— Według totalnie polskiego prawa tak! Było mi o tym nie przypominać!
I ta kłótnia trwała dopóki cała wódka się nie skończyła i państwa nie przerzuciły się na bimber.
Ale to już kompletnie inna historia.


*Coś takiego nie istnieje, po prostu dobrze mi zabrzmiało (pewnie istnieje, ale ja tego nie czytałam, no cóż...)
A więc mam nadzieję, że wam się to podobało ^^ Dawno nie napisałam niczego z Feliksem i stęskniłam się na nim *tuli Feliksa*
Felek: *odwzajemnia przytulanie*
W zasadzie nie mam jako takich ogłoszeń, poza tym że wkręciłam się w fandom Danganronpy i Naruto… Znowu. Fandom to najlepsza i najgorsza rzecz, która mi się przytrafiła w życiu.
Nie żałuję tego ani trochę XD
Moja siostra się wkręciła w Sherlocka z kolei, co pociągnęło za tym że wiem co nieco o tym, co się dzieje w serialu. Moriarty, mój mistrzu z I want to break free zespołu Queen, byłeś fenomenalny w finale trzeciego sezonu XD
Koniec ogłoszeń, można się rozejść!
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia

czwartek, 19 stycznia 2017

Marco Kubiś, Marco Kubiś, Marco Kubiś 8734

Hej wam!
Pomagamy testować Marco Kubisiowi jak skutecznie wyszukuje siebie w internecie!
W tym celu używamy pradawnego i mrocznego rytuału, który zakrawa o nekromancję i jest już wpisane na Listę Czarnej Magii w Salem.
Czyż pomaganie nie jest piękną ideą?
Niemalże tak piękną jak jedzenie pizzy, czekolady, czytania książek i oglądania krwawego i łapiącego za serce anime :') Takie jak Tokyo Ghoul na przykład.
Tamte ghoule to by miały fajne życie, gdyby nie rasizm. Jedzą tylko ludzkie mięso i mogą pić tylko kawę.
Ale z drugiej strony żyć bez pizzy i czekolady...
No, nieważne tak czy siak!
Powoli, ale to bardzo powoli idą prace nad SK. Zatrzymałam się w momencie, gdzie to próbuję wyjaśnić Hao wszystko przez jego kolegów z kręgu.
Kyuu w swoim multi-shocie jest gdzieś przy końcu drogi, ale jeszcze trochę do końca mu brakuje, tak czy siak.
Poza tym pisałam inne rzeczy, jednak niekoniecznie na tego bloga. Powiedzmy, że jak wypali to wam powiem, stoi?
Poza tym mam takie zalążki planu na przetłumaczenie ,,Dear Order". Jest to dwadzieścia jeden listów od Harry'ego dla Zakonu Feniksa, gdzie wyraża swoje ogólne niezadowolenie swoim obecnym miejscem pobytu. Ale nie martwcie się, jako że jest to parodia, to chaos być tam musi. Dodałabym to na mojego bloga o HP, bo tam zionie pustkami...
A miałam tyle o Założycielach Hogwartu pisać. No cóż.
Tak więc, zakańczając ten wywód, mam nadzieję (niewielką, ale jednak), że ktoś jeszcze zagląda na ten blog, albo przynajmniej o nim pamięta. Postaram się napisać coś na przyszły miesiąc, ale nic nie obiecuję, pamiętajcie!
Pozdrawiam!
Darka3363

PS: Dzisiaj bez akapitów, bo mi się nie chciało Worda otwierać. To się nazywa skraj lenistwa...

sobota, 31 grudnia 2016

Nowy Rok z Wesołą Drużyną Pierścienia!

