Właśnie wjechał pierwszy rozdział na Upadłych Bogach!
W końcu, można by rzec XD
Ale w każdym razie, jeżeli macie czas i ochotę, to wbijajcie ^^
upadli-bogowie.blogspot.com
Pozdrawiam!
Darka3363
poniedziałek, 22 stycznia 2018
niedziela, 24 grudnia 2017
Święta! #2
Następujące życzenia składa Wesoła Drużyna Pierścienia
1. Szczęścia w hazardzie i pieniędzy w
portfelu
Kyuu znowu zniszczył salon.
Nie trzeba było mówić, że Darka
absolutnie była nie rozbawiona.
Wcale.
Także wysłała Kyuu do kuchni
lepić pierogi za karę razem z Artemisem i Shikim.
Hao, Wena i Yoh przyglądali się
całemu zdarzeniu po cichu, ale jak tylko Darka i Kyuu wyszli...
— Stawiam na to, że nie
wytrzyma lepienia nawet przez dziesięć minut — powiedział Hao.
— Ile stawiasz?
— Dwie dychy.
Wena się przez chwilę
zastanowiła, po czym rzekła:
— Stawiam pięć dych, że
wytrzyma pół godziny.
Para spojrzała się na Yoh,
który zastanawiał się, co ma zrobić. Jeżeli cokolwiek postawi, to Anna zrobi mu
piekło, ponieważ nie cierpiała hazardu. Z drugiej strony jeżeli wygra, to
będzie mógł ją przebłagać kolacją w restauracji, żeby go nie zabiła.
Wolal nie myśleć, co się
stanie, gdy przegra.
— Trzy dychy na to, że wytrzyma
nieco ponad godzinę.
— Jak zawsze optymistą jesteś,
Yoh. Kiedyś to cię do grobu zaprowadzi. — powiedziała Wena, uśmiechając się drapieżnie.
— Nie ma szans, żebyś wygrał!
Godzinę i pięć minut
później...
— Mam dość! Nie wytrzymam już
dłużej w tym przeklętym przez Boga miejscu! — wykrzyknął Kurama wychodząc
z kuchni, cały biały od mąki.
Hao i Wienie opadły szczęki.
Yoh tylko się uśmiechnął spokojnie, po czym wyciągnął dłonie w kierunku tej
dwójki.
— Skąd wiedziałeś, że Kyuubi
tak długo wytrzyma? — wymamrotał ponuro Hao, dając bratu pieniądze.
— Zapominajcie ciągle, że
Kurama nie jest nastolatkiem. Ten facet wytrzymał lata nic nie robienia w
kolejnych jinchuurikich, więc to jest jasne, że ma trochę cierpliwości. Poza
tym w kuchni byli Shiki i Arty, a nie Ren, Sasuke i Naruto. Wtedy Kyuu nie
wytrzymałby nawet minuty.
Yoh spokojnie przyjął pieniądze
od brata i przyjaciółki, a po ich przeliczeniu schował je do kieszeni.
— Przyjemnie się robi z wami
biznes.
Teraz tylko żeby Anna się nie
dowiedziała o jego małej... Inwestycji.
2. Choinki zielonej, pięknej i
wielkiej
Artemis nie był w najmniejszym
stopniu szczęśliwy tego dnia.
Zaczęło się to wszystko całkiem
niewinnie. Przygotowania do świąt trwały, dom był sprzątany na błysk, jedzenia
było tyle, że równie dobrze na tych zapasach mogliby przetrwać zimę nuklearną a
panie w tym domostwie były nadzwyczaj zadowolone z życia.
Z kolei panowie zostali wysłani
po choinkę do lasu.
Artemisowi to nie przeszkadzało
wcale. Ba, nawet fajna była ta wycieczka w męskim gronie. A przynajmniej do
czasu, aż nie został porwany przez jakiś debili.
Po dwóch godzinach, podczas
których Ci porywacze wiali ile sił w nogach, by zgubić trop Artemis był
absolutnie przemarznięty do szpiku kości, głodny i nieszczęśliwy.
Bycie porwanym to bardzo
męczący biznes, wiecie?
Kiedy już miał paść na twarz z
pragnieniem umrzenia w spokoju, Kurogitsune zauważył nagle blask ognia, a potem
zrobiło się bardzo gorąco. Okazało się, że Kurama miał już dość zabawy w kotka
i myszkę i postanowił ruszyć na ratunek sam.
Kyuubi był bardziej podobny do
swojego jinchuuriki, niż miał ochotę się do tego przyznać.
Kurama uformował pieczęcie,
wziął głęboki oddech...
— Kurama, ty idioto, nie!
... I zionął ogniem w stronę
porywaczy i tym samym w stronę Artemisa i reszty załogi. I również choinki,
którą cały czas za sobą ciągnęli.
Co prawda Arty zdołał się
schować za bandą porywaczy, jednak choinka nie miała takiego luksusu.
— Kyuubi, coś ty narobił?!
Teraz musimy iść po nowe drzewo! — krzyknął Naruto, waląc w głowę Lisa.
3. Prezentów bez liku
Darka była absolutnie
przerażona, kiedy przyjechał listonosz z zamówionymi prezentami dla całej
Wesołej Drużyny Pierścienia.
Jak ona to wszystko pod choinkę
zmieści, cholibka?! Przecież to nawet salonu braknie na to wszystko!
... A było brać większą
chałupę, pomyślała dziewczyna ponuro, bynajmniej by problemu teraz nie było.
Darka podpisała papierek dla
kuriera, który zostawił wszystkie paczki pod domem i odjechał swoją
ciężarówką w dal.
Już nieważne, że się nie
zmieszczą, pomyślała Darka, przy tym blednąc, trzeba pomyśleć, jak to wszystko
wnieść do środka, kiedy nie ma nikogo poza nią w domu.
A było jechać w Bieszczady,
przynajmniej święty spokój by miała.
4. I Weny nieskończonej dla
pisarzy!
— Nie!
— No ale Wenuś...
— Nie możesz mnie zapakować i
wysłać do Will, nie jestem prezentem, do diabła!
Także ten... Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego roku życzą:
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia!
wtorek, 19 września 2017
Naruto, cz.1 — Powrót do przyszłości
Kiedy
Minato użył Hiraishin mając w
ramionach Kushinę od razu wiedział, że coś poszło nie tak, jak powinno.
Kiedy
transportował się z Uzumaki wcześniej (czy z kimkolwiek innym, jeżeli miał być
szczery), to nigdy nie odczuwał takiego ostrego szarpnięcia w okolicach
brzucha, poza tym czuł, że poruszali się aż za
szybko, o ile to było w ogóle możliwe.
Czyżby
popełnił jakiś minimalny błąd w rysowaniu pieczęci? A może zostali nagle
zaatakowani, kiedy miał użyć techniki?
Nie,
ostatnie jest wykluczone. Hiraishin
jest zwyczajnie zbyt szybki, żeby mógł tak po prostu oberwać w brzuch, nie
mówiąc o tym, że ani on, ani Kushina nie wyczuwali żadnego zagrożenia.
Sprawdzali całą okolicę dwa razy, wiedziały, gdyby było coś nie tak.
Niestety,
Minato nie mógł się teraz zatrzymać dopóki technika nie przeniesie ich do
drugiej pieczęci., bo inczej, gdyby się zatrzymał w środku drogi to mogłoby ich
rozerwać na malutkie kawałeczki. Pewnie można by było ich zmieścić w pudełku po
kunai , gdyby w ogóle coś z nich zostało i nie zostało wywiane przez wiatr.
Naprawdę
powinien popracować nad tym małym detalem, bo inaczej może się zrobić w pewnym
momencie nieciekawie. Kushina nieźle by go zjechała, gdyby przez niego miała
umrzeć w kwiecie wieku.
Kiedy
już osiągnęli kolejny punkt zaczepny pieczęci w biurze Hokage, Minato nie mógł
nie odetchnąć z ulgą. Ani jemu, ani Kushinie nic się nie stało i nie wylądowali
w jakimś obcym miejscu.
—
Dobra Minato, co się stało. Kręci mi się w głowie od tego poboru chakry, a wiem, że nie powinno coś takiego się
dziać. Tłumacz się. — Kushina brzmiała, jakby była na skraju wybuchu, jednak
udawało się jej jeszcze nad sobą panować.
— Nie
mam pojęcia, szczerze mówiąc. Może…
Nagle
otoczyli ich ANBU, przykładając kunai i
tanto do szyi Minato i Kushiny.
— Co
jest?! — krzyknęła Uzumaki.
ANBU
nie odpowiedzieli, tylko zaczęli wypuszczać zabójczą intencję w powietrze.
—
Niedźwiedź. Lecisz po Hokage-sama, przekaż mu wieści o intruzach.
— Hai.
Zanim mógł się jednak
ruszyć, drzwi do biura zostały otwarte i stał w nich mężczyzna o blond włosach,
niebieskich oczach i po trzema bliznami na każdym policzku. Miał około
trzydziestu lat i był ubrany w czarne spodnie, pomarańczową bluzę i
biało-czerwony płaszcz z motywem płomieni.
Był również, co zauważył
Minato, bardzo podobny z twarzy do Kushiny, podczas gdy miał jego własne
kolory.
Trzymał on w jednej dłoni
kubek kawy z napisem: Cuda załatwiam z
miejsca, na niemożliwe trzeba poczekać kilka minut, a w drugiej kilka zwojów.
— Hm? ANBU, co się dzieje?
Czy ja tu widzę… Niee, pewnie halucynacje czy coś. A było nie pić z Sasuke tyle
zeszłej nocy…
Przeszedł obok Minato,
Kushiny i ANBU, mamrocząc pod nosem coś o złych wyborach życiowych orz
beznadziejnych przyjaciołach i zasiadł za biurkiem, odkładając zwoje i kubek.
Ziewnął mocno, rozciągając się na fotelu, jednak po chwili spoważniał.
— Dobra, chcę wiedzieć, co w
moim biurze robią osoby, które były uznawane za zmarłe od ponad trzydziestu
lat. ANBU, zabezpieczyć drzwi i powiedzcie tam na zewnątrz, że nie mam czasu na
spotkania.
— Hai.
Mężczyzna wyjął jakieś
dziwne, czarne pudełko i wcisnął jakiś guzik.
— Raport.
— Hokage-sama, ci obcy
ludzie pojawili się w twoim biurze w ułamku sekundy, nie było przy tym żadnych
naruszeń barier wokół budynku oraz wokół wioski.
Nagle Kushina krzyknęła.