                — Yoh?
                — Tak?
                ­— Nudzi mi się.
                — I co w związku z tym?
                — Wymyśl coś do porobienia.
                — Ale to tobie się nudzi, a nie mnie.
                —… Wycwaniłeś się. Chyba czas najwyższy, żebyś przestał widywać się z Weną, ma na ciebie zły wpływ.
                — Odezwał się gość, który pragnął anihilacji ludzi przez ostatnie tysiąc lat.
                — Naprawdę trzeba ograniczyć twój kontakt z Weną. I od kiedy znasz takie trudne słowa jak anihilacja?!
                Hao i Yoh siedzieli na kanapie w salonie w domu Wesołej Drużyny Pierścienia, Hao się nudził, a Yoh czytał mangę.
                Zbliżała się powoli godzina dwudziesta druga, a był trzydziesty pierwszy grudnia, czyli powszechnie znany jako Sylwester.
                Hao z nudów siedział do góry nogami. Włosy opadały mu na podłogę, ale przynajmniej grzywka nie wchodziła w oczy. W ręku trzymał pilot od telewizora i skakał po kanałach, nie znajdując niczego wartego jego uwagi.
                Yoh czytał mangę. Było to Sailor Moon, z powodu braku innych mang na dzień dzisiejszy. Darka wzięła sobie akurat Tokyo Ghoul, a reszta w tajemniczy sposób zniknęła (czytaj: Anna skonfiskowała do czasu powrotu Króla Duchów ze szpitala psychiatrycznego).
W końcu jednak do pokoju weszła Anna. Zignorowała swojego narzeczonego, podeszła do Hao i zabrała mu pilot, po czym położyła się na dywanie. Hao w tym momencie postanowił się oburzyć.
— Hej!
— Siedź cicho. I tak nic nie oglądałeś.
Tym bardziej Annie zależało na oglądaniu w tej chwili, gdyż rozpoczął się kolejny odcinek jej ulubionej telenoweli. Dziś Eryka miała się dowiedzieć, że Rafael ja zdradzał i Anna miała cichą nadzieję, że Eryka poradzi się Julii, co ma zrobić, gdyż dziewczyna nie przebierała w środkach.
Hao zawiesił ręce na torsie, co w połączeniu do siedzenia na kanapie do góry nogami wyglądało komiczniej niż zwykle by to wyglądało.
                Westchnął. Nie miał nic do roboty, a wszyscy byli czymś zajęci.  Darka grała razem z Kyuu, Shikim i Weną w Left4Dead 2 (co jakiś czas było słychać wyzwiska i przekleństwa rzucane na lewo i prawo), Naruto, Tsunade, Shikamaru  i Sasuke zwinęli się do Konohy na czas Sylwestra, Ren wyjechał do rodziny do Chin razem z Jun, Hiroto i Sakuma mieli jakiś tam mecz charytatywny bo cośtam, a Ichigo, Kenpachi i Yachiru mają kolejną rozwałkę w Huenco Mundo.
                Chociaż, nie wszyscy byli czymś zajęci…
                Artemis  był u siebie w pokoju i jakoś mu się nie udzielał sylwestrowy nastrój.
                Hao wstał z trudem z kanapy i poszedł do Arty’ego.
                Anna dalej oglądała telenowelę, a Yoh czytał mangę.
                — Jak myślisz, co wymyślił?
                — Nie wiem i jakoś nieszczególnie mnie to obchodzi, dopóki nie będzie mordował ludzi to jest spoko — odpowiedział Asakura, pochylając się nad mangą. Właśnie Mamoru i Usagi spotykają po raz pierwszy Chibiusę, która spadła im z nieba. Był ciekawy, jak to się dalej potoczy.
                — I jak masz zamiar się dowiedzieć, że nikogo nie zamordował? Ja ci nie dam przełączyć na wiadomości — powiedziała Anna, nie odrywając wzroku od telewizora.
                — Wysyłam za nim listne duszki.
                Chwila ciszy.
                — Przecież ty ich nienawidzisz. Od zawsze to powtarzałeś.
                — To prawda, ale robią za dobrych szpiegów. Hao się jeszcze nie domyślił, że go śledzę, więc jak na moje to wystarcza. I wiesz, chyba je nawet zacząłem lubić, trzymają oko na sprawy, na które ja nie mogę swego oka mieć.
                —…Czasem się zastanawiam, czy Hao ma szczęście, czy echa mając takiego brata.
                Yoh zaśmiał się cicho i ponownie skupił się na mandze.
                -----------------------------------------
                — Arteeeemissss!
                Artemis robił co mógł, by zignorować starszego Asakurę, jednakże było to bardzo trudne zadanie. Próbował się skupić na książce, którą właśnie czytał, co nie przychodziło mu łatwo. A Hao bardzo dobrze odciągał jego uwagę, bawiąc się płomieniami nad jego głową i raz po raz wołając jego imię.
                — Arteeeemiiiiiis!
                — Czego chcesz? — westchnął chłopak, pocierając skronie.
                — Chodź ze mną na wycieczkę?
                Arty spojrzał na niego podejrzliwie.
                — A po co?
                — A nie wiem, nudzi mi się i tyle. Możemy kogoś odwiedzić albo coś.
                —…Nie jestem przekonany, czy to dobry pomysł. A co na to Darka-san?
                — Zwariowałeś? Nie jestem masochistą! Lepiej jej nie przeszkadzać, kiedy gra i ty dobrze o tym wiesz. A przynajmniej powinieneś wiedzieć.
                — Taa. No dobra, niech ci będzie. Chociaż dalej uważam, że to zły pomysł.