— Jacy niby obcy ludzie,
co?! Mieszkam tu od ponad dziesięciu lat, do cholery! A może już zapomnieliście
o mnie, co?! Niefajnie! Poza tym, jaki Hokage-sama?! Aktualnie Hokage jest
Sandaime-jiji!
— Spokojnie, zaraz do tego
dojdziemy. Poza tym — w tym momencie mężczyzna podwinął lewy rękaw ubrania i
ukazał im tatuaż Hokage[1] na przedramieniu. Kushina w tym momencie
momentalnie zamknęła usta, które już otwierała na kolejną porcję krzyków.
— Myślę, że po tym małym
pokazie wiem już, co powinienem. ANBU, puścić ich i przyprowadźcie mi tu
Kakashi’ego, powiedzcie mu, że chcę go mieć tu na wczoraj i jeżeli się spóźni
to niech mu Kami dopomoże…
Nie musiał dodawać więcej w
tym momencie. ANBU szybko się rozproszyli, wykonując rozkazy.
— A więc — zaczął mężczyzna,
uśmiechając się szeroko. — Witamy w Konohagakure no Sato w okresie
Zjednoczonych Sił Shinobi, dattebayo!
— Hę?
Kiedy Kushina się
wypowiadała, Minato intensywnie myślał. Hokage? Zjednoczone Siły Shinobi? ANBU,
którzy ich nie rozpoznawali? We własnych słowach Kushiny: Hę?
— Spójrzcie na górę Hokage,
jeżeli mi nie wierzycie — wstał ze swojego fotela i odsłonił okno.
Nie było trzech twarzy na
górze. Było ich siedem.
I chwila, czy Minato dobrze
widzi twarz Tsunade n piątym miejscu? Tuż
obok swojej twarzy, która była na czwartym?
— Minato… Co się dzieje? Nie
rozumiem z tego nic… — Kushina wyglądała naokage, jeżeli równie zagubioną na jaką brzmiała, kiedy
chwyciła lekko za przedramię Minato.
— Maa, Naruto-kun, wiesz że
nie musisz mnie grozić, żebym przyszedł, nie jestem przecież… Sasuke…? Minato-sensei? Kushina-nee?!
Mężczyzna o imieniu Naruto
uśmiechnął się pod nosem po lisiemu na widok zszokowanego Kakashi’ego.
— Kakashi-kun?! A kiedy ty
tak urosłeś?! I zestarzałeś się jakby. Czy ja widzę… Czy ty masz zmarszczki pod
oczami?! — wykrzyczała Kushina, przyglądając się uważnie Kakashi’emu ze
wszystkich stron.
Kakashi westchnął.
— Wiedziałem, że ten cały
hałas znowu się kiedyś zacznie, po prostu wiedziałem… Tylko myślałem, że to
będzie przez Boruto, a nie przez ciebie, Kushina-nee.
— Coś ty powiedział?!
— Dobra, dosyć tego dobrego!
— krzyknął Naruto. — Muszę zadzwonić po Hinatę, żeby wzięła Boruto i Himawari
do nas, chętnie by was poznali w końcu… Dajcie mi chwilę.
Naruto wyciągnął kolejne
czarne pudełko. Z niego słychać było przez chwilę dziwną melodyjkę a potem
głos:
— Naruto-kun?
— Cześć Hinata, mogłabyć przyprowadzić dzieciaki do biura?
Chcę wam kogoś przedstawić.
— Jasne, za niedługo będziemy. Akurat jesteśmy niedaleko wieży.
— Słodko, do zobaczenia!
I się rozłączył.
Nagle poczuł przy szyi chłodny
metal kunai.
— Wyjaśnij. O co chodzi w
tym wszystkim? Czy to jest jakieś wysokopoziomowe genjutsu? A może to jakaś
inna sztuczka? — zapytał chłodno Minato.
Naruto tylko prychnął i z
powrotem usiadł na fotelu, kompletnie ignorując zabójcze spojrzenia Namikaze i
kunai przy jego szyi. Chwycił za kubek i wypił trochę kawy, rzucając absolutnie
nie rozbawione i nie zaimponowane spojrzenia Minato.
Przez chwilę potem popatrzył
pochmurnie na stertę papierów na biurku, jednak zanim Minato zdążył stracić
cierpliwość, Naruto ponownie się odezwał:
— To nie sztuczka, co może
potwierdzić Kyuubi.
Kushina nagle rozszerzyła
oczy, a Minato mocniej przycisnął kunai do szyi, na tyle, by skóra pękła i
zaczęła cieknąć krew. Jednak już po kilku sekundach rana zaczęła się
zasklepiać, a Minato widział coś takiego tylko u jednej osoby…
Naruto ułożył pieczęć i
nagle obok niego pojawił się klon, który po chwili miał czerwone oczy z pionową,
cienką źrenicą i jego blizny wyraźnie się pogrubiły. Kiedy się odezwał, to jego
głos był głębszy i złośliwszy:
— Hehehe, kopę lat,
Yondaime, bachorze. Dawno się z wami nie widziałem.
— Kyuubi… — wyszeptała
przerażona Kushina. Nie było mowy o pomyłce. Chakra Biju jest zbyt
niepowtarzalna, żeby w jakikolwiek sposób móc ją zimitować.
— Dokładnie, śmiertelniczko,
powinnaś się obawiać, albowiem znów jestem wolny…
W tym momencie Naruto
przywalił własnemu klonowi w głowę, jednakże efekt był odczuwalny przez Kyuubi’ego.
— Naruto! Za co?!
— A jak myślisz, dattebayo?!
Znowu lecisz ze starą śpiewką jaki to nie jesteś potężny i bla bla bla! Do
porzygania z tym, ja to miałem szczęście, że musiałem słuchać tego tylko przez
cztery lata, ale nie mam zamiaru ci pozwolić do powrotu do starego nawyku!
Już mieli kontynuować swoją
kłótnię, kiedy drzwi do gabinetu gwałtownie się otworzyły.
— Boruto! Ile razy mam
mówić, żebyś nie otwierał tak drzwi, czy ty chcesz je zniszczyć?
Chłopak niewiarygodnie
podobny do Nanadaime lekko się zwinął na głos swojej, zdaje się, matki, jednak
po chwili się zawiesił, kiedy spojrzał na to, kto jest w biurze.
— Yondaime i Krwawa
Habanero? Staruszku, co jest, do cholery?!
— Uwierz mi, sam bym chętnie
się dowiedział — stwierdził z westchnieniem Naruto. — Ale po Czwartej Wojnie
już naprawdę niewiele mnie zaskakuje, szczerze mówiąc. Dobra, tak więc,
wolałbym żebyśmy się nie atakowali nawzajem (w końcu mamy czas pokoju) i
zamiast tego zaczęli od nowa. Tak więc, jestem Uzumaki Naruto, Nanadaime Hokage
Konohagakure no Sato, a to moja rodzina. Moja żona Uzumaki Hinata, syn Uzumaki
Boruto i córka Uzumaki Himawari. W sumie to wiemy, kim jesteście, więc nie
musicie się przedstawiać.
— Uzumaki? — wyszeptała
Kushina, podekscytowana. — To jest nas więcej, dattebane?! Cudownie!
— Kushina…
— Oj daj spokój, Minato!
Chakry Kyuubi’ego nie da się jakkolwiek podrobić, poza tym futrzak, który jest
we mnie dziwnie się zachowuje, co tylko potwierdza, że ten Kyuubi Naruto jest
prawdziwy, wszystkie dowody przemawiają na to że tak, wylądowaliśmy w
przyszłości i wiem, że z jakiejś racji jest to twoja wina. Ale wybaczę ci tym
razem, bo spotkałam właśnie rodzinę!
Minato tylko westchnął na
zachowanie się jego żony, ale tylko przytaknął głową, przyzwyczajony do tego.
— Naprawdę dajesz sobą
pomiatać, co? — zapytał Boruto retorycznie. Chwilę później jednak przeprosił,
kiedy zobaczył Straszny Uśmiech Mamy nr 4.
— A wiec?! A więc?! Jesteśmy
kuzynami czy jak?!
— W zasadzie bardziej jesteś
moją matką niż kuzynką — zaśmiał się lekko Naruto.
Kushinę na chwilę
zamurowało, jednakże szybko się otrząsnęła z tego stanu.
— Jesteśmy w przyszłości,
więc podejrzewam, że to możliwe. A ojcem oczywiście jest Minato! — krzyknęła z
przekonaniem.
— C-co?
— Minato, widzisz, a jednak
nie. Nie widzisz go? — podeszła do Naruto i chwyciła go za twarz. — Twarz ma
moją, ale włosy ma zdecydowanie po tobie, dattebane! Co oznacza, że Hinata jest
naszą synową i te dwa urocze bachorki…
— Oi!
— …To nasze wnuki! To
absolutnie niesamowite! — Uzumaki była wyraźnie podekscytowana.
I tak też zaczął się ich
pobyt w przyszłości.
------------------------------------------------
[1]
Uznałam, że skoro ANBU mają swój znak rozpoznawczy, to czemu Hokage miałby tego
też nie mieć?
Goddamnit, to miał być tylko
one-shot, a nie kilkuczęściowa opowieść XD Może uda mi się jeszcze to zmieścić
w dwóch częściach… Oh well XD
W każdym razie, zaczęłam na
boku jeszcze pracować nad opowiadaniem (!) z Ao no Exrcist, ale zacznę je publikować dopiero wtedy, kiedy będę
miała absolutnie całe napisane. Co może trochę zająć. Trochę dużo (bardzo,
BARDZO dużo) czasu. Będzie fajnie, jeżeli uda mi się zmieścić w dwudziestu
pięciu rozdziałach średniej długości, wtedy będę naprawdę zadowolona.
No, w sumie to już nie mam
nic do powiedzenia, więc na razie!
Kyuu: Powinnaś niedługo
napisać coś z nami wszystkimi.
Feliks: Dokładnie! Dawno nas
tu nie było!
Narutoi: OI! Teraz ja mam
swoje pięć minut, wynocha!
Idę ich ogarnąć, zanim coś
zniszczą -.-lll
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna
Pierścienia
niedziela, 27 sierpnia 2017
Specjal bez okazji– Ot,taki na rozluźnienie atmosfery, podniesienie na duchu, czy coś tam XD #2
[DODATEK] CIEŃ KRÓLA SZAMANÓW: KIRAMI!
--------------------------------
Kirami powiedziała, że ma chłopaka.
Kiedy Hao o tym usłyszał, to niemal padł na zawał. Yoh tylko roześmiał się z takiej reakcji starszego brata. On, w porównaniu do swojego Króla, nie miał z tym większych problemów, bo zawsze w razie co może po prostu skopać tyłek nieodpowiedniemu delikwentowi i… Sprawić, żeby zniknął w tajemniczych okolicznościach.
Ależ nie, on nie był okrutny i nadopiekuńczy wobec siostry. Wcale. Po prostu bardzo kochał swoją małą siostrzyczkę i nie chciał, żeby przebywała w towarzystwie kogoś nieodpowiedniego.
Dlatego słuchał z uśmiechem na ustach przesłuchanie Hao.
— Jesteś pewna, że go lubisz?
— Jestem.
— A tego, że na pewno nie chce cię oszukać? Bo i tacy się zdarzają.
— Oczywiście, że nie chce.
— No nie jestem taki pewien.
— Hao-nii-chan, on jest szamanem z jednej z szanowanych rodzin. Ktoś taki nie oszukuje.
— No nie wiem…
— Jego rodzicami są Tao Ren i Anna.
Hao zamilkł i zaprzestał zadawania pytań. Oparł się o oparcie tronu i pokiwał głową. Skoro to syn Anny to nie będzie przecież marudził, co nie? Znał w końcu Annę i Rena, i…
O Królu Duchów. Syn Anny i Rena.
Kiedy Yoh spojrzał na mimikę twarzy brata, to aż spadł ze swojego ulubionego miejsca na tronie, chichocząc w najlepsze i tracąc oddech. Co jak co, ale to było całkiem zabawne.
— I czego się śmiejesz? — Hao spytał Cienia z ponurą miną.
— Gdybyś widział swoją minę, też byś się śmiał!
Dobre dziesięć minut zajęło Yoh, żeby się w końcu uspokoić.
--------------------------------
SHAMAN KING, CZ.4 – JEDZIEMY NA WYCIECZKĘ!
--------------------------------
Angel wpadł do mieszkania Yoh już o siódmej rano i zaczął wrzeszczeć na całe gardło:
— Nie śpimy, zwiedzamy! Wstawać, lenie parszywe, przebrzydłe!
— Musisz tak wrzeszczeć od samego rana? — Hao wyjrzał z kuchni.
— Wiesz, inaczej Shadowa się nie obudzi. Na niego to potrzebne są drastyczne środki. Nie wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
— Nie lubię spać do późna, potem wszyscy wyglądają jak zombie, a ja nie chcę tak wyglądać.
— I dobrze. To ja lecę dobudzać kierownika.
— Kierownika nie ma, nie było i nie będzie! — Yoh odkrzyknął ze swojego pokoju, jednak ani myślał wstać i się przywitać z Shikim.
--------------------------------
FIVE NIGHTS AT FREDDY'S W STYLU WESOŁEJ DRUŻYNY PIERŚCIENIA!
--------------------------------
Yoh: *Śpi, rozłożony na fotelu, Amidamaru pilnuje biura*
Amidamaru: Yoh-san! On się ruszył!
Yoh: Ułaaach… Naprawdę? O ile dobrze pamiętam Phone Guy powiedział, że będą się kręcić.
Amidamaru: Też racja. Przepraszam, że cię obudziłem, Yoh-san.
Yoh: Nie ma sprawy, Amidamaru. *Śpi dalej*
Amidamaru: *Patrzy dalej na kamery i widzi po dwóch godzinach biegnącego Foxy’ego* Yoh-san?
Yoh: Ciom…? Śpiem, branoc… *Układa się jeszcze wygodniej w fotelu*
Amidamaru: Foxy biegnie w naszą stronę.
Yoh: A niech biegnie.
Amidamaru: I… *Patrzy w kamerę z niedowierzaniem* Goni go Anna!
Yoh: *Budzi się natychmiast* Co?! Amidamaru, już nie żyjemy!
Amidamaru:…
Yoh: Sorki. Ale jak ona nas tu znalazła?!
Amidamaru: Nie wiem, ale lepiej miej dobre wytłumaczenie dlaczego zwiałeś z jej treningu.
--------------------------------
KYUU W KRAINIE UNDERTALE, CZ.3 — HOTLAND
--------------------------------
— Cz-czekaj! Dam ci m-mój numer telefonu, w razie g-gdybyś potrzebował pomocy… Chwila, skąd masz ten telefon? Jest prehistoryczny! Nie ma nawet opcji esemesowania!
— Taa, wiem, ale pani Koza mi go dała, nie wypadało odmówić, zwłaszcza, że i tak miałem go oddać.
— P-poczekaj, proszę, chwilkę…
Zabrała mu telefon, po czym w błyskawicznym tempie go przerobiła.
— Trochę go za-upgradeowałam, teraz możesz esemesować, masz listę itemów… Masz nawet połączenie z Podziemnym Internetem!
— Wow, dzięki Alphys. Teraz bardziej przypomina mojego smartfona. Być może nawet tym razem dam radę dodzwonić się do szefowej!
Natychmiast wykonał numer, ale nic nie wyszło. Niestety.
— A było brać starą Nokię, tamta to by nawet w czarnej dziurze działała…
--------------------------------
NOWY ROK Z WESOŁĄ DRUŻYNĄ PIERŚCIENIA!
--------------------------------
Lucifer wyszedł z kopca i otrzepał się z ziemi.
— Hej! A może pójdziemy do mnie? Zrobimy sobie noc filmową!
Chwila ciszy.
— A będzie popcorn?
— Pewnie.
— A fajerwerki?
— Nawet w salonie, jeżeli chcesz.
— A jakie filmy?
— Może Tank Girl? I jeszcze Harry Potter. I Larę Croft, bo dawno nie oglądałem.
Chwila ciszy.
— Nie wiem jak ty Arty, ale wchodzę w to.
— Dla mnie też okej.
— Ale poczekajcie jeszcze na nas! — wydarła się Darka zza okna. — Już jesteśmy przy końcówce finału i my też z wami idziemy!
— Ta to ma wgląd na wszystko w tym miejscu, co?
Hao i Artemis pokiwali zgodnie głowami, czekając na Kyuu, Darkę, Wenę i Shiki’ego.
--------------------------------
KYUU W KRAINIE UNDERTALE, CZ.4 — PODZIEMIE CZY INNE TAM LOCHY
--------------------------------
(...)Potem przylazł Flowey.
Zaczął coś chrzanić, standardowa gadka szmatka głównego złoczyńcy przy finałowym stage’u.
A potem, potem ktoś zawołał poprzez barierę:
— Halo! Każdy po drugiej stronie niech odsunie się od tych cholernych drzwi, rozwalamy je na drobny mak za dokładnie minutę!
Kyuu momentalnie rozpoznał głos Darki, z czego się ucieszył, jednakże chwilę potem zbladł, kiedy tylko usłyszał komunikat.
Szybko chwycił Flowey’a i odsunął się od bariery, a kiedy pociągnął słonecznika, pociągnął za sobą również resztę potworów.
— Uwaga, Naruto zaraz przywali nie jednym, lecz dwoma Rasenshurikenami w tę barierę! Odliczam! 10, 9, 8… A, walić to, Naru, wal!
I walnął tak mocno, że aż huknęło.
I nagle bariera zniknęła.
— No, była bariera, ni ma bariery — to był jedyny komentarz ze strony Kuramy.
--------------------------------
--------------------------------
Kirami powiedziała, że ma chłopaka.
Kiedy Hao o tym usłyszał, to niemal padł na zawał. Yoh tylko roześmiał się z takiej reakcji starszego brata. On, w porównaniu do swojego Króla, nie miał z tym większych problemów, bo zawsze w razie co może po prostu skopać tyłek nieodpowiedniemu delikwentowi i… Sprawić, żeby zniknął w tajemniczych okolicznościach.
Ależ nie, on nie był okrutny i nadopiekuńczy wobec siostry. Wcale. Po prostu bardzo kochał swoją małą siostrzyczkę i nie chciał, żeby przebywała w towarzystwie kogoś nieodpowiedniego.
Dlatego słuchał z uśmiechem na ustach przesłuchanie Hao.
— Jesteś pewna, że go lubisz?
— Jestem.
— A tego, że na pewno nie chce cię oszukać? Bo i tacy się zdarzają.
— Oczywiście, że nie chce.
— No nie jestem taki pewien.
— Hao-nii-chan, on jest szamanem z jednej z szanowanych rodzin. Ktoś taki nie oszukuje.
— No nie wiem…
— Jego rodzicami są Tao Ren i Anna.
Hao zamilkł i zaprzestał zadawania pytań. Oparł się o oparcie tronu i pokiwał głową. Skoro to syn Anny to nie będzie przecież marudził, co nie? Znał w końcu Annę i Rena, i…
O Królu Duchów. Syn Anny i Rena.
Kiedy Yoh spojrzał na mimikę twarzy brata, to aż spadł ze swojego ulubionego miejsca na tronie, chichocząc w najlepsze i tracąc oddech. Co jak co, ale to było całkiem zabawne.
— I czego się śmiejesz? — Hao spytał Cienia z ponurą miną.
— Gdybyś widział swoją minę, też byś się śmiał!
Dobre dziesięć minut zajęło Yoh, żeby się w końcu uspokoić.
--------------------------------
SHAMAN KING, CZ.4 – JEDZIEMY NA WYCIECZKĘ!
--------------------------------
Angel wpadł do mieszkania Yoh już o siódmej rano i zaczął wrzeszczeć na całe gardło:
— Nie śpimy, zwiedzamy! Wstawać, lenie parszywe, przebrzydłe!
— Musisz tak wrzeszczeć od samego rana? — Hao wyjrzał z kuchni.
— Wiesz, inaczej Shadowa się nie obudzi. Na niego to potrzebne są drastyczne środki. Nie wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
— Nie lubię spać do późna, potem wszyscy wyglądają jak zombie, a ja nie chcę tak wyglądać.
— I dobrze. To ja lecę dobudzać kierownika.
— Kierownika nie ma, nie było i nie będzie! — Yoh odkrzyknął ze swojego pokoju, jednak ani myślał wstać i się przywitać z Shikim.
--------------------------------
FIVE NIGHTS AT FREDDY'S W STYLU WESOŁEJ DRUŻYNY PIERŚCIENIA!
--------------------------------
Yoh: *Śpi, rozłożony na fotelu, Amidamaru pilnuje biura*
Amidamaru: Yoh-san! On się ruszył!
Yoh: Ułaaach… Naprawdę? O ile dobrze pamiętam Phone Guy powiedział, że będą się kręcić.
Amidamaru: Też racja. Przepraszam, że cię obudziłem, Yoh-san.
Yoh: Nie ma sprawy, Amidamaru. *Śpi dalej*
Amidamaru: *Patrzy dalej na kamery i widzi po dwóch godzinach biegnącego Foxy’ego* Yoh-san?
Yoh: Ciom…? Śpiem, branoc… *Układa się jeszcze wygodniej w fotelu*
Amidamaru: Foxy biegnie w naszą stronę.
Yoh: A niech biegnie.
Amidamaru: I… *Patrzy w kamerę z niedowierzaniem* Goni go Anna!
Yoh: *Budzi się natychmiast* Co?! Amidamaru, już nie żyjemy!
Amidamaru:…
Yoh: Sorki. Ale jak ona nas tu znalazła?!
Amidamaru: Nie wiem, ale lepiej miej dobre wytłumaczenie dlaczego zwiałeś z jej treningu.
--------------------------------
KYUU W KRAINIE UNDERTALE, CZ.3 — HOTLAND
--------------------------------
— Cz-czekaj! Dam ci m-mój numer telefonu, w razie g-gdybyś potrzebował pomocy… Chwila, skąd masz ten telefon? Jest prehistoryczny! Nie ma nawet opcji esemesowania!
— Taa, wiem, ale pani Koza mi go dała, nie wypadało odmówić, zwłaszcza, że i tak miałem go oddać.
— P-poczekaj, proszę, chwilkę…
Zabrała mu telefon, po czym w błyskawicznym tempie go przerobiła.
— Trochę go za-upgradeowałam, teraz możesz esemesować, masz listę itemów… Masz nawet połączenie z Podziemnym Internetem!
— Wow, dzięki Alphys. Teraz bardziej przypomina mojego smartfona. Być może nawet tym razem dam radę dodzwonić się do szefowej!
Natychmiast wykonał numer, ale nic nie wyszło. Niestety.
— A było brać starą Nokię, tamta to by nawet w czarnej dziurze działała…
--------------------------------
NOWY ROK Z WESOŁĄ DRUŻYNĄ PIERŚCIENIA!
--------------------------------
Lucifer wyszedł z kopca i otrzepał się z ziemi.
— Hej! A może pójdziemy do mnie? Zrobimy sobie noc filmową!
Chwila ciszy.
— A będzie popcorn?
— Pewnie.
— A fajerwerki?
— Nawet w salonie, jeżeli chcesz.
— A jakie filmy?
— Może Tank Girl? I jeszcze Harry Potter. I Larę Croft, bo dawno nie oglądałem.
Chwila ciszy.
— Nie wiem jak ty Arty, ale wchodzę w to.
— Dla mnie też okej.
— Ale poczekajcie jeszcze na nas! — wydarła się Darka zza okna. — Już jesteśmy przy końcówce finału i my też z wami idziemy!
— Ta to ma wgląd na wszystko w tym miejscu, co?
Hao i Artemis pokiwali zgodnie głowami, czekając na Kyuu, Darkę, Wenę i Shiki’ego.
--------------------------------
KYUU W KRAINIE UNDERTALE, CZ.4 — PODZIEMIE CZY INNE TAM LOCHY
--------------------------------
(...)Potem przylazł Flowey.
Zaczął coś chrzanić, standardowa gadka szmatka głównego złoczyńcy przy finałowym stage’u.
A potem, potem ktoś zawołał poprzez barierę:
— Halo! Każdy po drugiej stronie niech odsunie się od tych cholernych drzwi, rozwalamy je na drobny mak za dokładnie minutę!
Kyuu momentalnie rozpoznał głos Darki, z czego się ucieszył, jednakże chwilę potem zbladł, kiedy tylko usłyszał komunikat.
Szybko chwycił Flowey’a i odsunął się od bariery, a kiedy pociągnął słonecznika, pociągnął za sobą również resztę potworów.
— Uwaga, Naruto zaraz przywali nie jednym, lecz dwoma Rasenshurikenami w tę barierę! Odliczam! 10, 9, 8… A, walić to, Naru, wal!
I walnął tak mocno, że aż huknęło.
I nagle bariera zniknęła.
— No, była bariera, ni ma bariery — to był jedyny komentarz ze strony Kuramy.
--------------------------------
W sumie przyszło mi do głowy zrobić tę notkę po przeglądzie części pierwszej swego rodzaju czegoś takiego XD
W sumie fajnie się sklejało, bo poprzypominałam stare dobre czasy sprzed roku, kiedy to jeszcze pisałam notki XD
Kyuu: Coś w tym jest.
^-^ Następnym razem napiszę(!) notkę z Naruto, bo pomysł mam, tylko jeszcze nie jest on napisany XD
Naruto: Yay! W końcu dostanę jakiś czas antenowy!
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna Pierścienia
piątek, 18 sierpnia 2017
Kyuu w krainie Undertale, cz.4 — Podziemie czy inne tam lochy
Kyuu
nie mógł wprost uwierzyć w swoją głupotę.
Zamiast
chodzić, jak jakiś głupi śmiertelnik bez nawet krztyny chakry w żyłach, Kurama
przecież może się teleportować! A teleportacja jest szybsza od chodzenia! I
basta. Nikt na tym świecie nie przetłumaczy mu inaczej. Nikt. Zwłaszcza kiedy był wkurzony. Ot co.
Co
prawda nie działały, by móc wydostać się na
zewnątrz, co zapewne było działaniem bariery, ale są doskonałe do
poruszania się wewnątrz.
Za dużo czasu spędziłem w towarzystwie Naru,
teraz jego kretynizm mnie się udzielił —
pomyślał z zażenowaniem Lis. Gdyby Shukaku tylko to zobaczył… Kyuu już prędzej
pociąłby się mydłem w płynie o zapachu gumy do żucia niż miałby żyć ze wstydem.
Niemal natychmiast
zaczął korzystać z jednej ze swoich ulubionych technik: Teleportacji Ognia.
Dzięki
temu, że Lis miał niemalże nieskończone pokłady chakry, to mógł podróżować tak
przez całe Podziemie i nawet się nie spocić. Technika ta zabierała tak mało
jego energii, że nawet Sakura mogłaby teleportować się tak z Konohy do Suny i
się nie spocić. Chyba. Sakura miała zaskakująco małe pokłady chakry, ale za to
kontrola jej jest na niebywałym poziomie.
W
pewnym momencie jednak coś mu stanęło na drodze. A może ktoś? Cuś? Nad
nazywaniem robotów o niezidentyfikowanej płci i jeszcze ciągotami do
tanswestycji jeszcze popracuje.
—
Mettaton…
—
Ach, pamiętasz mnie, darling!
—
Oczywiście, że cię pamiętam, próbowałeś dopiero co mnie zabić, pamiętasz?
—
Właśnie w tej sprawie cię zatrzymuję, człowieku.
Kyuu
zajęczał głośno.
—
Nie jestem cholernym człowiekiem! Jestem DEMONEM! Czy mam to przeliterować? Nie
ma sprawy! D-E-M-O-N. Jestem demonem, do jasnej cholery!
Kurama
chętnie by użył mocniejszych słów, ale jakby Artemis dowiedział się, że ich
używał to by chyba go oskórował. A bynajmniej oskórowałby jego lisią postać,
chłopakowi jakoś nie widzi się krzywdzenie ludzi. Kyuu solennie sobie
poprzysiągł, razem z Weną oczywiście, że nad tym jeszcze popracują. A jak
biedaka będą chcieli zgwałcić i on się nie obroni, bo nie chce skrzywdzić
innych?
A
skoro o brutalności mowa…
—
Ałć, darling! Za co?!
Lisowi
przypomniało się, że miał przyłożyć Mettatonowi. Dla jego własnego dobra
oczywiście.
Tylko
i wyłącznie dla jego dobra. A przynajmniej tak wmawiał sobie Kyuubi.
—
Słuchaj no mnie, panie. Ale słuchaj bardzo uważnie. Lepiej dla ciebie, jeżeli
nie będziesz od tak wyjawiał czyichś tajemnic, a zwłaszcza kobiet. Bo możesz
przez przypadek obudzić prawdziwego Diabła… — Kyuu zapatrzył się w przestrzeń
niewidzącymi oczami.
Kiedyś
ktoś zdradził tajemnicę pierwszej jego jinchuuriki. Jakiś facet, już nawet nie
pamiętał kto to był. Nawet bez używania jego mocy zdołała…
Nie.
Nie ma zamiaru sobie tego przypominać. Nadal straszy go to po nocach i tyle mu
wystarczy. I wtedy to właśnie nauczył się, żeby nie zadzierać ze wściekłą
kobietą. Dla niego i reszty otoczenia lepiej jest, jeżeli po cichu się wycofa.
Tak też jest łatwiej. I przy okazji wyjdzie z zasięgu rzeczy rzucanych przez
kobietę. Tak na wszelki wypadek. Dla jego własnego bezpieczeństwa i dobra.
—
Stary, poważnie mówię, nie rób tego. Po prostu nie — chwycił za ramiona Mettatona. — Tak jest lepiej dla
wszystkich, rozumiesz? A zwłaszcza dla ciebie lepiej — zaczął nim potrząsać. —
Obiecaj mi, że tego nie zrobisz więcej!
—
Człowieku, puść mnie! Posądzę cię o tykalność mojej nietykalnej osoby, darling!
—
NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM DO CHOLERY! — Wykrzyknął Kyuu, pokazując przy tym
wszystkie swoje kły, a oczy błysnęły z wściekłością.
Mettaton
natychmiast umilkł, kiedy tylko wyczuł zabójczą intencję u Lisa. Sensory jego
wariowały od dziwnych wytycznych pochodzących z tego otoczenia, ale wiadomość
Kuramy dotarła do niego jasno: nie wkurzaj mnie więcej, bo to źle się dla
ciebie skończy.
—
Skoro nie jesteś człowiekiem, to niby kim?
—
Zapytaj Alphys jak już ją przeprosisz, to się dowiesz. Poza tym już mówiłem kim
jestem, musisz sobie chyba pamięć wymienić skoro już nie pamiętasz. Nie. Mam.
Czasu. Z drogi!
I
Kyuu zaczął teleportować się dalej, zostawiając oszołomionego Mettatona za
sobą.
Zostało
mu zaledwie pięćdziesiąt minut do obiadu i miał sporą obsówkę. Musiał się
pospieszyć, jeżeli pragnie jeszcze żyć.
Szczerze
mówiąc to do teraz nie pamiętał, jakim cudem dostał się tak szybko do pałacu
zamkowego. Teleportacja miała mimo wszystko wady — jeżeli za często jej
używasz, to otoczenie zaczyna ci się zlewać ze sobą, nawet jeśli jesteś jednym
z najpotężniejszych demonów żyjących na tej Ziemi.
I
musiał przyznać, że miał niezłego pecha, że akurat tutaj trafił na Sansa.
— Człowieku…
Kyuu
nie miał nic do tego gościa, poważnie, nawet jeżeli jego suchary są
przynajmniej dziwne, serio. Ale Kyuubi’emu skończyła się już odstawiona na
ciężkie czasy cierpliwość. Najwyższy czas pokazać, że jest tym cholernym
demonem, a nie człowiekiem.
Zaczął
składać bardzo szybko znaki, a po chwili przebił kłem kciuk i trochę krwi
skapło na posadzkę.
— Hej, kolego, co ty robisz?
—
Biorę cię na wycieczkę. I nie masz nic do gadania, gaki — chwilę później Kyuu
przejechał kciukiem po czole Sansa, a ten upadł na posadzkę.
Szkielet
znalazł się w… dziwnym miejscu. Wszędzie było mnóstwo wody, a wokół niego było
dużo drzwi. Przez chwilę wydawało mu się, że jest w jakimś dziwnym szpitalu
prosto z horroru.
—
Chodź
za moim głosem, gaki.
Z jednej strony Sans nie miał ochoty słuchać tego głosu,
ale z drugiej strony brzmiał on dziwnie podobnie do Kyuu… Odpalił swoje glaster
blaster (na wszelki wypadek) i powoli przemieścił się do źródła głosu. Po
chwili stanął przed czerwonymi drzwiami.
— Na
co czekasz? Wejdź do środka.
Sans
pchnął drzwi i wszedł do środka. Zobaczył ogromne stalowe kraty, otwarte.
Cokolwiek miało być tam zamknięte, już nie było, a ciemność otaczała tamo
miejsce. A w tej ciemności majaczyły się czerwone, złowrogo błyszczące oczy. Po
chwili poczuł na twarzy podmuch ciepłego powietrza.
Ale
czy na pewno powietrza?
Sans
wystrzelił jeden laser w górę, dzięki czemu zobaczył, co się majaczy w
ciemności. Była to ogromna postać szczerzącego się Lisa, leżącego na całej tej
wodzie. Dziewięć rudych ogonów wirowało nad jego postacią.
Szkielet
niemalże podskoczył, kiedy go zobaczył. Kyuubi zaśmiał się w głos.
—
Nie
masz się czego obawiać, gaki. Tak bardzo chciałeś widzieć we mnie człowieka więc co ty na to powiesz? Może w końcu
wbije ci się do twojej twardogłowej czaszki fakt, że jestem demonem!
Po chwili Sans ujrzał błysk światła i po chwili z ciemności
wyszła ludzka postać Kuramy, który wciąż się szczerzył.
—
Uwierz mi, jeszcze trzy lata temu zajebałbym was wszystkich na miejscu za to,
że choćbyście myśleli o tym, że jestem człowiekiem. No ale wiesz, czasy się
zmieniają, podobnie jak moi jinchuuriki i ich szefowie, przez co musiałem się
nauczyć cierpliwości. Co za ból w tyłku.
Kyuu
podszedł do Sansa i poklepał go po głowie.
— Gdzie my jesteśmy?
—
W duszy mojego jinchuuriki. Jestem w nim aktualnie zapieczętowany. Może, ale
tylko może byłbyś w stanie mnie tutaj
poważniej zranić. O zabiciu nie ma mowy, bo nie mam w tym miejscu ciała, a
jedynie jego projekcję. Duszy w ogóle nie mam. A i nie strzelaj więcej tutaj
laserami, Naruto potem ma okropne bóle głowy przez to.
—
Rasengan!
I
w tym momencie Kyuu dostał techniką w tył głowy.
—
Naru! Za co?!
—
Za chęć do życia i miłość do ojczyzny! Gdzie ty się podziewasz, do jasnej
cholery co?! Wszyscy cię szukają!
—
A uwierzyłbyś mi, gdybym ci odpowiedział, że sam nie wiem, gdzie jestem? W
jakimś Podziemiu, to na pewno. Chyba gdzieś pod Tybetem, ale łba za to nie dam.
—
Pojechałeś do Tybetu beze mnie?!
Kyuu
poklepał się po uszach, marszcząc przy tym brwiami. Widać, że głowa go zabolała
od krzyku Uzumaki’ego.
Oczywiście
to też mogło mieć też związek z przyjęciem rasengana na główkę, ale to
kompletnie inna sprawa.
—
Na pewno nie z własnej woli, pracuję nad wydostaniem się stamtąd.
—
No ja myślę. Przekażę Darce-san, że jesteś gdzieś pod Tybetem w jakichś podziemiach
czy innych tam lochach i przylecimy cię pewnie odebrać.
—
Spoko, tylko pamiętaj, że mają jakąś chrzanioną barierę.
—
E tam, pewnie nic, czego by dobrze umiejscowiony rasengan by nie rozwiązał.
Albo Rasenshuriken, ta technika rozedrze wszystko.
—
Oj tak, bolało jak cholera, kiedy nim oberwałem.
Przez
chwilę kontemplowali tak, jinchuuriki i biju, nad pięknem i śmiercionośnością
tej cudownej techniki, jak również myśleli nad ich pojedynkiem sprzed laty.
Ach,
piękne czasy, wtedy Kyuu mógł spokojnie palić żywcem duchy bez obawy o ból
głowy.
A
skoro o duchach mowa…
—
Ej, przy okazji, jak będziecie po mnie lecieć, to weźcie jakiego egzorcystę ze
sobą, dwa duchy za mną non stop latają, a do tego chyba słonecznik jest
opętany.
—
Słonecznik? — spytał Naruto niepewnie, marszcząc przy tym brwi.
—
Naprawdę nie chcesz wiedzieć — zadeklarował Kurama.
Naruto
westchnął, po czym dopiero teraz uświadomił sobie, że jest ktoś jeszcze w jego
umyśle.
Przyjrzał
mu się.
Szkielet
w niebieskiej bluzie i różowych kapciach?
Heh,
pewnie spodobałby się tej różowej małpeczce, Yachiru.
—
Kurama, co tu do cholery robi ten szkielet? — Rzekł Naruto, przygotowując się
do epickiej walki o swoją duszę.
—
Uznałem, że ktoś powinien w końcu zauważyć, że jestem pieprzonym demonem. Co
prawda Alphys domyśliła się sama, kochana, choć irytująca istota, ale reszta
jakby nie chce się słuchać.
—
Typowe. Też mnie nie słuchali, kiedy mówiłem, że zostanę bohaterem Konohy i co?
Jestem teraz bohaterem wojennym wszystkich nacji i jedną z najpotężniejszych
osób w tamtym uniwersum!
—
Heh, nie musisz mi tego mówić. Dobra, zmywam się, mam króla do spotkania i
barierę do rozwalenia.
—
Pod warunkiem, że my nie rozwalimy jej pierwsi — powiedział Naruto na odchodne
i zniknął.
Zapadła
chwila ciszy.
—
Technika, która rozedrze wszystko?
— powiedził Sans.
—
Ano. Rasenshuriken rozwala nerwy bodajże na poziomie atomowym czy coś takiego
wieloma precyzyjnymi jak cholera atakami małych igieł. Ciało niby pozostaje w
miarę całe po tym wszystkim, ale regeneracja po tym zajmuję dłuższą chwilkę. O ile ją w ogóle przeżyjesz — powiedział
Kyuubi mrocznie.
—
A-ach
— to jedyne co Sans mógł powiedzieć.
Być
może i jego Gaster Blaster potrafiły zrobić z kogoś przystawkę na grilla, ale
nie były one w stanie rozwalać nerwów na tak małym poziomie, nie mówiąc o
zachowaniu przy tym ciała.
Wow.
Po prostu… Wow.
—
Dobra Sans, wynosimy się stąd, bo być może i Naruto przekaże szefowej, gdzie
jestem, to i tak wolę być na miejscu, kiedy ona przybędzie pod barierę.
Szkielet
nie zdążył nic powiedzieć, kiedy Kurama pstryknął palcami i wszystko po raz kolejny
zniknęło.
Kyuu
szedł do króla razem z Sansem.
Czy
też raczej, Kyuu szedł do króla ciągnąc za sobą ten leniwy szkielet. Lepiej
mieć przy sobie kogoś, kto wiedział, że nie jest człowiekiem i najwidoczniej ma
wolny dostęp do pałacu królewskiego. To musiało znaczyć coś dużego, w końcu nie
zaprasza się prawie że obcych do chodzenia jak się chce po zamku.
Ale
w każdym razie nie jest to ważne.
Kurama
pogadał z Królem, potem znowu przesiedział ataki, aż w końcu król się znudził.
Ale
Kyuu i tak był pod wrażeniem, bowiem ten potwór był zdecydowanie potężniejszy
od reszty. U tamtych ataki były mocnymi łaskotkami, a te ataki były raczej
drapnięciami niż łaskotkami, co ustawia się po stronie plusów.
Co
prawda niewiele one zdały się na Kyuubi’ego, ale Kyuubi to Kyuubi, na niego
działały tylko techniki zaprzężone w chakrę i brutalna siła, chociaż to drugie
i tak było podchwytliwe z tą jego regeneracją.
Potem
przylazł Flowey.
Zaczął
coś chrzanić, standardowa gadka szmatka głównego złoczyńcy przy finałowym
stage’u.
A
potem, potem ktoś zawołał poprzez barierę:
—
Halo! Każdy po drugiej stronie niech odsunie się od tych cholernych drzwi,
rozwalamy je na drobny mak za dokładnie minutę!
Kyuu
momentalnie rozpoznał głos Darki, z czego się ucieszył, jednakże chwilę potem
zbladł, kiedy tylko usłyszał komunikat.
Szybko
chwycił Flowey’a i odsunął się od bariery, a kiedy pociągnął słonecznika,
pociągnął za sobą również resztę potworów.
—
Uwaga, Naruto zaraz przywali nie jednym, lecz dwoma Rasenshurikenami w tę barierę!
Odliczam! 10, 9, 8… A, walić to, Naru, wal!
I
walnął tak mocno, że aż huknęło.
I
nagle bariera zniknęła.
—
No, była bariera, ni ma bariery — to był jedyny komentarz ze strony Kuramy.
—
Kura-chan~! — nagle na biednego demona rzuciła się kuzynka Weny, Silene.
Silene
była demonicą o czarno-białych włosach i brązowych oczach, która za cel swego
życia ustanowiła wyjść na Kuramę i mieć z nim gromadkę dzieci.
—
No nie! Po co ją tu przywlekliście?!
—
Twoja kara za nie pomyślenie wcześniej, że możesz dotrzeć do nas przez Naruto —
powiedziała Darka. — Swoją drogą, Ichigo, weź załatw te duchy i
opętanego słonecznika.
—
Przecież nie jestem egzorcystą.
—
Ale jesteś shinigami, prawie na jedno
wychodzi. No już, bierz się do roboty!
Ichigo
westchnął cierpiętniczo, ale chwycił za Zangetsu i odesłał dwa duchy do
zaświatów.
—
Hmm… Osoba w tym słoneczniku powinna być martwa już od lat, a jednak żyje.
Ciekawa sprawa, Kurotsuchi by się zainteresował.
—
Ichigo, co ci mówiliśmy o okrucieństwie wobec innych? — powiedział Yoh Asakura,
czytając przy tym mangę.
W
tym właśnie rozdziale mangi Ao no
Exorcist Rin zostaje przyjęty do
Akademii Prawdziwego Krzyża i miał się nauczyć, jak korzystać z jego
nowoodkrytych mocy oraz zostać egzorcystą jak jego brat bliźniak i przybrany
ojciec. Zapowiadało się ciekawie, nie ma co.
—
Ta, ta, spokojnie, nie oddam go tam. Ale i tak muszę go przeciąć, bo inaczej
ten potworek w życiu spokoju nie zazna — rozejrzał się po osobach w
pomieszczeniu i spojrzał na Toriel i Asgore’a — On jest chyba waszym szczylem i
pewnie nawet nie mieliście o tym pojęcia. Poważnie, eksperymenty na duszach
powinny zostać zabronione. No cóż, żegnam — i Ichigo wysłał świadomość Asriela
do Zaświatów, kiedy król i królowa przeżywali ciężki szok.
—
Wiecie, w sumie o ciekawe, że z jakiejś racji wy, potwory, myśleliście, że
siedem dusz ludzkich dzieci niewinnych jak małe kociaki (w większości
przynajmniej) pozwolą wam wydostać się z Podziemia — zaczęła mówić Darka. — Anna,
ty tu masz wiedzę na chyba wszystko, powiedz mi, na czym polegała ta bariera.
—
Jest to ten typ bariery, która jest dostosowywana do wierzeń ludu. Jeżeli
potwory myślałyby, że są to zwykłe drzwi, to mogliby wyjść już dawno temu,
jednakże skoro uznali, że potrzebnych jest siedem dusz ludzkich, to bariera się
do tego dostosowała — odpowiedziała szybko Anna.
—
Hmm, ciekawe. Dobra, koniec tego dobrego, ferajna, idziemy do domu! — Zawołała
szefowa i Kyuubi chyba nie mógł być bardziej zadowolony.
Gdyby
tylko Silene się od niego odczepiła, to byłoby już totalnie cudnie.
---------------------------------------------
Koniec!
At last XD
A
więc, nie mam wymówki na niepisanie. Poza zapomnieniem o blogu, kiedy odkryłam
prawdziwe piękno AO3 i ff.net.
Ach,
czytanie kilka fanfiction na tydzień jest doprawdy cudnym uczuciem :’)
Nie
wiem, kiedy coś następnego dodam. Wiem tylko, że pracuję nad kolejną aranżacją
UT, tyle że nie parodię i (mam nadzieję) trochę mroczniejszą. Czy coś z tego
wyjdzie? Nie mam pojęcia!
Coś
z tego pomysłu możecie zobaczyć na moim dA, gdyż dodałam tam coś w stylu połowy
strony niby komiksu. Co prawda to będzie normalny fanfic, o ile go napiszę, ale
jakoś tak fajnie mi tamto wyszło, że uznałam, że opublikuję.
Mam
też kilka szkiców Sansa i Friska (bo w tym AU jest on chłopakiem), które będą
opublikowane w ciągu kilku następnych kilku dni. Głównie ekspresje twarzy i
jedną część ubrania ( Frisk – płaszcz,
Sans – nowy golf), ale zawsze coś.
W
każdym razie powiem tyle jeszcze – zdałam maturę i dostałam się na studia ^^
idę na informatykę, bójcie się XD
Dobrze,
wystarczy już tego ględzenia. Życzę wam miłego wieczoru ^^.
Pozdrawiamy!
Dawno
niewidziana Darka3363 i jeszcze dłużej nie widziana Wesoła Drużyna Pierścienia
Kiedy
tylko Kyuu zdołał się uwolnić od Silene i przedrzeć się przez hordę potworów
kontemplujących piękno świata, zaczepiła go Toriel.
—
Drogie dziecię…
Kyuu
miał tego serdecznie dość.
—
Do cholery jasnej! NIE JESTEM DZIECKIEM I NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM, TYLKO
DEMONEM, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY!
Darka
tylko spojrzała na niego ze zmartwionym wzrokiem.
—
Biedny Kura-chan, chyba miał ciężkie ostatnich parę godzin. Ach, nic to,
idziemy na obiad! Dzisiaj mamy schabowe! — i szczęśliwa dziewczyna jako
pierwsza ruszyła w stronę otwartego portalu prowadzącego do domu.
niedziela, 5 marca 2017
Hetalia — Spotkanie międzynarodowe, cz.2
Wróciłam
do żywych!
Kyuu: Ale
nie z tym, co trzeba -.-„
Shut up,
wiem >.>
W każdym
razie! To poniżej to coś w stylu one-shota podzielonego na półtorej drabble i
ostatnie na podwójne drabble.
Hao: Dla
niewtajemniczonych, drabble to krótka forma składająca się ze stu słów.
Ale ja
nie potrafiłam się zmieścić w stu, więc zrobiłam na sto pięćdziesiąt i dwieście
słów ^^
No ale
dość już nas, zapraszamy do czytania!
UWAGA!OPARTE BEZWSTYDNIE NA STEREOTYPACH, WIĘC SKORO JESTEŚCIE WYCZULENI NA TO ORAZ POPRAWNOŚĆ POLITYCZNĄ I UOGÓLNIANIE WSZELAKIE, TO PROSZĘ WCISNĄĆ TEN CZERWONY KRZYŻ ZAWIŚCI U GÓRY PO PRAWEJ! RESZCIE ŻYCZYMY MIŁEGO CZYTANIA!Postanowienie drugie, podpunkt szósty regulaminu dobrego pisania*
— Polen.
Feliks Łukasiewicz odłożył
kieliszek z wódką, który był w połowie drogi do ust (Ivan nie był zadowolony
ani trochę, gdyż on sam też musiał wtedy odłożyć kieliszek, bo sam pić nie
będzie) i spojrzał na Ludwiga zaciekawiony niezmiernie.
— Od dawna się nad tym
zastanawiałem, ale dlaczego nigdy nie zapraszasz innych na te swoje popijawy
oprócz nas? Myślałem że kto jak kto, ale twoim motto jest ,,im więcej tym
weselej"?
— Niemcy. Mój słodki, naiwny
kolego. Padło ci już kompletnie na mózg? — Feliks spojrzał na niego znad
kieliszka z ponurą miną. — Myślałem, że ci przeszło po drugiej wojnie światowej,
szczerze mówiąc.
Jednakże nie tylko Niemcy się nad
tym zastanawiał, zarówno Węgry, czyli Elizabeta Héderváry, Rosja, czyli Ivan
Braginski jak i Litwa, czyli Toris Laurinaitis, również się nad tym
zastanawiali od jakiegoś czasu i pochylili się nad stołem w kierunku Feliksa,
ciekawi wyjaśnienia.
Feliks westchnął.
— No dobra, niech już wam będzie.
Powiem.
Gdyby
ktoś w tej chwili wszedł do jadalni w Wersalu, to by musiał przetrzeć oczy ze
zdziwienia, gdyż nie często się zdarza, żeby zastać Feliksa Łukasiewicza,
personifikację Polski i najlepszych różnych cech tego narodu
europejskiego, siedzącego na drogim
żyrandolu i trzymającego się go kurczowo, próbując przy tym kopnąć Francisa
Bonnefoy’a, personifikację Francji, kolejnego dużego europejskiego kraju.
—
No dalej, Pologne, chodź się do mnie
przytuuuuliiić!
—
Spadaj Francis! Ja nie mam totalnie nic do biseksualnych, ale masz trzymać
swoje łapy z dala ode mnie, zwłaszcza, że jesteś pijany!
W
końcu Polsce jakoś się udało jednak kopnąć Francję tak, by stracił przytomność
i wtedy Feliks mógł spokojnie zejść z żyrandola i cichaczem się wymknąć z
pałacu, by wrócić do stolicy swego kraju.
—
Nigdy więcej picia z Francją, nawet jeśli ma mnie to życie kosztować, za szybko
się, cholera, upija… — tak marudząc pod nosem Łukasiewicz położył się do łóżka,
zgasił lampkę nocną i zasnął.
Kiedy
Feliks został zaproszony na picie przez Alfreda F. Jonesa, personifikację
Ameryki, nie zdołał w porę sobie przypomnieć, dlaczego zazwyczaj nie chciał z
nim pić. Jednak kiedy sobie przypomniał, było już za późno —Feliks leciał już
samolotem do Białego Domu.
Otóż,
Ameryka miał dużo mocniejszą głowę od Francji (większość krajów ma), jednakże
miał wtedy od tendencje do namawiania Polski do rozpoczęcia wojny z Rosją.
Fakt,
Feliks nie bał się Ivana, bo z jakiej racji miałby się go bać, tyle tylko, że
Łukasiewicz nie był głupi — po pierwsze bez sprzymierzeńca go nie pokona, a po
drugie to tylko pijackie bajanie Alfreda. Gdyby miało dojść co do czego, to
Ameryka za Chiny nawet mu nie pomoże.
Poza
tym Ameryka potem gada o podboju Wszechświata używając armii kotów i żywieniu
ludzkości wyłącznie hamburgerami.
Ten poziom bredni to za wiele dla Feliksa, więc kiedy
tylko znalazł okazję, to się zwinął z powrotem do Warszawy.
Pił z
Grecją, Heraclesem Karpusi, może raz czy
dwa już wcześniej, Łatwo było zapomnieć jednak, że Grecja miał bardzo słabą
głowę (porównywalnie słabą do Francji) i że pije tylko i wyłącznie drogie wina.
Polska
już wcześniej pił greckie wina i musiał przyznać, że są bardzo dobre, no ale
żeby aż się upić po zaledwie trzech butelkach? Hercules miał szczęście, że pił
teraz z Polską a nie z Rosją, kto wie, co by ten Sowiet zrobił biednej pijanej
Grecji…
Pewnie
zabrał by kawałek terytorium lub dwa.
Polska
westchnął i zaniósł śpiącego Karpusi’ego do pokoju do łóżka i przykrył go
kocem.
—
Dzięki, Polonia — mruknął Hercules w
krótkiej chwili przytomności.
— Nie
ma sprawy i pamiętaj, nie pij z Ivanem, jeszcze coś ci zrobi.
— Etsi Polonia. — I po tym Grecja już
definitywnie zasnął.
Feliks
tylko pokręcił z politowaniem głową, szybko pozbył się butelek po winie i
opuścił Pałac Królewski w Atenach, wracając do domu.
Picie z
Anglią nigdy nie należało do przyjemnych życzeń, ale od czasu do czasu niestety
trzeba, jak to uznaje Arthur Kirkland: ,,Do podtrzymywania dobrych stosunków
pomiędzy nimi”. Cholerna Anglia i jego formalności oraz poprawność polityczna,
Feliks nie lubił z nim pić?
A to
dlaczego?
Po
pierwsze, Arthur nalegał wręcz na wymienianie się formalnymi uprzejmościami.
Polska nie miałby nic do tego, gdyby one nie ciągnęły się przez godzinę. Potem zazwyczaj tematy
schodziły na politykę.
Poprawka.
Zawsze schodziły na politykę.
Felek
nie po to pije, żeby gadać o polityce, do diabła starego!
Ale
najgorsze ze wszystkiego, przez co Feliks ma ochotę się popłakać jest fakt, iż
Arthur zapija swoją whiskey herbatą.
Feliks
zwyczajnie nie ma nerwów na picie z Anglią. Dlatego opracował plan.
Kiedy
przychodzi jego kolej na nalewanie, to daje Anglii po kryjomu więcej niż sobie
(Arthur o tym nie wie), a potem jest wolny i może się ewakuować do domu.
Feliks pił z Japonią tylko raz w
życiu. Uznał, że musi spróbować chociaż raz sake,
które w jakimś stopniu było inszą odmianą wódki, robionej z ryżu, więc można by
spróbować, przecież go to nie zaboli.
Jak się okazało nie zabolało
fizycznie, ale psychicznie.
Honda Kiku ma dziwne
przyzwyczajenia jeżeli chodzi o picie.
Nie może Feliks marudzić na picie
z czegoś, co wygląda na małe talerzyki, ponieważ sam nalegał na picie wódki z
kieliszków, jednakże Japonia po pijaku… Był po prostu straszy.
Feliks Łukasiewicz nie mógł wręcz
uwierzyć, że dobry, skromny, miły Honda,
personifikacja Japonii, może mieć aż taką mroczną stronę.
Kiedy Japonia zaproponował, ażeby
obejrzeć jakieś anime, Polska nie miał nic przeciwko, kilka już oglądał i były
całkiem fajne, tylko że Japonia włączył… Hentai.
A Polska nie ogląda takich
rzeczy.
Dlatego wtedy, kiedy miał okazję
ogłuszył Kiku, położył go do łóżka i zmył się z Pałacu Cesarskiego z prędkością
światła.
— I to dlatego piję tylko z wami.
Wasza tolerancja na alkohol jest mniej więcej równa mojej i nie jesteście
zboczonymi dupkami po pijaku, więc daje się was tolerować. — Polska zakończył
opowieść, po czym wypił trzy kieliszki wódki na raz. Teraz to miał zamiar wypić
ile może i się upić, gdyż nie chce nawet pamiętać o piciu z Japonią. To
przynosi złą aurę i atmosferę do otoczenia.
Polska zdecydowanie nie lubi być
ponury podczas picia.
Ludwig pokiwał głową zadowolony z
wyjaśnień.
— To wyjaśnia, dlaczego pijesz z Russland, pomimo że go nie cierpisz ze
wzajemnością od 1610 roku. — Powiedział spokojnie, zaplatając ramiona na
torsie.
Feliks coś burknął pod nosem,
podczas gdy Ivan nalewał kolejną kolejkę do kieliszków. Węgry i Toris nie mieli
pojęcia co robić, śmiać się z opowieści Polski, czy też raczej mu współczuć.
— Ech, nieważne w każdym razie —
Feliks machnął ręką. — Złe rzeczy kazałeś mi sobie przypomnieć Niemcy, a miało
być miło. Za karę pijesz podwójnie pięć następnych kolejek! — Wykrzyknął na
końcu.
— Was?! Nie ma mowy!
— Według totalnie polskiego prawa
tak! Było mi o tym nie przypominać!
I ta kłótnia trwała dopóki cała
wódka się nie skończyła i państwa nie przerzuciły się na bimber.
Ale to
już kompletnie inna historia.
*Coś takiego nie istnieje, po
prostu dobrze mi zabrzmiało (pewnie istnieje, ale ja tego nie czytałam, no cóż...)
A więc mam nadzieję, że wam się
to podobało ^^ Dawno nie napisałam niczego z Feliksem i stęskniłam się na nim
*tuli Feliksa*
Felek: *odwzajemnia przytulanie*
W zasadzie nie mam jako takich
ogłoszeń, poza tym że wkręciłam się w fandom Danganronpy i Naruto…
Znowu. Fandom to najlepsza i najgorsza rzecz, która mi się przytrafiła w życiu.
Nie żałuję tego ani trochę XD
Moja siostra się wkręciła w
Sherlocka z kolei, co pociągnęło za tym że wiem co nieco o tym, co się dzieje w
serialu. Moriarty, mój mistrzu z I want
to break free zespołu Queen, byłeś fenomenalny w finale trzeciego sezonu XD
Koniec ogłoszeń, można się
rozejść!
Pozdrawiamy!
Darka3363 i Wesoła Drużyna
Pierścienia
czwartek, 19 stycznia 2017
Marco Kubiś, Marco Kubiś, Marco Kubiś 8734
Hej wam!
Pomagamy testować Marco Kubisiowi jak skutecznie wyszukuje siebie w internecie!
W tym celu używamy pradawnego i mrocznego rytuału, który zakrawa o nekromancję i jest już wpisane na Listę Czarnej Magii w Salem.
Czyż pomaganie nie jest piękną ideą?
Niemalże tak piękną jak jedzenie pizzy, czekolady, czytania książek i oglądania krwawego i łapiącego za serce anime :') Takie jak Tokyo Ghoul na przykład.
Tamte ghoule to by miały fajne życie, gdyby nie rasizm. Jedzą tylko ludzkie mięso i mogą pić tylko kawę.
Ale z drugiej strony żyć bez pizzy i czekolady...
No, nieważne tak czy siak!
Powoli, ale to bardzo powoli idą prace nad SK. Zatrzymałam się w momencie, gdzie to próbuję wyjaśnić Hao wszystko przez jego kolegów z kręgu.
Kyuu w swoim multi-shocie jest gdzieś przy końcu drogi, ale jeszcze trochę do końca mu brakuje, tak czy siak.
Poza tym pisałam inne rzeczy, jednak niekoniecznie na tego bloga. Powiedzmy, że jak wypali to wam powiem, stoi?
Poza tym mam takie zalążki planu na przetłumaczenie ,,Dear Order". Jest to dwadzieścia jeden listów od Harry'ego dla Zakonu Feniksa, gdzie wyraża swoje ogólne niezadowolenie swoim obecnym miejscem pobytu. Ale nie martwcie się, jako że jest to parodia, to chaos być tam musi. Dodałabym to na mojego bloga o HP, bo tam zionie pustkami...
A miałam tyle o Założycielach Hogwartu pisać. No cóż.
Tak więc, zakańczając ten wywód, mam nadzieję (niewielką, ale jednak), że ktoś jeszcze zagląda na ten blog, albo przynajmniej o nim pamięta. Postaram się napisać coś na przyszły miesiąc, ale nic nie obiecuję, pamiętajcie!
Pozdrawiam!
Darka3363
PS: Dzisiaj bez akapitów, bo mi się nie chciało Worda otwierać. To się nazywa skraj lenistwa...
Pomagamy testować Marco Kubisiowi jak skutecznie wyszukuje siebie w internecie!
W tym celu używamy pradawnego i mrocznego rytuału, który zakrawa o nekromancję i jest już wpisane na Listę Czarnej Magii w Salem.
Czyż pomaganie nie jest piękną ideą?
Niemalże tak piękną jak jedzenie pizzy, czekolady, czytania książek i oglądania krwawego i łapiącego za serce anime :') Takie jak Tokyo Ghoul na przykład.
Tamte ghoule to by miały fajne życie, gdyby nie rasizm. Jedzą tylko ludzkie mięso i mogą pić tylko kawę.
Ale z drugiej strony żyć bez pizzy i czekolady...
No, nieważne tak czy siak!
Powoli, ale to bardzo powoli idą prace nad SK. Zatrzymałam się w momencie, gdzie to próbuję wyjaśnić Hao wszystko przez jego kolegów z kręgu.
Kyuu w swoim multi-shocie jest gdzieś przy końcu drogi, ale jeszcze trochę do końca mu brakuje, tak czy siak.
Poza tym pisałam inne rzeczy, jednak niekoniecznie na tego bloga. Powiedzmy, że jak wypali to wam powiem, stoi?
Poza tym mam takie zalążki planu na przetłumaczenie ,,Dear Order". Jest to dwadzieścia jeden listów od Harry'ego dla Zakonu Feniksa, gdzie wyraża swoje ogólne niezadowolenie swoim obecnym miejscem pobytu. Ale nie martwcie się, jako że jest to parodia, to chaos być tam musi. Dodałabym to na mojego bloga o HP, bo tam zionie pustkami...
A miałam tyle o Założycielach Hogwartu pisać. No cóż.
Tak więc, zakańczając ten wywód, mam nadzieję (niewielką, ale jednak), że ktoś jeszcze zagląda na ten blog, albo przynajmniej o nim pamięta. Postaram się napisać coś na przyszły miesiąc, ale nic nie obiecuję, pamiętajcie!
Pozdrawiam!
Darka3363
PS: Dzisiaj bez akapitów, bo mi się nie chciało Worda otwierać. To się nazywa skraj lenistwa...
sobota, 31 grudnia 2016
Nowy Rok z Wesołą Drużyną Pierścienia!
— Yoh?
— Tak?
— Nudzi mi się.
— I co w związku z tym?
— Wymyśl coś do porobienia.
— Ale to tobie się nudzi, a nie mnie.
—… Wycwaniłeś się. Chyba czas najwyższy, żebyś przestał widywać się z Weną, ma
na ciebie zły wpływ.
— Odezwał się gość, który pragnął anihilacji ludzi przez ostatnie tysiąc lat.
— Naprawdę trzeba ograniczyć twój kontakt z Weną. I od kiedy znasz takie trudne
słowa jak anihilacja?!
Hao i Yoh siedzieli na kanapie w salonie w domu Wesołej Drużyny Pierścienia,
Hao się nudził, a Yoh czytał mangę.
Zbliżała się powoli godzina dwudziesta druga, a był trzydziesty pierwszy
grudnia, czyli powszechnie znany jako Sylwester.
Hao z nudów siedział do góry nogami. Włosy opadały mu na podłogę, ale
przynajmniej grzywka nie wchodziła w oczy. W ręku trzymał pilot od telewizora i
skakał po kanałach, nie znajdując niczego wartego jego uwagi.
Yoh czytał mangę. Było to Sailor Moon, z powodu braku innych mang na dzień
dzisiejszy. Darka wzięła sobie akurat Tokyo Ghoul, a reszta w tajemniczy sposób
zniknęła (czytaj: Anna skonfiskowała do czasu powrotu Króla Duchów ze szpitala
psychiatrycznego).
W
końcu jednak do pokoju weszła Anna. Zignorowała swojego narzeczonego, podeszła
do Hao i zabrała mu pilot, po czym położyła się na dywanie. Hao w tym momencie
postanowił się oburzyć.
—
Hej!
—
Siedź cicho. I tak nic nie oglądałeś.
Tym
bardziej Annie zależało na oglądaniu w tej chwili, gdyż rozpoczął się kolejny
odcinek jej ulubionej telenoweli. Dziś Eryka miała się dowiedzieć, że Rafael ja
zdradzał i Anna miała cichą nadzieję, że Eryka poradzi się Julii, co ma zrobić,
gdyż dziewczyna nie przebierała w środkach.
Hao zawiesił ręce na
torsie, co w połączeniu do siedzenia na kanapie do góry nogami wyglądało
komiczniej niż zwykle by to wyglądało.
Westchnął.
Nie miał nic do roboty, a wszyscy byli czymś zajęci. Darka grała razem z Kyuu, Shikim i Weną w
Left4Dead 2 (co jakiś czas było słychać wyzwiska i przekleństwa rzucane na lewo
i prawo), Naruto, Tsunade, Shikamaru i
Sasuke zwinęli się do Konohy na czas Sylwestra, Ren wyjechał do rodziny do Chin
razem z Jun, Hiroto i Sakuma mieli jakiś tam mecz charytatywny bo cośtam, a
Ichigo, Kenpachi i Yachiru mają kolejną rozwałkę w Huenco Mundo.
Chociaż,
nie wszyscy byli czymś zajęci…
Artemis był u siebie w pokoju i jakoś mu się nie
udzielał sylwestrowy nastrój.
Hao
wstał z trudem z kanapy i poszedł do Arty’ego.
Anna
dalej oglądała telenowelę, a Yoh czytał mangę.
— Jak myślisz,
co wymyślił?
— Nie wiem i
jakoś nieszczególnie mnie to obchodzi, dopóki nie będzie mordował ludzi to jest
spoko — odpowiedział Asakura, pochylając się nad mangą. Właśnie Mamoru i Usagi
spotykają po raz pierwszy Chibiusę, która spadła im z nieba. Był ciekawy, jak
to się dalej potoczy.
— I jak masz
zamiar się dowiedzieć, że nikogo nie zamordował? Ja ci nie dam przełączyć na
wiadomości — powiedziała Anna, nie odrywając wzroku od telewizora.
— Wysyłam za
nim listne duszki.
Chwila ciszy.
— Przecież ty
ich nienawidzisz. Od zawsze to powtarzałeś.
— To prawda,
ale robią za dobrych szpiegów. Hao się jeszcze nie domyślił, że go śledzę, więc
jak na moje to wystarcza. I wiesz, chyba je nawet zacząłem lubić, trzymają oko
na sprawy, na które ja nie mogę swego oka mieć.
—…Czasem się
zastanawiam, czy Hao ma szczęście, czy echa mając takiego brata.
Yoh zaśmiał
się cicho i ponownie skupił się na mandze.
-----------------------------------------
— Arteeeemissss!
Artemis robił
co mógł, by zignorować starszego Asakurę, jednakże było to bardzo trudne
zadanie. Próbował się skupić na książce, którą właśnie czytał, co nie
przychodziło mu łatwo. A Hao bardzo dobrze odciągał jego uwagę, bawiąc się
płomieniami nad jego głową i raz po raz wołając jego imię.
—
Arteeeemiiiiiis!
— Czego
chcesz? — westchnął chłopak, pocierając skronie.
— Chodź ze
mną na wycieczkę?
Arty spojrzał
na niego podejrzliwie.
— A po co?
— A nie wiem,
nudzi mi się i tyle. Możemy kogoś odwiedzić albo coś.
—…Nie jestem
przekonany, czy to dobry pomysł. A co na to Darka-san?
— Zwariowałeś?
Nie jestem masochistą! Lepiej jej nie przeszkadzać, kiedy gra i ty dobrze o tym
wiesz. A przynajmniej powinieneś wiedzieć.
— Taa. No
dobra, niech ci będzie. Chociaż dalej uważam, że to zły pomysł.
Hao machnął
na to ręką i wyszedł z pokoju, ciągnąc Artemisa za sobą. Wolał być pewien, że
idzie z nim i nie czmychnie w najmniej spodziewanym momencie. Doszli do
korytarza, gdzie ubrali kurtki i wyszli na zewnątrz. Kiedy Hao już miał
przywoływać Ducha Ognia, nagle zobaczyli, że kret ryje kopiec na podwórzu.
— O nie, nie
ma takiej opcji! Przez to cholerstwo przewracałem się o wiele za dużo razy!
Już Hao miał
iść po łopatę, kiedy nagle z kopca wychyliła się czupryna… Brata Weny?
— Lucifer, a
co ty tu robisz? — Zapytał zmieszany Kurogitsune.
Lord skupił
swoje oczy na Artemisie, a po chwili jego twarz zaczęła promienieć i zaczął
machać w stronę dwóch członków Wesołej Drużyny Pierścienia.
— Cześć wam!
Jak się macie? Ja miałem iść na piekielne czereśnie, są właśnie w sezonie, a że
mi się nudziło, to uznałem, że pójdę sam, incognito. I zacząłem kopać, bo
wiecie, u nas czereśnie rosną w ziemi, za gorąco dla nich na powierzchni… Ale
dobra. I tak jakby po drodze się zgubiłem.
Lucifer wyszedł
z kopca i otrzepał się z ziemi.
— Hej! A może
pójdziemy do mnie? Zrobimy sobie noc filmową!
Chwila ciszy.
— A będzie
popcorn?
— Pewnie.
— A
fajerwerki?
— Nawet w
salonie, jeżeli chcesz.
— A jakie
filmy?
— Może Tank Girl? I jeszcze Harry Potter. I Larę Croft, bo dawno nie oglądałem.
Chwila ciszy.
— Nie wiem
jak ty Arty, ale wchodzę w to.
— Dla mnie
też okej.
— Ale
poczekajcie jeszcze na nas! — wydarła się Darka zza okna. — Już jesteśmy przy
końcówce finału i my też z wami idziemy!
— Ta to ma
wgląd na wszystko w tym miejscu, co?
Hao i Artemis
pokiwali zgodnie głowami, czekając na Kyuu, Darkę, Wenę i Shiki’ego.
Nagle uwagę
Asakury pochwyciło tajemnicze światełko w lesie nieopodal domu. Postanowił więc
zostawić Artemisa i Lucifera pochłoniętych rozmową i postanowił sprawdzić, co
się tam kryje.
Podszedł do
krzaków najbliżej, jak się tylko dało, najciszej, jak tylko potrafił. Chwycił
za pierwszą lepszą gałąź i podszedł bliżej.
Jego oczom
ukazała się ładna dziewczyna o czarnobiałych włosach, ładnej buzi, brązowych
oczkach i tatuażach na policzkach tuż pod oczami. Były to tylko trzy czarne
kropki pod jednym i drugim okiem.
— Ty jesteś
chyba Silene, co?
Dziewczyna
podskoczyła w miejscu.
Hao znał ją z
opowiadań Kyuu i Weny, gdzie to kuzynka dziewczyny próbowała na wszelkie
sposoby usidlić Kyuu, by się z nią ożenił. Fakt, że Kyuu był mniej chętny niż
ona do ożenku rozpoczęło dziwną, ale ciekawą
grę w kotka i myszkę.
— Tak, to ja.
A ty kim jesteś?
— Mam na imię
Hao, a Kyuubi ma okno po drugiej stronie domu, koło jeziora.
Dziewczyna
popatrzyła na niego chwilę, po czym szeroko się uśmiechnęła.
— Dzięki! — I
już jej nie było, a Hao wrócił do reszty.
— Hao, wiesz,
że Kurama nie da ci z tym żyć, prawda?
— Pod
warunkiem, że się o tym dowie. Bo chyba będziecie milczeć, co?
— No raczej.
Nagle usłyszeli
krzyk Lisa i chichot Silene.
— Chyba się
do niego dorwała.
— Ano.
— Jak to
dobrze, że schron przechodzi właśnie remont, bo inaczej nie byłoby nawet w
połowie tak ciekawie.
— Nom — odpowiedzieli
zgodnie Arty i Lucifer, oglądając przez okno, jak Kyuu ucieka przed Sileną w
już zniszczonej bluzce, świecąc klatą. Na jego twarzy był wyraz absolutnej
paniki, podczas gdy Silene uśmiechała się i śmiała, kiedy goniła
Dziewięcioogoniastego.
— No to jak,
idziemy?
Hao odwrócił
się, widząc już ubranych Darkę, Wenę i Shiki’ego.
— Pewnie.
— Kyuu, tylko
domu mi nie zniszczcie! Nie stać nas na więcej remontów!
I w ten
sposób Hao, Darka, Shiki, Wena, Artemis i Lucifer postanowili Nowy Rok spędzić
w Piekle siejąc zamęt i zniszczenie, oglądając przy tym filmy.
-------------------------------------
— Dobra
ludzie, czas najwyższy dać życzenia na bloga.
Do domu
Lucifera w końcu doszli Silene i Kyuu, Lis z naburmuszoną miną trzymał na
kolanach zadowoloną demonicę, która wtulała się w jego tors.
— Życzenia
mówisz? A co ludzie sobie życzą najczęściej?
— Zdrowia,
szczęścia, pomyślności i dużo hajsu.
— I życzą
dobrych pomysłów na blogi.
— I żeby
jeszcze kolejny rok był jeszcze lepszy, niż poprzedni.
— No i
widzicie? Już macie życzenia! A teraz chodźmy wystrzelić fajerwerki!
— Hai!
Pozdrawiamy
was wszystkich i Szczęśliwego Nowego Roku!
Darka3363 i
Wesoła Drużyna Pierścienia
Subskrybuj:
Posty (Atom)