                Hao machnął na to ręką i wyszedł z pokoju, ciągnąc Artemisa za sobą. Wolał być pewien, że idzie z nim i nie czmychnie w najmniej spodziewanym momencie. Doszli do korytarza, gdzie ubrali kurtki i wyszli na zewnątrz. Kiedy Hao już miał przywoływać Ducha Ognia, nagle zobaczyli, że kret ryje kopiec na podwórzu.
                — O nie, nie ma takiej opcji! Przez to cholerstwo przewracałem się o wiele za dużo razy!
                Już Hao miał iść po łopatę, kiedy nagle z kopca wychyliła się czupryna… Brata Weny?  
                — Lucifer, a co ty tu robisz? — Zapytał zmieszany Kurogitsune.
                Lord skupił swoje oczy na Artemisie, a po chwili jego twarz zaczęła promienieć i zaczął machać w stronę dwóch członków Wesołej Drużyny Pierścienia.
                — Cześć wam! Jak się macie? Ja miałem iść na piekielne czereśnie, są właśnie w sezonie, a że mi się nudziło, to uznałem, że pójdę sam, incognito. I zacząłem kopać, bo wiecie, u nas czereśnie rosną w ziemi, za gorąco dla nich na powierzchni… Ale dobra. I tak jakby po drodze się zgubiłem.
                Lucifer wyszedł z kopca i otrzepał się z ziemi.
                — Hej! A może pójdziemy do mnie? Zrobimy sobie noc filmową!
                Chwila ciszy.
                — A będzie popcorn?
                — Pewnie.
                — A fajerwerki?
                — Nawet w salonie, jeżeli chcesz.
                — A jakie filmy?
                — Może Tank Girl? I jeszcze Harry Potter. I Larę Croft, bo dawno nie oglądałem.
                Chwila ciszy.
                — Nie wiem jak ty Arty, ale wchodzę w to.
                — Dla mnie też okej.
                — Ale poczekajcie jeszcze na nas! — wydarła się Darka zza okna. — Już jesteśmy przy końcówce finału i my też z wami idziemy!
                — Ta to ma wgląd na wszystko w tym miejscu, co?
                Hao i Artemis pokiwali zgodnie głowami, czekając na Kyuu, Darkę, Wenę i Shiki’ego.
                Nagle uwagę Asakury pochwyciło tajemnicze światełko w lesie nieopodal domu. Postanowił więc zostawić Artemisa i Lucifera pochłoniętych rozmową i postanowił sprawdzić, co się tam kryje.
                Podszedł do krzaków najbliżej, jak się tylko dało, najciszej, jak tylko potrafił. Chwycił za pierwszą lepszą gałąź i podszedł bliżej.
                Jego oczom ukazała się ładna dziewczyna o czarnobiałych włosach, ładnej buzi, brązowych oczkach i tatuażach na policzkach tuż pod oczami. Były to tylko trzy czarne kropki pod jednym i drugim okiem.
                — Ty jesteś chyba Silene, co?
                Dziewczyna podskoczyła w miejscu.
                Hao znał ją z opowiadań Kyuu i Weny, gdzie to kuzynka dziewczyny próbowała na wszelkie sposoby usidlić Kyuu, by się z nią ożenił. Fakt, że Kyuu był mniej chętny niż ona do ożenku rozpoczęło dziwną, ale ciekawą  grę w kotka i myszkę.
                — Tak, to ja. A ty kim jesteś?
                — Mam na imię Hao, a Kyuubi ma okno po drugiej stronie domu, koło jeziora.
                Dziewczyna popatrzyła na niego chwilę, po czym szeroko się uśmiechnęła.
                — Dzięki! — I już jej nie było, a Hao wrócił do reszty.
                — Hao, wiesz, że Kurama nie da ci z tym żyć, prawda?
                — Pod warunkiem, że się o tym dowie. Bo chyba będziecie milczeć, co?
                — No raczej.
                Nagle usłyszeli krzyk Lisa i chichot Silene.
                — Chyba się do niego dorwała.
                — Ano.
                — Jak to dobrze, że schron przechodzi właśnie remont, bo inaczej nie byłoby nawet w połowie tak ciekawie.
                — Nom — odpowiedzieli zgodnie Arty i Lucifer, oglądając przez okno, jak Kyuu ucieka przed Sileną w już zniszczonej bluzce, świecąc klatą. Na jego twarzy był wyraz absolutnej paniki, podczas gdy Silene uśmiechała się i śmiała, kiedy goniła Dziewięcioogoniastego.
                — No to jak, idziemy?
                Hao odwrócił się, widząc już ubranych Darkę, Wenę i Shiki’ego.
                — Pewnie.
                — Kyuu, tylko domu mi nie zniszczcie! Nie stać nas na więcej remontów!
                I w ten sposób Hao, Darka, Shiki, Wena, Artemis i Lucifer postanowili Nowy Rok spędzić w Piekle siejąc zamęt i zniszczenie, oglądając przy tym filmy.
                -------------------------------------
                — Dobra ludzie, czas najwyższy dać życzenia na bloga.
                Do domu Lucifera w końcu doszli Silene i Kyuu, Lis z naburmuszoną miną trzymał na kolanach zadowoloną demonicę, która wtulała się w jego tors.
                — Życzenia mówisz? A co ludzie sobie życzą najczęściej?
                — Zdrowia, szczęścia, pomyślności i dużo hajsu.
                — I życzą dobrych pomysłów na blogi.
                — I żeby jeszcze kolejny rok był jeszcze lepszy, niż poprzedni.
                — No i widzicie? Już macie życzenia! A teraz chodźmy wystrzelić fajerwerki!
                — Hai!



                Pozdrawiamy was wszystkich i Szczęśliwego Nowego Roku!

                Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia